Runner's World poleca:

Piotr Syc: NYC Marathon jak Oscarowa gala

Poleć ten artykuł:

Najsłynniejszy bieg świata - New York City Marathon, to marzenie każdego biegacza. W 2006 roku spełnił je Czytelnik Runner's World Piotr Syc. Jak zapamiętał prestiżowe 42,195 km poprowadzone ulicami Wielkiego Jabłka? Oto jego krótka relacja.

Piort Syc NYC Marathon

Przebiegłem 42 km ulicami centrum światowego biznesu, w tłumie 38 864 biegaczy, dopingowanych przez 2 mln zdzierających gardła kibiców i przygrywających stu zespołach muzycznych, w ciągłym towarzystwie 10 śmigłowców, pod okiem setek fotografów, kamerzystów i 300 mln ludzi przed telewizorami.

Podróż do Nowego Jorku

Moja wyprawa do Nowego Jorku to w sumie 30 godzin spędzonych w samolocie, 48 godzin w ciągłej podróży, przebyte 15 000 km, 8 startów, 8 lądowań. To także 6 miesięcy ciężkiego treningu – przebiegnięte jakieś 2000 km!

Wystartowałem z Fortalezy w Brazylii, gdzie pracowałem jako instruktor kita. Po 11 godzinach wylądowałem na amerykańskiej ziemi :) Na odprawie imigracyjnej poszło gładko. Hasło "I`m going for a New York Marathon" za każdym razem otwierało mi drzwi do Ameryki.

Przechadzałem się przy Ground Zero, pozdrowiłem panią z pochodnią, zjadłem hot doga przy Madison Square Garden, wypiłem amerykańską kawę, zagryzając pączka... wszystko to w otoczeniu tłumu, który nieustannie gdzieś zmierza. Wysiadając z metra, już musisz wiedzieć, czy skręcisz, bo stojąc w bezruchu na chodniku, to tak, jakbyś zaburzał amerykański tryb życia i pracy.

Rejestracja w centrum zawodów i odebranie numeru poszły sprawnie i gładko. Wszystko czytelne i przewidywalne – od razu widać doskonałą organizację. Dużo gadżetów, mnóstwo stoisk, prezentacji, producentów... Prawdziwe centrum lekkoatletycznego świata. Wszystko to w potężnej hali, jakieś 3 razy tyle, co wrocławska Hala Ludowa.

Na starcie NYC Marathon

No i w końcu nadszedł ten dzień... 5 listopada 2006 roku. Mimo ostrzeżeń o korkach i przestrogach, że możemy nie dojechać, byliśmy na miejscu w 25 min, ok. 7 rano. Ludzie napływali już strumieniami ze wszystkich stron, dowożeni przez autokary, promy... Strefa startu szybko się zapełniła i nie było mowy o rozgrzewce – zrobiło się tak ciasno, że mogłem tylko podskakiwać w miejscu :)

Na minuty przed startem odszukałem w tłumie grupę biegnącą na 3:15. Kolejne 3 godziny 10 minut i 16 sekund warte były wcześniejszej każdej kropli potu, każdej sekundy spędzonej w podróży, każdej wydanej złotówki czy dolara. Warte były determinacji, walki ze zwątpieniem czy innymi przeciwnościami. Byłem kroplą w strumieniu maratończyków, otoczony przez 2 mln kibiców, niczym w amoku wrzeszczących i wymachujących różnymi plakietkami, ciągłe błyski fleszy i "przybijanie piątek"... to tak, jakby przechadzać się po czerwonym dywanie tuż przed galą wręczenia Oscarów... i tak przez ponad 3 godziny! :)

Szybko, coraz szybciej!

Każde następne 5 km maratonu było szybsze od poprzedniego. Najszybsze mam ostatnie 5 km i nawet nie męczyły mnie żadne skurcze, kryzysy! W momencie, gdy przebiegałem pomiar czasu (co 5 km), na e-maila bezpośrednio wysyłany był ten wynik i rodzina sprawdzała na bieżąco mój progres!

Obiecałem kumplowi, że jeśli ukończę maraton, przekażę mu swoją opaskę LiveStrong, która towarzyszyła mi przez cały rok... I tak też zrobiłem, a Pudziuś obiecał, że rzuci palenie :) Sądzę, że LiveStrong jest już po prostu we mnie, a lepszego momentu na ściągnięcie tej opaski być nie mogło :)

Piotr Syc, ur. 10 czerwca 1982 r. Trenował biegi przełajowe. Absolwent wrocławskiej AWF. Obecnie pracuje jako instruktor kitesurfingu w Brazylii, gdzie chce otworzyć własną szkołę.

RW 03/2007

Tagi: ludzie | sylwetka | Piotr Syc | NYC Marathon | maraton | maratończyk | biegi | impreza | Maraton Nowojorski

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij