Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
1.0

Bezcenne wsparcie na trasie. Po co biegaczom kibice?

Kiedy biegniesz wzdłuż szpaleru klaszczących i głośno krzyczących kibiców, nie czujesz zmęczenia i czasem nawet nie zdajesz sobie sprawy z pokonywanych kilometrów. RW sprawdza, jaki wpływ na biegaczy ma żywiołowo dopingująca publiczność.

rys. Tomasz Kapuściński

Trąbią na nas, krzyczą, poganiają, hałasują, a my i tak ich lubimy. Zawsze pojawiają się w odpowiednim momencie: kiedy dopada nas kryzys, kiedy zmęczone nogi zaczynają stają się ciężkie jak z ołowiu, a mózg podsuwa podstępne pytanie: "I po co się tak męczysz?". Bez kibiców bieganie nie byłoby ani takie przyjemne, ani takie łatwe. Dobry kibic to dla biegacza dodatkowe źródło energii i deska ratunkowa, kiedy dochodzimy do ściany.

W Berlinie podczas maratonu na całej długości trasy biegaczy dopinguje nawet milion kibiców.

Najbardziej oddanych mają żużlowcy, najbardziej fanatyczni wypełniają stadiony piłkarskie, a najbardziej zdyscyplinowani odwiedzają korty tenisowe. Kibice, bo o nich mowa, zawsze byli nieodłącznym elementem sportu. To właśnie dla nich coraz więcej zmagań sportowców ma charakter widowiska i nawet słabe mecze potrafią zachwycać dzięki całej towarzyszącej im oprawie.

A jak to jest z biegaczami? Czy maratończycy mogą liczyć na taki doping, jak jeszcze niedawno Adam Małysz ,albo na taką widownię, jak podczas walki Tomasza Adamka?

Niestety, o ile zmagania na mityngach i różnej rangi mistrzostwach lekkoatletycznych wciąż przyciągają wielu kibiców, to same biegi, pozbawione towarzystwa pozostałych dyscyplin królowej sportu, wyglądają już w tej kwestii marnie. Często na trasie jest kilkakrotnie więcej samych zawodników niż kibiców. Patrząc na rosnącą popularność joggingu w Polsce, jest nadzieja, że wpłynie ona na wzrost zainteresowania tym sportem także wśród kibiców.

Miliony obok trasy

A że może ono być ogromne, najlepiej świadczy przykład biegów rozgrywanych w Stanach Zjednoczonych, gdzie na 42 kilometrach maratonu bostońskiego czy nowojorskiego ciężko jest znaleźć przestrzeń wolną od kibiców. Podobnie sytuacja wygląda w Berlinie - tam podczas maratonu gromadzi się wokół trasy nawet milion miłośników tego sportu.

W Szwajcarii, która w Polsce postrzegana jest jako kraj zdystansowanych, emocjonalnie chłodnych  ludzi, gdzie nawet w małych wioskach na ulice wychodzą z charakterystycznymi alpejskimi dzwonkami całe rodziny. O takim dopingu w naszym kraju, jak w szwajcarskim Zermatt, marzy między innymi Beata Sadowska - dziennikarka i prezenterka, która przy zachęcających okrzykach mieszkańców pokonała tam półmaraton.

Wielu biegaczy przyjemnie wspomina z biegów szpalery dzieciaków, którym nie sposób nie przybić piątki.

Współistnienie

Biegacze pytani o kibiców na polskich trasach podkreślają, po pierwsze, ich niską frekwencję, i - po drugie - często dostrzegają niezadowolenie mieszkańców miast, które zdecydowały się na organizację biegu.

Faktycznie dość powszechne jest, że przechodnie, zamiast klaskać, co najmniej ze zdziwieniem patrzą na męczących się biegaczy, a widząc miny stojących w korkach kierowców ma się wrażenie, że najchętniej po prostu włączyliby wycieraczki i ruszyli przed siebie, nie zważając na biegnący tłum maratończyków.

Na szczęście w naszym kraju już zaczynają być widoczne efekty mody na bieganie i jest coraz więcej imprez, na których rozlega się doping. Doceniają to biegacze, którzy chętnie wracają właśnie tam, gdzie mieszkańcy doceniają ich wysiłek i na trasie nie brakuje kibiców. Takie biegi z aktywnym udziałem tłumów odbywają się między innymi w Dębnie czy w Poznaniu.

Dopingowy całus

Organizatorzy biegów coraz częściej dbają o to, żeby doping na 42-kilometrowym dystansie nie ograniczał się do ostatnich metrów. Stąd na przykład biegaczy do boju zagrzewają orkiestry rozstawione w kilku punktach na trasie (jak choćby na krakowskim maratonie) czy energetyczna muzyka puszczana z głośników (na grodziskim Półmaratonie Słowaka).

Sami kibice też nie ograniczają się tylko do klaskania. Badania przeprowadzone przez Instytut Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego pokazały, że ponad 80% kibiców piłkarskich i siatkarskich zagrzewa swoich idoli do walki właśnie za pomocą własnych dłoni i gardeł, w dalszej kolejności wykorzystując różne atrybuty (ponad 50% robi tak zwaną falę). Na trasach biegowych również dominują oklaski i krzyki, ale fali raczej nie należy oczekiwać.

Dość często wymienianą przez biegaczy formą dopingu są transparenty z różnymi napisami. Słynie z tego zresztą maraton bostoński, gdzie kilka tysięcy dziewczyn na ponadkilometrowym odcinku tworzy tak zwany krzyczący tunel. Piszczące studentki z transparentami głoszącymi na przykład: "Pocałuj mnie i biegnij szybciej!" są w stanie zmotywować naprawdę każdego maratończyka w najtrudniejszym momencie na trasie. Wielu biegaczy przyjemnie wspomina też z biegów szpalery dzieciaków, którym nie sposób nie przybić piątki.

I love you!

Właśnie taki bezpośredni kontakt z kibicami działa najbardziej mobilizująco. Zdecydowana większość zawodników uważa, że umieszczanie imion na numerach startowych to świetny pomysł. W końcu miło jest usłyszeć: "Trzymaj tak dalej, Kasiu!", "Dawaj Michał, dawaj!", "Krzysiek, jesteś najlepszy!" albo "Justyna, ale masz ładne nogi!".

Jednym ze zwolenników imiennych numerów startowych jest Robert Celiński, który pokonał maratony na wszystkich kontynentach. "W Los Angeles usłyszałem od jednej z dziewczyn: »Robert, I love you!«. Słysząc swoje imię, odbierasz taki doping bezpośrednio. Facetom się to podoba" - śmieje się Celiński.

Panom podobają się też dziewczyny w kusych strojach wymachujące pomponami, a paniom gołe torsy stojących przy trasie kawalerów. Wszyscy pozytywnie odbierają uśmiechy, którymi są obdarzani od startu do mety, chętnie odmachują i odpowiadają, jak ktoś zagada.

Doping kibiców niejednemu już uratował na morderczym dystansie życie, a przynajmniej pomógł obronić dobry wynik.

Rodzina, ach, rodzina!

Atrybutami biegowego kibica są najczęściej różnego rodzaju grzechotki, trąbki, dzwonki, plakaty i transparenty, często koszulki, a niekiedy całe przebrania. A co biegacza motywuje najlepiej? Większość zawodników uważa, że zdecydowanie najlepszym kibicem jest ich dziewczyna, chłopak albo znajomi czy rodzina.

Zgadza się z tym Robert Celiński, który - chociaż obiektywnie najwyżej ocenia doping na maratonach w Stanach Zjednoczonych - to, subiektywnie na to patrząc, jest zachwycony kibicami w rodzinnej Warszawie. "Stąd zawsze mam najlepsze wrażenia, bo tu ludzie mnie znają, rozpoznają. Przyjemnie jest słyszeć swoje imię i wiedzieć, że kibicują mi znajomi. Czasem są to inni biegacze, którzy akurat nie startują" - mówi.

Antydoping

Ale czy tak naprawdę biegaczowi w ogóle potrzebni są kibice? W końcu długodystansowcy to w przeważającej części samotnicy, spędzający godziny na nabijaniu kilometrów w pojedynkę. Jesteśmy przyzwyczajeni do mijania w czasie długich treningów obojętnych przechodniów, znieczuliliśmy się na rzucane spod budki z piwem teksty: "Szybciej, szybciej!", "Biegnij, Forrest!", "Uważaj na ograniczenie prędkości!" albo "Może lepiej cię podwiozę, laluniu?!".

Jest wśród nas wiele osób, które wolą biegać bez udziału widzów. "Wiem, że ludzie to lubią, ale ja, jak biegnę, wolę podziwiać budynki, zabytki, pola, pagórki" - mówi Krystyna Mokrzycka. Takich biegaczy jak ona jest zdecydowanie więcej i świetnie czują się na przykład, pokonując w samotności górskie trasy i mogąc w ciszy oglądać mijane pejzaże.

Zatkane uszy

Są też tacy, którzy w ferworze walki są niemal głusi na wszelkie rodzaje dopingu - najczęściej to zawodowcy dobiegający do mety, kiedy część biegaczy nie przekroczyła jeszcze linii startu. Chociaż zdecydowana większość zawodników twierdzi, że kibice pozwalają im osiągać lepsze wyniki, to są też tacy, dla których doping jest przeszkodą w poprawianiu życiówek. Doping może bowiem wybić biegacza z rytmu. Niektórzy, słysząc zachęcające "Dawaj, dawaj!", bez namysłu wyrywają do przodu, a wszystko przez dodatkowy zastrzyk adrenaliny.

Taki skok hormonów jednak dla większości biegaczy jest czymś pozytywnym. Kibice niejednemu już uratowali na morderczym dystansie życie, a przynajmniej pomogli obronić dobry wynik. Przypomnij sobie, ile razy przemknęła Ci przez głowę myśl, by zwolnić albo stanąć, i wtedy zobaczyłeś na horyzoncie dopingujący tłum albo usłyszałeś z jego strony głośne okrzyki wsparcia. Ciężko wtedy odpuścić, na oczach tych wszystkich motywujących Cię ludzi zejść z trasy albo przejść od biegu do marszu, prawda?

Badania socjologów pokazują, że kibicem zostaje się dla rozrywki, dla możliwości odczuwania różnych emocji, poczucia dumy z wygranej i przynależności do grupy osób o podobnych do naszych zainteresowaniach. Również dlatego, że to idealna okazja do spędzenia czasu ze znajomymi i podziwiania umiejętności sportowców.

Biegi zapewniają to wszystko za darmo - bez konieczności kupowania biletów, bez chuliganów, za to w miłej atmosferze i pięknych okolicznościach przyrody. Biegacze wykonują wielki wysiłek, który coraz częściej jest doceniany nawet przez przypadkowych przechodniów. Obok kogoś krzyczącego zachęcające słowa trudno przecież przebiec obojętnie. Bo to, jak nic innego, dodaje biegaczom skrzydeł. 

RW 07-08/2010

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij