Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Podium ucieka [felieton Jacka Fedorowicza]

Nowy Rok wita się zawsze z obowiązkową huczną radością. Trochę niezrozumiałą, bo niby dlaczego mamy się cieszyć z tego, że czas ucieka jak głupi?

Wątpliwość ta dotyczy również biegaczy. Dla nich zmiana kolejnego numeru roku może być całkiem realnym powodem do zmartwienia, szczególnie dla biegaczy w wieku dojrzałym, zdecydowanie dojrzałym, czy – nazwijmy to taktownie – w wieku wskazującym na przejrzewanie, bo oto do ich kategorii wiekowej z nastaniem nowego roku wchodzą zawodnicy młodsi, którzy będą ich spychać na dalsze miejsca w tegorocznych zawodach.

Ale za to dla tych młodszych – odwrotnie: wejście w kolejny rok może wywołać emocjonujący dreszczyk podniecenia, bo oto wkraczają oni w wyższą kategorię wiekową, są w niej najmłodsi, a więc w tym roku będą mieli największe szanse w rywalizacji z dojrzalszymi konkurentami. Przez pełnych 12 miesięcy, aż nie przyjdzie rok następny, z jeszcze młodszym narybkiem żądnym krwi.

Oczywiście nie ma tu reguł bezwzględnych. Pobieżny rzut oka na wyniki dowolnego biegu dostarczy licznych przykładów na miażdżące zwycięstwa sześćdziesięciolatków nad młodszymi o połowę lub jeszcze bardziej. Nie mniej jest coś takiego w ludzkiej fizjologii, że gdy spojrzymy na przeciętną wyników całej biegającej ludzkości, to ta przeciętna jednak z wiekiem się pogarsza: nie ma na to rady. Emocje związane ze zmianą kategorii wiekowej nie dotyczą wszystkich.

Biegacze amatorzy zasadniczo dzielą się na trzy grupy:1) biegających rekreacyjnie, bez patrzenia na zegarek, 2) ścigających się z zegarkiem i 3) ścigających się z innymi ścigantami. Pierwsza grupa zmianą kategorii zainteresowana nie jest. Druga raczej też, bo jej przedstawiciele walczą z czasem – nie muszą nawet startować w zawodach, wystarcza im wymierzony dystans i stoper. No i zaufanie do siebie, że zapisując w kajeciku wynik, nie urwą z niego ani sekundy.

Trzecia grupa traktuje rzecz zupełnie inaczej: dla trzeciej grupy rywalizacja, miejsce w klasyfikacji to sprawa najważniejsza na świecie. Owszem, walczą o coraz lepsze wyniki, też je zapisują, ale dla ambicjonera-ściganta, nawet jeśli miał akurat słabszy czas, wygrana z „odwiecznym” rywalem, wdarcie się na podium czy choćby znalezienie się na zawodach w pierwszej dziesiątce swojej kategorii wiekowej będzie źródłem satysfakcji nieporównywalnej z niczym.

I teraz zwracam się głównie do tych, którzy z nastaniem roku 2014 przechodzą do „starszaków”, czyli kategorii wiekowo wyższej, a jednocześnie zaliczają się do grupy zagorzałych ścigantów. Pamiętajcie, moi mili, że w tym roku należy dokładnie czytać regulaminy. Bo co prawda reguła jest taka, że z nastaniem Nowego Roku każdy 59-latek staje się 60-latkiem i komputer przydziela go do grupy M60, nawet jeśli urodził się 31 grudnia i do zostania prawdziwym sześćdziesięciolatkiem ma jeszcze cały rok bez jednego dnia, ale zdarzają się biegi, w których podział na kategorie nie zależy od rocznika, tylko od faktycznej daty urodzin. Przykład: Mistrzostwa Weteranów w Murowanej Goślinie.

Może być też tak, że regulamin nie faworyzuje tych młodszych, co to jeszcze nie skończyli okrągłego dziesiątka lat; przeciwnie, przydziela ich wciąż do grupy wiekowo niższej. Albo i do niższej, i do wyższej, co na szczęście nie zdarza się często.

Na jednym z biegów, w których brałem udział w 2013 roku, sędziowie najpierw długo debatowali, co komu przyznać, bo w regulaminie napisano: „Kategoria powyżej 75 lat (1937 i starsi)”, a potem zawodnikowi, który pół roku wcześniej skończył 75 lat, czyli niewątpliwie spełniał kryteria bycia powyżej lat siedemdziesięciu pięciu i miał najlepszy czas, nie dali pierwszego miejsca, bo miał rocznik 1938, a nie 1937. Problem był nie do pokonania, bo w regulaminie powinno być napisane albo „Kategoria powyżej 76 lat (1937 i starsi)”, albo „Kategoria powyżej 75 lat (1938 i starsi)”, a było jak było. Sędziowie uznali, że rocznik ważniejszy niż liczba przeżytych lat i przyznali pierwsze miejsce starszemu z właściwym rocznikiem, ale młodszy, ten co miał 75 i pół, dostał równorzędną nagrodę na pocieszenie.

Najgorzej wyszedł ten, który miał miejsce na podium, ale z niego nie skorzystał, bo przedtem dostał esemesa od „datasport”, że jest czwarty. I poszedł do domu...

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze styczeń-luty 2014

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij