Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Presleye oddzielnie! [felieton Jacka Fedorowicza]

Na wstępie pozwolę sobie wyrazić słowa głębokiej wdzięczności grupce biegaczy, która na starcie półmaratonu warszawskiego powiedziała mi, że tym razem skorzysta z moich porad i tuż przed strzałem rozbierze się prawie do rosołu. A było chłodno raczej, gdzieś tak w okolicach plus siedem. Grupka, która uwierzyła w moje zapewnienia, że jeżeli przed startem nie jest komuś zimno, to po dziesięciu minutach biegu na pewno będzie mu za gorąco, zrobiła mi ogromną frajdę. Uświadomiła mi, że jestem czytany, co więcej, że moje pisanie może się komuś przydać.

Spieszę więc z poradą na nadchodzące upały: wybiegając na trening w dzień naprawdę upalny, radzę pierwszą połowę z wiatrem, a powrót pod wiatr. Nie wiem dlaczego, ale wiatr z przodu chłodzi, a z tyłu – nie. Sprawdziło mi się to, gdy los rzucił mnie w strony, gdzie temperatura dochodziła do 40 stopni. Wiaterek bywał ledwo zauważalny, ale tylko dzięki niemu udawało mi się wrócić do domu.

Letnie upały wyostrzą zapewne moje dość krytyczne zdanie o pewnym coraz popularniejszym zjawisku. Otóż od dawna nie zdarzył mi się bieg bez rzymskiego legionisty. Rzymianin biegnie czasem samotnie, czasem z Presleyem, we wspomnianym warszawskim biegł w towarzystwie husarza. Był tam też gigantyczny owad, warszawska Syrenka i biała postać we frędzlach.

http://runners-world.pl/images/blogs/fedorowicz/fedorowicz03.jpg

Ponieważ przez pewien czas biegliśmy razem, starałem się rozszyfrować tę postać gasnącym rozumem i wyszło mi, że to może być mumia w trakcie odpakowywania, pacjent w szpitalu po założeniu opatrunków lub struś albinos. Owad i Syrenka biegli za mną, więc nie poddali się obserwacjom, zaś husarz i Rzymianin wyprzedzili mnie w takim tempie, że nawet nie zdążyłem przyjrzeć się ich plecom. Domyślam się, że różne efektowne przebrania, te wszystkie mikołaje, telefony komórkowe i kosmonauci, to – w zamyśle – reklama biegu. I biegania w ogóle. Zachęta dla niebiorących udziału. Popatrzcie, jaka to niezobowiązująca, fajna zabawa.

Ale czy właśnie na tym polegać ma ta zabawność? Czy przypadkiem nie na czymś wręcz przeciwnym – że mianowicie zwykły, przeciętny mieszkaniec miasta przebiera się tego dnia w prawdziwy strój sportowy i pod okiem prawdziwych sędziów staje w szranki? Walczy z czasem, rywalizuje w swojej grupie wiekowej albo zawodowej, sprawdza się. Im poważniej się to wszystko odbywa, tym lepsza zabawa.

Ludzie traktujący tę zabawę w taki właśnie sposób, czyli poważnie, przygotowują się do biegu długo i dokładnie. W dniu zawodów starannie dostosowują strój do temperatury, buty do nawierzchni, dbają o to, żeby się nie obciążać zbytnio, a wszystko po to, by mieć jak najlepszy rezultat na mecie. Znam jednego wariata, który przed laty specjalnie pojechał pociągiem do Berlina, tylko dlatego, że wypatrzył w katalogu buty Air Pegasus Racer lżejsze o 300 gramów od butów, które można było wtedy kupić u nas (to ja oczywiście, ale takich jest znacznie, znacznie więcej).

I jeżeli jednego z takich wyprzedza rycerz, husarz czy inna choinka obwieszona ciężkościami, to facet ma prawo czuć się zlekceważony. Nawet jeżeli zbroje są z tektury. Z kolei ewentualne wyprzedzenie owada, Presleya czy husarza nie daje żadnej satysfakcji, bo husarz już swoim strojem pokazuje, że nie zależy mu na wyniku. Niby się ściga, niby nie. I psuje w ten sposób zabawę innym.

Może nie mam racji, może przesadzam, może nie psuje, ale nadpsuwa nieco. Wolałbym jednak, by – tak jak są kategorie wiekowe, dzięki którym ścigają się ze sobą osobnicy porównywalni – wprowadzono oddzielną kategorię P10+ (Presleye w kostiumach ważących 10 kg lub więcej) i odpowiednio: L15+ (legioniści) czy N30+ (nurkowie głębinowi w prawdziwych skafandrach).

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze maj-czerwiec 2009

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij