Runner's World poleca:

Przemek Sobczyk: Jak paker wygrał Bieg Granią Tatr

Poleć ten artykuł:

Mało kto na niego stawiał, a jednak zaskoczył wszystkich. Po wygranej w najtrudniejszym polskim biegu ultra często słychać było pytanie: Skąd się wziął ten zakopiańczyk? Ze zwycięzcą Biegu Ultra Granią Tatr 2013 (zawodnikiem) rozmawiał Kuba Wiśniewski (jego trener).

Przemysław Sobczyk

Czy paker z siłowni może stać się skialpinistą? Czy z kucharza na pełen etat i przewodnika na pół etatu można zrobić biegacza górskiego z najwyższej półki? Okazuje się, że można. Przeczytaj, jak Przemek opowiada o swojej wielkiej przemianie.

Kuba: Wiesz, że jesteś wzorowym zawodnikiem?

Przemek: Miłe, ale co masz na myśli?

Kuba: Realizujesz założenia treningowe, dajesz znać, jeśli coś jest niejasne lub trzeba zmodyfikować plan. Rozumiesz, jak ważna jest regeneracja i zdrowy dystans do biegania, czy najbardziej ambitnych celów.

Przemek: Fakt, bez tego ten sezon nie byłyby tak dobry. Wiesz, ten dystans do rzeczy, które wydają się „najważniejsze na świecie”, to chyba po części zasługa miejsca, gdzie żyję. Nie jestem z urodzenia zakopiańczykiem, wychowałem się w Beskidzie Śląskim, ale w Tatrach spędziłem najważniejsze lata życia. Góry pozwalają na spojrzenie z innej perspektywy na codzienne sprawy. Życie i bieganie po Tatrach to coś wspaniałego, nie tylko dla ciała. Uczą pozbywania się dumy.

Kuba: Jesteś za skromny. Jako człowiek znikąd, wygrałeś najgłośniejszy bieg ultra w Polsce.

Przemek: Zwycięstwo w Biegu Ultra Granią Tatr jest dla mnie jak na razie największym osiągnięciem sportowym. Nie byłem wcześniej znany w środowisku biegaczy górskich, choć od zeszłego sezonu, kiedy zaczęliśmy wspólnie trenować, udało mi się zaliczyć kilka dobrych startów. W ubiegłorocznym Maratonie Karkonoskim byłem czwarty, nieźle poszło mi również w Maratonie Gór Stołowych, gdzie byłem piąty. A wracając do tej skromności, jak to nazywasz, to dla mnie jest to raczej pokora, jaką chciałbym mieć na co dzień. Inspirujący jest dla mnie cytat z Ewangelii Świętego Łukasza: „Gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. /.../ Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”. Słucham osób bardziej doświadczonych, z drugiej strony, znam swoją wartość. Wiedziałem, że stać mnie na wygranie BUGT.

Kuba: Zanim jednak do tego doszło, musiałeś przeistoczyć się ze skialpinisty w biegacza. Nie było nam łatwo.

Przemek: Jak każdy amator, miałem wcześniej tendencję do „zajeżdżania się” na treningach i wypalałem się przed zawodami. Tymczasem mocne treningi muszą być poprzedzone solidną podbudową. Nie tylko wytrzymałościową, ale sprawnościową. Sam mówisz, że trening może zrobić każdy, nie każdy jednak po nim się podniesie i sprzeda formę na zawodach. Poza tym ponad rok temu, na początku naszej współpracy, rzeczywiście miałem trudności z przestawieniem się na inny rodzaj ruchu.

Kuba: Czym dla Ciebie jest skialpinizm? Patrząc z boku, widzę, że poza mnóstwem niesamowitych wrażeń jakie Ci dał, przygotował Cię do znoszenia długotrwałych wysiłków na dużej intensywności.

Przemek: Dla przeciętnego człowieka, który nie chodził nigdy na wycieczki skitourowe, skialpinizm jest dyscypliną ekstremalną. Biegamy na nartach pod górę, potem zjeżdżamy niebezpiecznymi zboczami i żlebami. Kilkutysięczne przewyższenia i szybkie deniwelacje. Śnieg, zimno, wielogodzinny maraton na zmęczonych nogach i z mroźnym powietrzem w płucach. W Tatrach poznałem wielu fantastycznych ludzi, między innymi przedwcześnie zmarłego Jędrka Malinowskiego, który „wkręcił” mnie w skialpinizm. Do tego stopnia, że całe życie podporządkowałem temu, by móc jak najwięcej chodzić na fokach (pozwalają wejść pod duże stromizny, a następnie, po odpięciu ze spodów nart specjalnych, szorstkich nakładek, zjechać jak na zjazdówkach). Dzięki „skiturom” zwiedziłem wiele fantastycznych miejsc i uczestniczyłem w największych zawodach w tej dyscyplinie. Trzy razy ukończyłem wieloetapowe, ekstremalnie trudne i wyczerpujące zawody Pierra Menta. Do sukcesów zaliczam też metę Sella Ronda Skimaraton, Pyramide d'Oz, czy Fort Blanca Arkalis w Pirenejach.

Kuba: Pożegnałeś się już z tym?

Przemek: Zeszłej zimy ustalaliśmy z Tobą, że trzeba niestety te starty ograniczyć, by optymalnie przygotować się do Biegu Granią Tatr. Jednak nie porzucam fok, startuję w najważniejszych zawodach. Narty to przecież moje narzędzie pracy!

Kuba: No właśnie, jesteś przewodnikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego…

Przemek: Skituring jest coraz popularniejszą formą wypoczynku dla turystów. Lubię tę pracę i odkrywanie gór w inny, niestandardowy sposób. Przyznam się, że powoli nudzą mnie kolejne, grupowe wycieczki do Morskiego Oka, setne wejście na Giewont, czy spacer Doliną Kościeliską. Na nartach można dotrzeć w mniej uczęszczane, a przez to ciekawsze rejony Tatr.

Kuba: Nigdy nie będziesz tylko biegaczem?

Przemek: No, na pewno nie będę zawodowcem.

Kuba: To jest w sumie fajne. I stanowi dla mnie, jako średnio doświadczonego trenera, duże wyzwanie. Przy Twoim profesjonalnym podejściu do treningów, jesteś nadal amatorem, który ma swoje życie i pracę. Nie tylko jako przewodnika. Zawodowo głównie zajmuje Cię jedzenie.

Przemek: Kiedyś ktoś odkrył, że ludzie, aby żyć, muszą jeść. Więc już za młodu wiedziałem, że jako kucharz zawsze będę mieć pracę. Jedno z moich ulubionych powiedzeń – „Jeżeli coś robisz, to rób to na 100% albo nie rób wcale” – pozwoliło mi piąć się w hierarchii. Najpierw pracowałem jako barman, kierownik barów, później kucharz. Po powrocie z USA, gdzie też rozwijałem swoje rzemiosło, zostałem kierownikiem gastronomii w hotelu 5-gwiazdkowym. W końcu otworzyłem Yurta Bar w Kuźnicach – nie sposób go przeoczyć, gdy schodzi się na przykład ze szlaku z Kalatówek lub Murowańca. I gdzie można, mam nadzieję, przeżyć małe kulinarne zaskoczenie.

Kuba: Ty też chyba lubisz dobrze zjeść? Kiedyś ważyłeś ponad 90 kilo!

Przemek: No tak, to było w czasie mojej przygody z siłownią. Sport zaczął się dla mnie od sekcji pływackiej w szkole podstawowej. Potem musiałem skupić się na pracy, życiu osobistym. Po dłuższej przerwie zafascynowały mnie sporty siłowe. Po 3 latach systematycznego „pakowania” dorobiłem się niezłych wyników – 180 kg w wyciskaniu, czy 240 kg w przysiadach. Moja waga przekroczyła 90 kg (przy niewiele ponad 170 cm wzrostu). Dzisiaj patrzę na to z dystansem, ale nadal, gdy dajesz mi do zrealizowania jakiś konkretny trening na siłowni, czuję się tam, jak u siebie.

Kuba: Jak zgubiłeś 30 kg masy?

Przemek: Dieta w tamtym czasie była nastawiona na hodowanie mięśni. Kiedy na siłowni przytrafiła mi się kontuzja, która niestety albo „stety” przekreśliła moją dalszą karierę w sportach siłowych, musiałem zmienić i dietę, i trening. Zacząłem zwiększać ilość aerobów: rower, bieganie, wycieczki po górach. Dziś współpracuję z dietetykiem, dr. Jakubem Czają, byłym znakomitym biegaczem, obecnie czołowym polskim triathlonistą. Przekonałem się, że rozsądne podejście do odżywiania czyni cuda. Jak mawiasz: Ty trenuj, a resztę zrobią białka i węglowodany w diecie. Jestem pewien, że kilka kilogramów mniej, oczywiście przy zachowaniu odpowiedniej siły, to lepszy doping, niż najwymyślniejsze wspomaganie odżywkami W przeddzień startu w Biegu Granią Tatr ważyłem 64 kg i czułem moc.

Kuba: Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie w Zakopanem? Zrobiłeś na mnie, przyznam się, średnie wrażenie. Mało pewny siebie, pokryty tatuażami kucharz, który chciałby poważnie trenować biegi górskie.

Przemek: Pamiętam – wraz z Magdą Derezińską-Osiecką, która jako czołowa skialpinistka zawsze imponowała mi wynikami w biegach, organizowaliście jeden z pierwszych obozów dla amatorów Tatra Running. Przyszliście do mnie na kolację i zaprosiliście na wspólne bieganie. Spodobało mi się wasze podejście do trenowania. Już po miesiącu zmiany żywienia i treningu udało mi się dobrze zaprezentować w Maratonie Karkonoskim. To był dopiero początek. Trochę studziłeś mój zapał, powtarzając, że sporo pracy przed nami.

Kuba: My z kolei zaczęliśmy korzystać z Twojej pomocy i znajomości gór. Zarażasz spokojem, z drugiej strony pasją odkrywania Tatr. No i można na Twoim przykładzie pokazać nie tylko skuteczne podbieganie, ale i zbieganie. To w trudnym terenie bardzo ważne.

Przemek: Podczas biegów górskich niejeden zawodnik przegrał na zbiegach. Zmęczone godzinami podbiegów nogi nie mają takiej mocy, by zamortyzować i przejąć siłę uderzenia o podłoże. Wtedy liczy się najbardziej technika. I te kilometry wybiegane w górach, po kamieniach, lodzie i śniegu. Znajomość terenu również bardzo procentuje, pozwala oszczędzać siły. Na podbiegach warto nadrobić drogę, zamiast wskakiwać na wysoki stopień. Na zbiegach wiadomo, jakie podłoże wymaga większego napięcia mięśni, a jakie pozwala „puścić” nogi i biec w dół z prędkością 2.30/km.

Tagi: Przemysław Sobczyk | Kuba Wiśniewski | Bieg Ultra Granią Tatr 2013

Oceń artykuł:

4.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij