Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Pytania nękające uporczywie [felieton Jacka Fedorowicza]

Od dłuższego czasu nękają mnie przeróżne pytania związane z bieganiem, na które nie umiem znaleźć odpowiedzi. Może któraś z Szan. Koleżanek lub któryś z Szan. Kolegów by mnie oświecił? Być może nie jestem pierwszy, który te pytania zadaje (choć błahość niektórych pozwala przypuszczać, że jeszcze nikt się z tak głupim pytaniem nie wychylił), mimo to jednak spróbuję.

Pytanie pierwsze. Po co producenci butów biegowych zaopatrują swe buty – wystawiając je w sklepach na sprzedaż – w sznurowadła monstrualnej długości? Te sznurowadła zawsze, w każdych butach, każdej firmy, są za długie i to za długie do tego stopnia, że nie wiadomo, co z tym naddatkiem zrobić. O co im chodzi? Żeby sobie sznurowadło okręcać dookoła łydki aż do kolana? Dookoła kostki kilka razy w kółko? Chcą może pokazać swój gest ("proszę bardzo, nie liczymy się z kosztami, do każdej pary dodajemy klientowi pół metra sznurowadła za darmo")?

http://runners-world.pl/images/blogs/fedorowicz/fedorowicz14.jpg

Ja mam z tym problem od zawsze. Na obcięcie nadprogramowego sznurowadła się nie decyduję, bo żal tej końcówki, która łatwo przełazi przez dziurki, a jak się przytnie, to już tak łatwo nie będzie przełazić. Radzę sobie w ten sposób, że wiążę "na kokardkę" z bardzo dużymi pętelkami, po czym robię jeszcze jeden supełek, i jeszcze jeden, i jeszcze, aż na bucie robi się sznurowadłowa gula. Trochę to głupio wygląda, ale przynajmniej nic mi się po ziemi nie ciągnie.

Jak taką gulę wykonam, to oczywiście nie chce mi się jej potem rozwiązywać, więc wszystkie buty biegowe mam zawiązane raz na zawsze. Trochę trudniej się je wkłada, ale jest gwarancja, że się nie rozwiążą w trakcie biegu. To pewnie jedyny pożytek ze sznurowadłowego nadmiaru.

Pytanie drugie. Jak biegnie się po ścieżce z kałużami, a chce się mimo to zachować możliwie jak najdłużej suche buty, to oczywiście kałuże się omija. Nieuniknione jest jednak, że wreszcie w którąś się wdepnie. No i trudno. Ale dlaczego zawsze wtedy mokrzuteńka robi się nie ta stopa, która wdepnęła, tylko ta druga? Czy to tylko ja tak mam, bo na starość powłóczę nogami? Ale przecież obiema, nie jedną!

Pytanie trzecie. Jak to jest, że w XXI wieku, przy chwalebnie wysokim stopniu rozwoju medycyny, w tym sportowej, egzystują na – jak się wydaje – równych prawach dwie krańcowo odmienne teorie tyczące rozciągania? Jedni twierdzą, że najintensywniej rozciągać się trzeba przed biegiem, a drudzy, że po biegu. Ci pierwsi mówią, że tylko przed – po co w ogóle po biegu, przecież bieg rozciągnął wszystko co możliwe, a ci drudzy, że intensywnie trzeba właśnie po, broń Boże przed, bo mięśnie nierozgrzane, krzywdę sobie zrobisz. To w końcu jak? I przed, i po, intensywnie, czy wcale?

Może to już było pytanie przesadnie głupie, bo pewnie i przed, i po, byle z umiarem. Za to pytanie ostatnie już głupie nie będzie, będzie za to pełne pretensji do organizatorów biegów. Ludzie! Dlaczego uważacie, że półmaratony muszą chodzić stadami? W zeszłym roku umówiliście się, że 6 czerwca będzie dniem sześciu półmaratonów? Skąd ten wysyp? I to nie były jakieś tam byle jak organizowane półmaratoniki pokątne, tylko znane, niektóre z nich obrosłe tradycją, masowe, z organizacją, która angażuje całe miasto, takie, w których chciałoby się wziąć udział, a jak już się weźmie, to się długo pamięta.

6 czerwca 2010 odbyły się: Mistrzostwa Polski Weteranów w Murowanej Goślinie, Półmaraton Słowaka w Grodzisku Wielkopolskim, Półmaraton w Jaworze (bardzo sympatyczny! Byłem raz, jak się nie pokrywał ze "Słowakiem") do tego Toruń – Bydgoszcz, Półmaraton Gochów w Bytowie i Solan w Nowej Soli. O co tu chodzi? Żeby sobie robić na złość? Nie można się było jakoś dogadać?

Przecież półmaratony to nie koleje polskie, które muszą sobie podbierać klientów, i jak coś się nazywa Przewozy Regionalne, to walczy zaciekle z czymś, co się nazywa TLK InterCity. A walczy w ten sposób, że podstawia swój pociąg do tego samego miasta, czasem na tym samym peronie, pięć minut przed konkurentem. W grudniu 2010 mieliśmy kataklizm kolejowy, bo jedna i druga spółka trzymały godziny odjazdów w głębokiej tajemnicy do najostatniejszej chwili.

Chwała Bogu, że organizatorzy półmaratonów zapatrzyli się, owszem, w PKP, ale nie do tego stopnia, by powstrzymywać się od ogłaszania dat biegów. Ogłaszają. Dzięki temu można zauważyć, że w tym roku jest już bez porównania lepiej. W czerwcu, czwartego, spotyka się tylko bytowski z nowosolskim, dwunastego walczy tylko "Słowak" z Jurajskim. Niestety, 3 kwietnia zbiegają się trzy: dąbrowski, poznański i w Pabianicach.

Taki przynajmniej stan rzeczy udało mi się ustalić w lutym. To się oczywiście może zmienić, bo nie wiadomo, czy wszystkie zostały zgłoszone. Nie znalazłem na przykład Mistrzostw Weteranów. Murowana Goślina pewnie czeka, aż inni się poogłaszają, żeby móc gdzieś dołączyć na czwartego.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze marzec 2011

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij