Runner's World poleca:

Rafał Wilk: chcę się ścigać

Poleć ten artykuł:

Wpada na metę na godzinę przed Kenijczykami. Gdyby zliczyć wszystkie sukcesy i medale handbikera Rafała Wilka, którego karierę na żużlu przerwała poważna kontuzja, teoretycznie powinien być jednym z najpopularniejszych sportowców w Polsce.

Rafał Wilk

Zahartowany handbiker

W zeszłym sezonie przejechał 16 tys. kilometrów – to jest około 600 godzin treningu. Jest mistrzem olimpijskim z Londynu i mistrzem świata, zaliczył maratony w Nowym Jorku, Berlinie, Koszycach, wystartował i wygrał najtrudniejszy na świecie wyścig na Alasce. Rafał Wilk, jeden z czołowych polskich handbikerów, otwarcie przyznaje, że sport jest jego życiem.

"Ile mam startów w roku? Około dwudziestu" – mówi Rafał Wilk. Jeździ po całej Polsce, Europie, a nawet świecie. Wziął udział w niemal wszystkich polskich maratonach. Dwukrotnie podczas tego wrocławskiego bił rekord Polski handbikerów. Stawał na podium półmaratonów, zajmował czołowe miejsce w setkach zawodów, w tym Pucharach Świata, mistrzostwach świata i najważniejsze – podczas paraigrzysk w Londynie, gdzie dwa razy stanął na najwyższym stopniu podium w wyścigu ze startu wspólnego i w czasówce.

"Oprócz Australii i Afryki startowałem już chyba wszędzie. Rewelacyjnie było podczas wyścigu na Alasce" – mówi Rafał. Siedem etapów, 500 kilometrów wśród dzikiej przyrody – takie wspomnienia zostają w głowie. "Zwłaszcza spotkanie z łosiem, który właśnie przechodził przez ulicę" – śmieje się. Wygrał i tam, w najtrudniejszym wyścigu handbikerów na świecie. Choć jak na Alaskę pogoda dopisała, to jednak trasa była bardzo wymagająca, ale on lubi trudne warunki. "Im dłuższy dystans, im większe górki, tym lepiej dla mnie. Bardzo lubię podjazdy i często sporo na nich nadrabiam" – przyznaje.

Maratony? Jak najbardziej. Nieważne, czy w Polsce, czy za granicą. "Prawdę mówiąc, od strony handbikerów, to organizacyjnie niczego nam już nie brakuje w porównaniu do tych największych imprez. W tym roku mieliśmy możliwość startu w Warszawie, bo do tej pory stolica niezbyt przychylnym okiem na nas patrzyła. Było świetnie, dawno nie byliśmy objęci taką opieką jak tam" – opowiada.

Rafał z organizacją wyjazdów radzi sobie sam. Sam jeździ na zawody. "Nie potrzebuję pomocy, co nie znaczy, że nie lubię towarzystwa – śmieje się. – Wydaje mi się, że w Polsce jest trochę dziwny obraz osób niepełnosprawnych. Albo przedstawia się ich jako superbohaterów, albo życiowe niedojdy. A my jesteśmy najnormalniejszymi w świecie ludźmi". Nie wymaga na co dzień pomocy, bo – jak mówi – zahartował go sport.

Chcę się ścigać

Rafał ze sportem związany jest od dziecka. "Mój tato jeździł na żużlu, więc od dziecka wolny czas spędzałem na stadionie" – wspomina. Grał w piłkę, jeździł na nartach i na rowerze. Kolarstwo szybko stało się jego pasją. Startował w maratonach rowerowych, był nawet mistrzem Polski amatorów. Jednak to żużel stał się dla niego najważniejszy.

"Wszystko inne to były tylko sportowe pasje, ale właśnie żużel okazał się sposobem na życie, moją pracą" – mówi Rafał. Niestety, zdarzył się wypadek. Stracił czucie w nogach i kariera żużlowa legła w gruzach. Wylądował na wózku, ale nie poddał się, bo przecież bez sportu życie ma już inny smak. Bardzo szybko wziął się w garść. Zaczął jeździć na nartach – mono ski. Nie porzucił też żużla: przez kilka lat był trenerem, ale w końcu przyszedł czas na handbike.

"Kolega miał taki specjalny rower. Akurat wyjeżdżał na wakacje, pomyślałem, że może warto byłoby spróbować. Pożyczył mi go na dwa tygodnie" – opowiada. Po dwóch tygodniach wiedział, że to jest to, co chce robić. Stwierdził, że musi mieć taki rower, ale nie rekreacyjny, tylko wyczynowy.

"Od razu wiedziałem, że chcę się ścigać. Zacząłem zbierać informacje o treningach, zawodach, no i się zaczęło" – śmieje się.

Sam bym się zajechał

16 tysięcy kilometrów, prawie 600 godzin treningu. "Trenuję prawie codziennie. Wiadomo, że są dni, kiedy odpoczynek jest konieczny, ale staram się robić 6 lub 7 jednostek treningowych tygodniowo – przyznaje.

Choć ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Rzeszowie, nie jest sam dla siebie trenerem. "Trochę bym się obawiał takiego rozwiązania. Trener, w moim wypadku Jakub Pieniążek, wszystko rozsądnie zaplanuje. A ja myślę, że ciągle miałbym wrażenie, że za mało trenuję i tak, potocznie mówiąc, pewnie bym się zajechał" – śmieje się.

Ze swoim rowerem prawie się nie rozstaje – bez znaczenia, czy akurat jest zima, czy lato. "Owszem, w czasie roztrenowania mamy w planie basen i siłownię, ale szczerze mówiąc, ja wolę dać sobie w kość na trasie, a nie na siłowni" – opowiada. Zresztą, jak twierdzi, trudno jest odtworzyć ruchy, jakie wykonuje się podczas treningu na rowerze. "Zimą też jeżdżę. To normalny trening i nie ma znaczenia, że jestem niepełnosprawny" – tłumaczy.

Ciężkie ćwiczenia trudno jest pogodzić z codzienną pracą i innymi zajęciami. Mimo to Rafał wykłada wychowanie fizyczne na Uniwersytecie Rzeszowskim, zdarza mu się także odwiedzić kolegów żużlowców z rzeszowskiej Stali. Chociaż, jak przyznaje, jego sytuacja jako handbikera jest całkiem niezła.

"Dzięki temu, że udaje mi się odnosić sukcesy, mam sponsorów i spokojną głowę. Mogę przygotowywać się do kolejnych startów, nie myśląc wyłącznie o finansach" – opowiada. Ale, niestety, nie zawsze tak było, bo sport osób niepełnosprawnych wciąż w naszym kraju jest niedoceniany. Wszystko miało zmienić się po zeszłorocznych paraigrzyskach. I zmieniło się. "Zrównane zostały m.in. stypendia przyznawane osobom pełnosprawnym i niepełnosprawnym" – mówi Rafał.

Co wcale nie oznacza, że łatwiej je otrzymać. Nie wszystkie konkurencje są licznie obsadzane, a według ministerialnych kryteriów, jeżeli w danej kategorii nie wystartuje minimum 12 osób, stypendium nie należy się nawet temu, kto wywalczy złoto.

"Mam jednak nadzieję, że to wszystko stanie się bardziej normalne, przystępne, byśmy spokojnie mogli trenować" – mówi Rafał. Nie zamierza się poddawać. Przed nim przygotowania do kolejnego sezonu, w którym bronić będzie tytułów m.in. mistrza świata w jeździe na czas i ze startu wspólnego.

RW 11/2013

Tagi: ludzie | niepełnosprawni | handbike | paraolimpijczyk | wysiłek | wola walki | siła | upór | determinacja

Oceń artykuł:

--

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij