[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Relacja z RW Camp 2018 – moc jest w nas!

W Szklarskiej Porębie pojawiła się grupa 22 mocno zdeterminowanych ochotników z jasno określonym celem: stać się lepszymi biegaczami. Bez względu na staż treningowy i startowy, wiek i płeć wzięli udział w RW Camp 2018 – ósmej edycji obozów treningowych organizowanych przez Runner's World. Moc była z naszymi Czytelnikami!

RW Camp 2018 Ekipa RW Camp 2018 w komplecie (fot. Filip Gomułkiewicz).

Podczas prowadzonych przez profesjonalnych trenerów i dietetyków oraz redaktorów RW zajęć na naszych obozach przekonujemy biegowych żółtodziobów, że nawet w amatorskim bieganiu warto sięgać po porady zawodowców i czerpać z ich ogromnego doświadczenia i wiedzy, a weteranom i doświadczonym biegaczom pokazujemy, że z pomocą trenerów wciąż jeszcze mogą zrobić wielkie postępy i ustanowić nowe życiówki. Dodajmy: świetnie się przy tym bawiąc w cudownych okolicznościach przyrody i doborowym towarzystwie. Takie są właśnie RW Campy.

Dzień 1

22 uczestników RW Camp 2018 rozpoczęło treningi w Szklarskiej Porębie od niewinnego rozruchu, okraszonego jednak rzęsistym deszczem, który schłodził gorące głowy. „Hej, wolniej tam na czele! Jeszcze się nabiegacie!” – studził zapał i ganił w żartach zbyt ostre tempo trener Kuba Wiśniewski, wyczynowy długodystansowiec i zwycięzca Biegu Rzeźnika z 2014 roku. Ale po to właśnie jest ten obóz: żeby nabrać dobrych nawyków, usystematyzować plan pracy z trenerem, porozmawiać z dietetykiem, zrobić badania wydolnościowe, no i w fajnym towarzystwie pobiegać po górach, ile się da.

Wieczorem podczas oficjalnego powitania uczestników obozu w hotelu Bornit pojawił się gość bardzo specjalny: Henryk Szost, rekordzista kraju na królewskim dystansie, z którym w Szklarskiej Porębie trenował inny reprezentant Polski w maratonie Błażej Brzeziński. Obaj kończyli właśnie cykl przygotowań do startu na ME w Berlinie. Dla obozowiczów była to wyjątkowa szansa na zadanie paru pytań i pamiątkowe zdjęcie. „Jaka taktyka na Berlin?” – pytali reprezentanta Polski uczestnicy obozu.

REKLAMA

REKLAMA

RW Camp 2018 W Górach Izerskich szlaki poprowadzono na wysokości 1000 m n.p.m. Są dość łatwe technicznie, więc dla biegaczy amatorów jest to świetne miejsce do poprawiania formy (fot. Filip Gomułkiewicz).

„W taki upał nikt nie będzie bił życiówek, ale będę walczył o miejsce na podium, bo czuję się dobrze przygotowany” – odpowiadał Henryk. Podczas otwierającej oficjalnie obóz odprawy produkty prezentowali partnerzy akcji: Dynafit stroje, plecaki i buty biegowe z nowej kolekcji, Enervit swoje żele i odżywki, a Philips jeden ze swoich najnowszych blenderów próżniowych. Ssangyong zaś przekazał do testów swoją flotę samochodów do jazdy po Karkonoszach.

Dzień 2

Rankiem w Interferie Sport Hotel Bornit rozpoczęły się badania wydolnościowe pod czujnym naukowym okiem doktora Szczepana Wiechy, fizjologa ze SportsLab. Podczas gdy część grupy sprawdzała, do czego zdolne są ich organizmy, pozostali konsultowali i zasięgali rad u trenerów Kuby Wiśniewskiego i Anny Figury, a także dietetyka sportowego Katarzyny Biłous. Każdy z uczestników otrzymał indywidualny raport o stanie swojej kondycji.

„Dowiedziałem się, że mam trochę słabą wydolność płuc. No cóż, z taką się urodziłem i żeby poprawić formę i wyniki, muszę zrzucić trochę balastu. Ale za to mam niski koszt fizjologiczny biegu (181 ml/kg/km), czyli w skrócie potrzebuję mało energii, żeby biec” – opowiada Jacek Głuchowski, uczestnik obozu.

Droga pod Reglami

Niewiele jest w Polsce tras, które można określić mianem kultowych bez nadużywania znaczenia tego słowa. Na Drodze pod Reglami w Szklarskiej Porębie już 60 lat temu trenował legendarny polski Wunderteam, a ostatnio Henryk Szost i elita polskich lekkoatletów. Zadaniem obozowiczów „na Reglach” był bieg godzinny w ustalonym tempie. Każdy biegł 30 minut w jedną stronę w swoim tempie, a potem wracał tą samą trasą.

REKLAMA

RW Camp 2018 Trasę z Polany Jakuszyckiej do Szklarskiej Poręby wszyscy pokonali równym tempem (fot. Filip Gomułkiewicz).

Dzięki temu zaawansowani zrobili mocny trening, początkujący biegli na miarę swoich możliwości, a wszyscy spotkali się potem na miejscu startu. Na koniec nie było zmiłuj się – Kuba Wiśniewski zarządził trening szybkościowy. Zmęczeni do hotelu wróciliśmy samochodami Ssangyong, które dzielnie wspierały cały team w Karkonoszach.

Dzień 3

Jeśli Polana Jakuszycka do tej pory kojarzyła się z nartami biegowymi, to od dziś uczestnikom RW Camp będzie przypominać miejsce startu na jedną z najpiękniejszych tras biegowych w Karkonoszach. Ruszyliśmy – i tu uwaga! – przy padającym deszczu. Całą Polskę nękała jeszcze fala upałów, a w górach był już przyjemny chłodek, który uwielbiają biegacze. Takie czary tylko na obozie RW. Dobiegliśmy do Schroniska na Szrenicy. Był czas na przegryzienie batonów energetycznych Enervit.

Stamtąd widokową trasą dotarliśmy do Schroniska pod Łabskim Szczytem. Najmocniejsza grupa pobiegła jeszcze na Śnieżne Kotły, skąd rozpościera się niesamowita panorama na polodowcowy kocioł. Stąd wróciliśmy już – cali, zdrowi, mocniejsi fizycznie i psychicznie, a do tego w doskonałych humorach – do hotelu Interferie Sport Bornit w Szklarskiej Porębie.

Czytaj też: Bieganie po górach: trening, sprzęt, porady ekspertów

Trening na płotkach

Na wybudowanym w latach 80. XX wieku stadionie lekkoatletycznym w Szklarskiej Porębie trenowali i trenują najlepsi polscy lekkoatleci. Położony na wysokości około 700 m n.p.m. kameralny stadion przyciąga ich jak magnes nie tylko pięknym widokiem na Karkonosze, ale i specyficznym mikroklimatem. Wyżej trenować na lekkoatletycznej bieżni można w Polsce tylko w Zakopanem.

REKLAMA

REKLAMA

RW Camp 2018 Cały team RW Camp dobiegł do starej kopalni kwarcu w Górach Izerskich. A jeszcze wczoraj byli na grani Karkonoszy, hen za nimi (fot. Filip Gomułkiewicz).

Uczestnicy obozu pod czujnym okiem Kuby Wiśniewskiego, specjalizującego się w czasie swojej kariery w biegu na 3000 m z przeszkodami, trenowali „na płotkach”. Nie było dla nikogo taryfy ulgowej – każdy musiał zmusić swoje ciało do najprawdziwszej gimnastyki. Ćwiczenia te pozwoliły zwiększyć gibkość, popracować nad techniką, rozciągnąć i rozruszać stawy po długim biegu.

Dzień 4

„Czy na górskim obozie biegowym zawsze biegnie się ostro pod górę?” – zapyta przerażony biegacz amator trenujący wyłącznie na nizinach. Otóż nie. Czwartego dnia obozu, kiedy już wszyscy mieli sporo kilometrów w nogach, grupa początkująca zaczęła dzień od podejścia pod Wysoki Kamień – jedno ze wzniesień górujących nad Szklarską Porębą. Tak, wszyscy maszerowali. Nie ma w tym żadnego powodu do wstydu, bo podejście było dość wymagające.

Z Wysokiego Kamienia (1050 m n.p.m.) wszyscy – już biegiem – ruszyli po izerskim płaskowyżu. Dotarliśmy do starego kamieniołomu, a następnie szlakami do stacji kolejki na Stogu Izerskim. Anna Figura, trenerka, zwyciężczyni i rekordzistka biegu na Elbrus, dopingowała wszystkich na podbiegach. „Staraj się zmniejszyć długość kroku, ale stawaj przy tym na palcach, a nie na całych stopach. Kroki mogą być krótsze, ale staraj się zachować rytm” – radziła uczestnikom Anna.

Z podnóża Stogu Izerskiego obozowicze ruszyli do Szklarskiej Poręby SUV-ami i crossoverami Ssangyong, z obowiązkowym przystankiem na kąpiel przy wodospadzie Kwisy. Uczestnicy obozu do dyspozycji mieli modele: Tivoli, Rexton, Korando i Musso. Do dużego i komfortowego SUV-a Rexton po rozłożeniu siedzeń z tyłu wchodziło aż 7 osób, więc pełnił on funkcję obozowego busa. Korando był z nich wszystkich najbardziej uniwersalny: 5 osób plus sprzęt mieściło się w nim komfortowo.

Pickup Ssangyong Musso sprawdził się i jako auto osobowe dla 5 osób, i jako zaplecze logistyczno-transportowe, bo nim woziliśmy wodę i większe zakupy dla całego obozu. Na Dzikim Zachodzie Polski poradził sobie równie dobrze.

Zobacz więcej: (Nie) tylko dla orłów: bieganie po górach

REKLAMA

RW Camp 2018 Ostatniego dnia tempo nadawali ci, dla których bieganie po górach było największym wyzwaniem, żeby nie napisać najwolniejsi. Na końcu ci najmocniejsi utworzyli dla nich szpaler (fot. Filip Gomułkiewicz).

Akademia Runner’s World

Po treningu i zabawach biegowych na stadionie nadszedł też czas na czysto teoretyczne szkolenie w sali konferencyjnej hotelu Interferie Sport Bornit. Myśl przewodnia wykładu: „Żeby być dobrym biegaczem, trzeba być dobrym sportowcem”. Kuba Wiśniewski starał się bardzo obrazowo opisywać niuanse treningu.

Swoimi doświadczeniami i przygodami z uczestnikami obozu RW Camp podzieliła się też Anna Figura, mistrzyni Polski w skialpinizmie i biegaczka wysokogórska, która w 2015 roku na szczyt Mont Blanc wbiegła w 5 godzin i 17 minut, a tego samego lata wygrała bieg na Elbrus, ustanawiając rekord tej trasy (pobity jednak rok później). „Nie biegłam dla nagród, po prostu kocham góry i wyzwania. Co ciekawe, w nagrodę, poza wieczną chwałą, otrzymałam rosyjskie rękawice alpinistyczne. Nadają się może tylko do otwierania piekarnika” – śmiała się Anna. Można z nią nie tylko pobiegać po górach latem, ale też zimą ruszyć na narty skiturowe (skiturowetatry.com). No cóż, trzeba mierzyć wysoko, ale najpierw lepiej pobiegać po Górach Izerskich i podszlifować formę.

Dzień 5

Jak każdy trening zaczyna się od rozgrzewki, a kończy wolniejszym tempem schładzającym mięśnie, tak i RW Camp 2018 rozpoczęliśmy od krótkiego dystansu i zakończyliśmy krótkim biegiem. W tym celu obozowicze ruszyli na… stację kolejową. Pomysł był taki: wsiadamy do pociągu na stacji Szklarska Poręba Huta, wysiadamy na Polanie Jakuszyckiej, a stamtąd truchtem ruszamy do Interferie Sport Hotel Bornit trasą zwaną „Czarny kamień”.

Czytaj więcej: Bieganie w terenie: zbuduj formę w 30 dni

„No, to zaczynamy dorzynki. Właśnie takie, pisane przez »rz«” – żartował sobie zaraz po starcie trener Kuba Wiśniewski, kiedy niektórzy narzekali na bolące mięśnie. 7-kilometrowa trasa lekko w dół, mimo zmęczenia, była jednak czystą przyjemnością, choć nogi faktycznie dawały się niektórym we znaki po dziesiątkach kilometrów. Nikt podczas obozu nie odniósł kontuzji. Owszem, było kilka otarć, ale nie biegaliśmy przecież po puchu, tylko po skałach. Ból przeminie, a forma (i chwała) zostaną!

RW 09-10/2018

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij