Runner's World poleca:

Robert Rozmus: Dzięki bieganiu czuję się o 30 lat młodszy

Poleć ten artykuł:

Dla Roberta Rozmusa bieganie stało się tajną bronią na utrzymanie kondycji i energii do występów scenicznych. Znajomi są przekonani, że przeszedł na jakąś wystrzałową dietę, a to endorfiny tak go po biegu rozsadzają. Do treningów nie trzeba go namawiać, raczej hamować jego zapał.

Robert Rozmus, znany biegacz Zobacz całą galerię

Ale mam moc!

Jeszcze długa droga mnie czeka, żeby moje bieganie doprowadzić do perfekcji, ale droga, którą sobie wyznaczam, jest dla mnie ważniejsza od osiągniętego celu. To klucz do sukcesu. Muszę uważać jednak z dociskaniem śruby, bo nie należę do jangstersów, tylko do mastersów bardziej.

Ciągle jestem początkujący w sportach wydolnościowych. Mimo że moja sylwetka wskazuje na łatwość biegania, to tylko pozory, bo nigdy samego biegania nie trenowałem.

Do tej pory uprawiałem raczej sporty techniczne: tenis, golf przez długie lata. Są to zupełnie inne dyscypliny, aczkolwiek teraz przed samym sobą jestem najbardziej dumny z wykręcanych czasów na treningu. Biegnę na przykład 8 km w czasie 4:30. "Jezus, ale mam moc!" – myślę sobie, kiedy zerkam na zegarek. Ponad rok temu były to dla mnie nieosiągalne antypody, egzotyczne czasy. Oczywiście zaawansowani powiedzą: "Rozmus, co ty opowiadasz. Dobre czasy?", ale dla mnie to duże osiągnięcie.

Odrabiam prace domowe

Zauważyłem analogię między tym, co się dzieje na scenie i w sporcie. Wykonuję swój zawód ponad 25 lat, ale zawsze przed spektaklem denerwuję się, bo trema dopada wszystkich artystów, natomiast jak się już znajdziesz na scenie, trzeba działać. Organizm koncentruje się na zadaniu.

Podobnie jest ze sportem, jeśli oczywiście odrobiło się lekcje. A ja lubię trenować i odrabiać zadania domowe. Przykładam się do treningu i nie myślę potem: "O cholera, mogłem zrobić więcej".

Trenerze, wyhamuj mnie!

W tygodniu robię około 50 km. Dziś biegam 10 km tempem, jutro 16 km wolnego wybiegania, choć właśnie ten luz trudno mi osiągnąć, bo zawsze się rozpędzam, nakręcam, spoglądam na zegarek i myślę: "Ech, może jeszcze podkręcę!". Mój trener Piotr Netter twierdzi, że należę raczej do grupy, którą trzeba hamować, a nie mobilizować do pracy.

Potrafię przeszarżować. Kiedy pokazuję mu moje wyniki z treningów, Piotr mówi tylko: "Wolniej, wolniej". Też tego się uczę. I zasad treningu i pokory. Oprócz ósemki czy dziesiątki w żwawym tempie, włączam też interwały 10 x 100, podbiegi. Potem rozciąganie.

Muszę nabierać nie tylko wydolności, ale i prędkości, bo, jak mi trener tłumaczy, nie jest sztuką biegać 150 km w tydzień, bo będziesz takim suwakiem o końskiej wydolności, ale bez prędkości. A ja słucham się trenera, oj słucham, żeby organizmowi dać impuls do rozwoju. Jak o tym mówię, to nie mogę doczekać się treningu. Zaraz coś zjem, a potem rozwiana czupryna i w las!

Wykręciłem niezły czas

Rok temu na triathlonie w Gdyni czułem, że jestem dobrze przygotowany. Celowałem w czas 5:25. Nie miałem jakiegoś wewnętrznego spięcia, a na trasie kryzysu czy odcięcia. Miałem natomiast małą spinę przed pływaniem i słynną pralką, ale jakoś poszło. Koledzy trochę się ze mnie śmiali, bo przed startem przestał mi działać GPS: guzik nie odpalił. Byłem tak nakręcony na to, co się tam dzieje, że o godzinie 9, po starcie, powiedziałem sobie:

"No dobra, ani razu nie spojrzę na niego, będę czerpał przyjemność z wysiłku i wyzwania". Słuchałem potem tylko swojego organizmu. Dawałem z siebie tyle, ile miałem mocy i pary. Spojrzałem na niego dopiero na mecie. Udało mi się wykręcić 5:13. Jak się czuję? O 30 lat młodszy! Koledzy się pytają: "Co ty jesz?". Odpowiadam z uśmiechem: "Tajemnica". A w tym momencie endorfiny rozsadzają mnie po biegu.

Robert Rozmus52 lat, showman, aktor, wokalista. Występował m.in. w musicalu „Chicago”. Twórca sztuki „Przypadki Roberta R.”.

RW 05/2014

Tagi: Robert Rozmus | znany biegacz

Oceń artykuł:

4.3

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij