Runner's World poleca:

Ronnie O'Sullivan: Dzięki bieganiu wróciłem na szczyt

Poleć ten artykuł:

Fanom snookera Ronniego O'Sullivana przedstawiać nie trzeba. Tym z kolei, którzy o tym sporcie słyszą po raz pierwszy, należałoby go opisać w następujący sposób: wielki mistrz i talent wszech czasów. Wzór, idol i skandalista, który sam dla siebie jest największym przeciwnikiem.

Ronnie O'Sullivan

Byłem na złej drodze

Wieki temu odkryłem, że moja osobowość jest niezwykle podatna na wszelkiego rodzaju nałogi. Kluczem do sukcesu było więc znalezienie sobie nałogu, który będzie po prostu zdrowy. Tak odkryłem bieganie.

Dzięki niemu nabrałem szacunku do samego siebie, a to wszystko zaprocentowało w mojej grze w snookera. Mogłem przecież skierować się w drugą, tę złą stronę. W zasadzie bywały chwile, gdy tak się działo. Wychodziłem z kumplami na wódkę i nie wracałem do rana. Znalazłem jednak nowy nałóg, który okazał się silniejszy niż chęć wypicia i przypalenia. Bieganie.

Oglądali moje plecy

Swój pierwszy wyścig odbyłem na dystansie 3000 metrów – dokładnie siedem i pół okrążenia. Zajęło mi to 10 minut i sześć sekund. Tylko raz pokonałem taką trasę, dlatego ten wynik traktuję jako rekord życiowy. Doskonale pamiętam, jak jeden z trenerów krzyczał do mnie: „Siedź mu na ogonie, siedź mu na ogonie!”.

Na ostatnim okrążeniu biegłem już ramię w ramię z trójką najszybszych chłopaków. Pamiętam tylko ostatnie 100 metrów i to, jak wyprzedzam dwóch z nich. Nigdy wcześniej bym nie przypuszczał, że zobaczą moje plecy. Byłem pozytywnie zaskoczony.

Jogging? Wolę ściganie!

W miarę upływu czasu bieganie zmieniało mnie w nudziarza. O niczym innym nie można było ze mną porozmawiać. Zdawałem sobie sprawę, że kumpli grających w snookera zupełnie to nie interesuje, ale z chłopakami z klubu mogłem o tym dyskutować w nieskończoność.

Ostatecznie kontakty ze snookerzystami ograniczyłem do rywalizacji przy stole. Niekiedy potrafiłem zadzwonić do biegaczy z różnych miast, w których akurat grałem, na przykład z Telford, i powiadomić, że po turnieju wpadnę do ich klubu na małą przebieżkę. I tak bieganie stało się w moim życiu dużo ważniejsze niż snooker. Po pewnym czasie przestałem się przejmować niepowodzeniami w mistrzostwach świata, ponieważ równolegle poprawiałem swoje rekordy biegowe (10 km w 34 min).

Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego, ale dystans 10 km jest po prostu idealny. Niby sprint, a jednak szalenie długa droga. Od momentu gdy zacząłem biegać – ale biegać na poważnie – nie byłem zainteresowany joggingiem. Chciałem dawać z siebie absolutnie wszystko.

Snooker kontra bieganie

W porównaniu do snookera bieganie to zupełnie inny świat. Świeże powietrze, ciężki fizyczny wysiłek – odwrotność klaustrofobicznych warunków sal bilardowych. Czasem gdy gram przed kamerami, wstydzę się swoich wyuczonych niegdyś zachowań – dotykania uszu, dłubania w nosie, mrugania. To mnie przytłacza, jest okropne.

Ale snooker i bieganie mają również wiele wspólnego. W obu tych dyscyplinach jesteś zdany wyłącznie na siebie. To od Ciebie zależy, czy będziesz zawiedziony, czy staniesz w blasku chwały. To sporty na wskroś indywidualne. W snookerze chodzi jednak o technikę, podczas gdy bieganie to krew, flaki, potężna determinacja i sztuka znalezienia w sobie czegoś, co pozwoli ci jechać dalej.

Ronnie O’Sullivan ma 39 lat, jest angielskim snookerzystą i pięciokrotnym mistrzem świata w tej dyscyplinie.

Ronnie O'Sullivan: Pokaz umiejętności

Fragmenty wypowiedzi pochodzą z autobiografii Ronniego O’Sullivana „Biegnąc”, wydanej pod patronatem Runner's World.

RW 08/2015 

Tagi: znani biegacze | Ronnie O'Sullivan

Oceń artykuł:

4.5

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij