Runner's World poleca:

Rovaniemi 150 - Mateusz Czechowicz zdobył krainę śniegu

Poleć ten artykuł:

“To była najcięższa rzecz, jaką zrobiłem w życiu” - tak swój start w fińskim ultramaratonie na dystansie 150 km podsumował Mateusz Czechowicz. Najmłodszy uczestnik tegorocznej edycji, który pokonał bardzo wymagającą trasę w 30 godzin i 37 minut, co zapewniło mu 2. miejsce.

Mateusz Czechowicz, Rovaniemi150

“Żałuję, że nie mogłem zostać na mecie do końca i uścisnąć dłoni każdemu, kto do niej dotrze. Świadomość, że człowiek może robić tak wielkie rzeczy, motywuje najbardziej i sprawia, że nie myśli się o kryzysach. Nie można przecież się poddać myślom, że jest ciężko i że najchętniej wróciłoby się do ciepłego domu, do mamy. Trzeba to przezwyciężyć. Dotrzeć do mety i… odpocząć” - to jedne z pierwszych słów Mateusza, jakie padły w naszej rozmowie, kiedy kilku zawodników walczyło jeszcze na dystansie 300 km.

Specyfika zawodów

Rovaniemi’s Arctic Winter Races to zawody rozgrywane od 2012 roku w trzeci weekend lutego w Rovaniemi, które jest stolicą prowincji Laponia i leży kilka kilometrów od północnego koła podbiegunowego. Zawodnicy mają do wyboru trzy dystanse: 66, 150 i 300 km, które mogą pokonać na nartach, na rowerach lub biegnąc. Jako że Mateusz jest bohaterem startu na 150 km, skupię się na tym wyścigu.

 

Zawody są rodzajem survivalu, ponieważ uczestnik na checkpointach nie otrzymuje nic oprócz wody i możliwości ogrzania się przy ognisku. Punktów kontrolnych jest w sumie osiem i za każdym razem, kiedy zawodnik na nie wbiega i z nich wybiega, ma obowiązek podpisać się na specjalnej liście. Ołówkiem. Pozostały niezbędny ekwipunek ważący 10 kg, zawodnicy ciągną za sobą na sankach. Aby te nie wyprzedzały ich na zbiegach, bardzo ważne jest ich odpowiednie przymocowanie za pomocą plastikowych kijków.

Na pokonanie dystansu zawodnicy mieli 42 godziny. Wyścig jest domeną bardzo doświadczonych biegaczy. Mateusz, który w październiku skończy 24 lata, był najmłodszy. Oprócz niego bieg wybrało 18 zawodników, w tym inny Polak - Kamil Ostapski. Panowie zaczęli bieg razem, ale dosyć szybko się rozdzielili, ponieważ Mateuszowi zależało na jak najszybszym pokonaniu najtrudniejszego odcinka.

Najcięższym momentem był etap pomiędzy 3. a 4. checkpointem, czyli około 50. kilometra. Wtedy zaczęło się ściemniać i coraz mocniej dawał o sobie znać śnieg. Mateusz wiedział, że jeśli nie uda mu się szybko pokonać tego etapu, biały puch (chociaż on tak pewnie ani przez moment o nim nie pomyślał) zasypie przygotowaną trasę i zdecydowanie go spowolni. Mateusz okazał się sprytniejszy od reszty uczestników. Zamiast rozsiadać się na tych punktach kontrolnych i przygotowywać ciepłe jedzenie, załatwiał swoje potrzeby jak najszybciej i nie stracił bezcennych kilkunastu minut, które okazały się zgubne dla innych zawodników.

Najważniejszą rzeczą, która - jak powiedział Mateusz - trzymała go przy życiu, byli przyjaciele: “Kiedy o godzinie 4 w nocy zdajesz sobie sprawę, że Twoi bliscy na Ciebie czekają, to dodaje Ci skrzydeł i masz ochotę jeszcze bardziej napierać.To Ty tutaj przyjechałeś walczyć, a oni powinni spać”.

Trop: Rovaniemi 150

Mateusz w Finlandii znalazł się nieprzypadkowo, bo do końca maja będzie studiował na Aalto University w Helsinkach w ramach wymiany Erasmus. Nie chcąc tracić sezonu biegowego, jeszcze przed wyjazdem zaczął szukać imprez, w których mógłby wziąć udział. Pierwsze, co stwierdził: Finlandia, jeśli chodzi o biegi, jest bardzo ubogim krajem. Kiedy natrafił na Rovaniemi 150, oczy mu się zaświeciły. Przypomniał też sobie, że rok temu na 5. miejscu ukończył ten bieg Dariusz Strychalski (Czytaj więcej: Badwater - Bieg Darka Strychalskiego przez Dolinę Śmierci). Postanowił się z nim skontaktować. Kiedy usłyszał, że jest to niesamowicie trudny start, ale warty wysiłku, dłużej się nie zastanawiał.

To, co go najbardziej intrygowało, to jak poradzi sobie z sankami. I tak oto doszło do tego, że zaczął trenować… z oponą. Okazało się, że nie jest tak źle. “Z oponą po żwirze daję radę, to z sankami po śniegu nie dam?” - mówi. “Trzeba być odważnym i atakować”. Sanki biorące udział w zawodach można było wypożyczyć. Nie były one jakieś niezwykłe. Zostały zmontowane ze zwykłych sanek i sznurków, które wszystko trzymały. A miały co mocować, ponieważ część sprzętu, którą zawodnik miał przy sobie, była wymagana. Bagaż Mateusza składał się z:

- śpiwora (minimalny zakres temperatury -30 st. C),

- maty samopompującej ,

- palnika turystycznego,

- kartusza z paliwem,

- zestawu garnków turystycznych i sztućców,

- jedzenia (banany, ziemniaki, ciasto energetyczne itp.),

- gogli narciarskich,

- bielizny na zmianę.

Jeżeli chodzi o błędy, których mógł uniknąć, są one związane właśnie z sankami. Konkretnie było to jedno niedopatrzenie. Mateusz nie przygotował czegoś, w czym mógłby schować cały ekwipunek, żeby ten nie ucierpiał przy kontakcie ze śniegiem. Ostatecznie użył do tego zwykłych worków foliowych. A wystarczyło wziąć ze sobą torbę wodoodporną, tak jak to zrobili inni uczestnicy.

Regularność kluczem do sukcesu

To był 5. start Mateusza w biegu ultra. Pierwszy z nich zaliczył tylko 10 miesięcy temu - Bieg Kreta (18.04). Później były: Setka z Hakiem, Sudecka Setka i Bieg Siedmiu Szczytów. Łącznie w ubiegłym roku Mateusz przebiegł 691 kilometrów w 9 startach. Kiedy inni biegacze dowiadują się, że ma tak krótkie doświadczenie z biegami ultra, a tak świetnie radzi sobie na trasie każdego kolejnego, nie dowierzają.

Świetną formę zawdzięcza między innymi odpowiedniemu odżywianiu. Jakiś czas temu postanowił przejść na dietę zgodną z grupą krwi. Wykluczył składniki, które źle trawi, takie jak: orzechy, niektóre rośliny strączkowe, a także produkty mączne (żytnie i pszeniczne). Dzięki temu udało mu się pozbyć kilku procent tłuszczu oraz poprawić trawienie.

Trenując, skupił się głównie na poprawie wytrzymałości. Biegał 5-6 razy w tygodniu 15-20 km, przeplatając to czterema treningami siłowymi. W najbardziej intensywnym okresie ćwiczył nawet 10-12 razy w tygodniu. Tuż po przybyciu do Helsinek plany treningowe pokrzyżował mróz dochodzący do -37 stopni, na który Mateusz zareagował: “O kurcze, to będzie rzeźnia”. Na szczęście trwało to krótko i mógł znów swobodnie biegać ze swoją oponą. Przyznaje, że jego widok wywołał uśmiech na twarzy wielu Finów, którzy pytali się go, po co tak trenuje i porównywali go do Usaina Bolta.

Opiekę dietetyczną i porady treningowe zapewniają Mateuszowi koledzy z grupy sportowej, do której należy - Prime. Powstała ona kilka lat temu, kiedy przyjaciele z Nowej Rudy postanowili połączyć swoje sportowe moce. Mateusz specjalizuje się w biegach, a jego koledzy w boksie, dietetyce czy treningach personalnych. Ich celem jest dzielenie się swoim doświadczeniem z tymi, którzy chcieliby dzięki sportowi coś zmienić w swoim życiu.

Plany na przyszłość

Mateuszowi jeszcze w tym roku marzy się Spartathlon. Zgłosił się do niego, ale w biegu tym może wziąć udział ograniczona ilość osób z każdego kraju, dlatego czeka jeszcze na odpowiedź. Oprócz tego przymierza się do powtórki Biegu Siedmiu Szczytów. W ubiegłym roku zajął tam 7. miejsce, ale jest pewien, że z dzisiejszą wiedzą i doświadczeniem, jest w stanie poprawić swój rezultat. Zapytałam, czy w takim razie maratony są już dla niego “za nudne”. Odpowiedział, że absolutnie nie i w najbliższym czasie chce pobiec ten dystans poniżej trzech godzin.

Przed trzydziestym rokiem życia, zamierza zamienić piekło mrozu na piekło słońca i pobiec Badwater w kalifornijskiej Dolinie Śmierci. Jeśli chodzi o dalsze plany, marzy o pokonaniu czterech pustyń i dołączeniu do elitarnego grona 4 Deserts Grand Slam. Nie wyklucza także krótszych biegów. Ale wyjaśnia, że będzie się ich podejmował raczej spontanicznie. Nie trenuje po to, aby stale poprawiać swoje “życiówki”. Biega dla przyjemności i fascynuje go to, że na świecie jest tyle ciekawych imprez, w których można wziąć udział, realizując przy tym inną pasję - podróże.

Trzymamy kciuki za Mateusza i jesteśmy pewni, że jeszcze nie raz usłyszymy o jego wielkich dokonaniach.

Jeśli kiedyś nie będzie Ci się chciało wyjść na trening, bo uznasz, że jest “za zimno”, pomyśl o Mateuszu - w Rovaniemi było gorzej.

Czyli tak:

RW

Tagi: Rovaniemi 150 | Rovaniemi's Arctic Winter Races | zimowy ultramaraton | Mateusz Czechowicz

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij