Runner's World poleca:

Rozbiegana mama: Życie z prędkością diabła tasmańskiego

Poleć ten artykuł:

Słomiany zapał zamieniła na żelazną wolę i robi dla biegania tyle samo, ile ono zrobiło dla niej. Karolina Michalczak należy do grona biegających mam, co oznacza, że każdego dnia mierzy się z tysiącem wyzwań. Ale na bieg zawsze znajdzie czas - w nim, mówi, odnajduje samą siebie.

Karolina Michalczak, biegająca mama

"Karola, ty już jesteś ekspertem" – powiedział jej niedawno znajomy, który zawodowo uczy ludzi promować firmy w internecie. Jak po trzeciej ciąży zrzucić 30 kilogramów i stać się energiczną matką trójki dzieci, inspirującą innych do biegania? Jak zostać autorką poczytnego bloga, portalu, napisać e-booka, założyć stowarzyszenie i dostać nominację na biegowego dziennikarza roku?

To wszystko wie Karolina Michalczak z Zielonej Góry. Kobieta, która biega mimo tego, że dzieci za każdym razem stękają: "Mamo, znowu idziesz", a jej dom stoi w takim miejscu, że z biegania zawsze wraca się do niego pod górkę.

Niby jedyna, a podobna

Trudno wybrać jeden powód, dla którego jej życie to prawdziwy Human Race. Na pewno dlatego, że założyła Stowarzyszenie "Zielona Góro, Zacznij Biegać", którego jest prezeską i w którym działa już 35 osób, a znacznie więcej korzysta z jego usług, polegających na promocji biegania. I choć każdy oznaczony jest numerem od 1 do 8 – bo już tyle edycji 6-tygodniowych cyklów biegowych za nimi – to każdy traktowany jest indywidualnie. To chyba jej największy biegowy sukces. Poza tym, że sukcesem jest ona sama. Jak to?

Ano tak, że z osoby o słomianym zapale, dzięki bieganiu, stała się matką z żelazną wolą. Bo jak inaczej nazwać 30-kilometrowe wybieganie po trzech godzinach snu, zwieńczone dzbankiem wody duszkiem i prysznicem z węża ogrodowego? Jak inaczej nazwać pobudki o piątej rano, by wrócić z biegania, nim pobudzą się i rozpełzną po domu dzieciaki? Jak nazwać kobietę, która pod wieczór już nie za bardzo ma siłę ruszyć ani ręką, ani nogą, ale cieszy się tym, że przynajmniej ma już pobiegane, więc raczej z całą resztą do wieczora da sobie radę?

Tak wygląda życie rozbieganej mamy, jak zresztą sama nazwała się na blogu. Wybraliśmy ją do Human Race dlatego, że jest jedyna w swoim rodzaju, a jednocześnie trochę jak wy wszystkie – biegające mamy.

Koleżanka z telewizji

"Całkiem niedawno dostałam zaproszenie do znanego programu śniadaniowego w jednej z telewizji – opowiada Karolina. – Chcieli, żebym powiedziała parę zdań o bieganiu. Jak zacząć, dlaczego biegać, po co biegać? Dziwiłam się, że nie wzięli jakiegoś fachowca, tylko mnie. Po programie zrozumiałam, dlaczego. Dostałam mnóstwo mejli z pytaniami i podziękowaniami od dziewczyn. Im potrzebna jest taka inspirująca koleżanka". I to stara się robić.

Dlatego założyła blog rozbieganamama.pl i portal Rozbiegana Strona Życia. No i stowarzyszenie. Bo jest jedną z matek, a tylko taka może pokazać innym, jak odzyskać tożsamość po wczesnym etapie macierzyństwa. 

"Po to właśnie biegam. Chcę zostać sobą, Karolą, nie chcę zamienić się tylko w mamę. Przecież dzieciaki kiedyś pójdą z domu, a ja muszę mieć coś swojego" – mówi.

Dlatego właśnie, oprócz zajmowania się trójką dzieci, pracuje jako dziennikarz freelancer. Na przykład stworzyła e-booka o powrocie do formy po ciąży. Dzieło czeka na wydawcę. Rady podparte doświadczeniem, bo ma trójkę dzieci i męża. "To nie najwięcej, ale już dużo" – śmieje się. Wystarczy jednak, by z mężem często mieli "dochę", jak sami mówią na zwykłe i powszechne w życiu rodzica "dość".

A to najmłodszy, 2,5-roczny Maks zrobi awanturę na cały aquapark, bo mu jakaś dziewczynka wlezie do jego brodzika. A to najstarsza córka, 10-letnia Michalina, po pierwszych zakwasach krzyczy, że nie chce mieć w nogach żadnych kwasów, a po 6-tygodniach biegania powie "pas" i ucieka na widok biegowych butów. A to 4,5-letnia Antonina, gdy tylko wyprzedzi ją na biegu jakieś inne dziecko, to się na tyle zniechęca, że już nawet nie zwolni, tylko zawraca. "To całe bieganie to także dla oddenerwowania" – śmieje się więc Karola.

Nie śmieje się rano, gdy śpi, kiedy się regeneruje, a one ponudzą się zbyt wcześnie. Wtedy całą paczkę trzeba posadzić przed bajką i jeszcze pół godzinki, jeszcze pół godzinki…

Prześcignąć męża

Nawet jak się jedzie na wakacje raz na dekadę, to trzeba biegać, bo okoliczności bywają jęcząco-męczące. Jest tylko jedna zasada: przed samym startem, przed ważnym biegiem, leżeć i pachnieć – tyle.

Na przykład - maraton w Paryżu, dzieciaki z babcią, a ona leci. Bo jak jest okres treningowy, to co dzień zwykły dzień: rano honory prezesa na biegu stowarzyszeniowym, potem test Coopera, potem malowanie pokoju, potem gotowanie, sprzątanie (bo dzieci przyniosły z dworu sporą część piaskownicy), a następnego ranka wybieganie. Wszystko z prędkością diabła tasmańskiego, jak mówi. Z prędkością diabła, ale z kobiecym wdziękiem. Pulsometr i pas na bidony koniecznie różowe!

"Sama jestem tym bieganiem czasem zaskoczona, bo życia sportowego za młodu nie miałam – mówi Karola. – Mąż mnie w bieganie wciągnął" – wspomina czasy, gdy on był jeszcze od niej szybszy. Dziś już nie jest, ale że to mężczyzna dwudziestego pierwszego wieku, to żadnych problemów z tym nie ma i bardzo chętnie pomaga z organizacją czasu na treningi.

Karola musi być, jak wszystkie biegające matki, superzorganizowana. Ona ma jeszcze do tego wszystkiego mały kłopot z sercem, więc dba o swoją dietę, przeszła na wegetarianizm (kotlety zrobi ze wszystkiego tak, że żadna z pociech się nie pozna) i regularnie się bada. Ba, bieganie na tę przypadłość zdaje się pomogło. Lekarze nie potwierdzili, ale problem chyba zniknął. "Przed bieganiem o siebie nie dbałam. Teraz myślę, co jem i jak trenuję. To pomaga".

Ja, czyli Karola

No cóż, jak się ma trójkę dzieci, stowarzyszenie, freelancerkę, bloga i portal na głowie, to forma musi być. A zaczęło się pierwszym biegiem po ciąży. Luty, śnieżyca i trzy kilometry truchtu. Mimo wszystko bardzo radosnego. Raz nawet Karola się na stadion włamała, bo położyła dzieci tak późno, że go jej zamknęli.

"A co!" – pomyślała matka trójki dzieci i hop przez płot! Bieganie z dreszczem! Oczywiście, poleca. Poleca też posiadanie dzieci. Bo mimo tego, że czasem stają na drodze do treningów, to są też do życia wielką inspiracją.

"Choć bywa, że trudno mi wygospodarować czas na bieganie, to bez nich nie miałabym ani ochoty, ani siły nawet na trucht. Myślę o nich, ale też o tych wszystkich dziewczynach, które poddały się domowemu kieratowi i gdzieś tam utknęły. Chciałabym im pomagać, pokazywać, że można inaczej, że można po swojemu, mimo tego, że rodzina chciałaby je mieć tylko dla siebie. Bo każdemu potrzebna tożsamość. Ja zyskuję ją w biegu!".

RW 10/2014

Tagi: biegająca matka | Karolina Michalczak | Rozbiegana Strona Życia | Rozbiegana Mama

Oceń artykuł:

4.7

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij