Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Run Wisła: Andy i Alan przebiegli ponad 1000 km wzdłuż Wisły

Jedna rzeka, dwóch biegaczy, 26 dni i 1145 kilometrów do pokonania. Dwaj wyspiarze, Andy Mossop i Alan Parsons, zakochali się w Wiśle. Do tego stopnia, że postanowili pobiec jej brzegiem – od źródeł do ujścia. Bolały nogi i serca.

Andy Parsons i Alan Mossop: Wariaci z importu Ekipa Run Wisła na trasie swojego wyzwania / fot. Patrizia Fagiani, arch. prywatne

Andy to Szkot i informatyk, Alan – Anglik i tłumacz. To z urodzenia i z zawodu. Bo z zamiłowania obaj są Polakami i biegaczami. Przyjechali do nas dziesięć lat temu za kobietami. W miłości nie ma nic stałego, więc związki się rozpadły, ale oni zostali. Po co? Żeby żyć, pracować, ale i biegać. No i przy okazji ratować też Wisłę, bo według nich nasza wspaniała rzeka ratunku potrzebuje. Przed czym, przed kim? Przed nami samymi.

„W czasie naszego biegu napotkaliśmy wiele miejsc tak brudnych, że w ciągu dnia uzbierało się osiem worków śmieci” – opowiada Alan Parsons, który wraz z kolegą Andym Mossopem postanowił przebiec 1145 km z biegiem Wisły.

Obaj mieszkają w Warszawie i obaj lubią trenować nad rzeką. Podczas treningów zauważyli – o co zresztą nietrudno – jak zanieczyszczone są brzegi Wisły. To właśnie dlatego zdecydowali się na swoje przedsięwzięcie. Pomysł zrodził się w czasie biegu, ale ukonstytuował się przy piwie. Mało kto na trzeźwo podjąłby się takiego szaleństwa.

„Było ciężko – opowiada Andy. – Na filmach zamieszczanych na Facebooku może tego nie widać, ale to pewnie dlatego, że kręciliśmy je z rana, przed wysiłkiem. Wieczorami wyglądaliśmy znacznie gorzej” – śmieje się.

Świadków ich udręki było sporo, bo w trakcie ich biegu dołączali do nich rowerzyści, kajakarze, ale głównie biegacze. Jeden z nich chciał przebiec nie więcej niż 20 km, a zrobił 54 – czyli absolutny rekord życiowy.

„W Warszawie żegnał nas tuzin przyjaciół z pięcioma psami, ale już we wsi Opalenie witało osiemdziesiąt osób” – mówi Alan. Razem z Andym zachęcali towarzyszące im osoby do sprzątania brzegów Wisły. Bo przecież każdego wrażliwego na naturę biegacza boli serce, gdy spojrzy na hałdy śmieci walające się po obu stronach rzeki.

Cała akcja nabrała też medialnego charakteru. O ich wyzwaniu usłyszała cała Polska. Bieg z Baraniej Góry do Gdańska opłacił się więc nawet mimo tego, że jeszcze trzy tygodnie po powrocie do domu panowie nie mogli biegać. Ciągle bolały ich stopy. Nic dziwnego, skoro bywały dni, w których nogi odmawiały posłuszeństwa – lewa biegła inaczej niż prawa. Teraz Andy i Alan planują już kolejne akcje, ale to na razie wyspiarska tajemnica (Zajrzyj na ich profil na Facebooku: Run Wisła).

Start

Andy i Alan znają się już pięć lat. Tworzą zgrany duet, ale mają też wielu przyjaciół. To właśnie oni pomogli im skończyć Wisła Run. Wbrew wszelkim przeciwnościom.

 2011 - W tym roku Andy debiutował w półmaratonie. I to takim dla św. Mikołajów. Jeszcze wtedy nie wiedział, że przebiegnie 1145 kilometrów.

 

 

2012 - Alan na mecie triathlonu w Suszu. Jeszcze wtedy przepłynięcie 750 metrów było dla niego nie lada wyzwaniem.

 

 

2013 - Trzy lata temu Andy był już starym warszawiakiem. A stary warszawiak nie może opuścić maratonu w tym mieście.

 

 

2014 - Andy i Alan przywiązali się do Polski i szanują nasze tradycje. Tutaj obaj po finiszu na XXVI Biegu Niepodległości.

 

 

 

2015 - A tak wyglądały przygotowania treningowe do Wisła Run. Tutaj obydwaj na Agrykoli. Godzina 6:30 rano.

 

 

RW 10/2016  

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij