Runner's World poleca:

"Rydwany ognia" 30 lat później

Poleć ten artykuł:

30 lat temu ten znakomity, ponadczasowy film zdobył aż 4 Oscary. I chociaż sam w sobie jest pasjonującą opowieścią o rywalizacji i poświęceniu, zwyciężaniu i porażkach, to historia jego powstawania jest co najmniej równie fascynująca.
Zobacz całą galerię

Ludzie, którzy nie mają z bieganiem nic wspólnego, mogą sądzić, że rydwan czasu nieco się po tym filmie z 1981 roku przejechał. Biegacze dostrzegą w nim jednak swój sport ukazany z taką pasją, że rydwan wciąż będzie im się kojarzył wyłącznie z ogniem. Oto historia filmu, który udowadnia, że emocje towarzyszące rywalizacji, zwyciężaniu i porażkom są niezmienne i odporne na upływ czasu.

U schyłku lat 70. pewien producent idealista postanowił nakręcić film, który różniłby się od innych. Film o poświęceniu i odwadze - cechach ucieleśnianych przez dwóch prawdziwych brytyjskich biegaczy. Szanse na realizację były niewielkie, ale twórca znalazł na to sposób: do obsady wybrał młodych aktorów, którzy, tak jak filmowi bohaterowie marzący o olimpiadzie, obdarzeni byli talentem i nieposkromioną ambicją.

To historia filmu, który udowadnia, że emocje towarzyszące rywalizacji, zwyciężaniu i porażkom są niezmienne i odporne na upływ czasu.

Tak powstały "Rydwany ognia", które 30 lat temu otrzymały Oscara za najlepszy film. Pokazują sportowego ducha walki i sceny biegowe z takim autentyzmem, że poruszają biegaczy również i dziś.

Zaczęło się od grypy

Pewnego marcowego wieczoru 1981 roku młody aktor u progu kariery szedł ulicą Haymarket, w sercu dzielnicy teatralnej West End w Londynie. Nicolas Farrell przypomina sobie, że grał wtedy w jakiejś sztuce w jednym z okolicznych teatrów i pewnie to przypadkowo sprowadziło go pod Odeon Cinema, gdzie właśnie grany był jego pierwszy film "Rydwany ognia". Świetnie pamięta swoje zaskoczenie, kiedy pod kinem wpadł na producenta Davida Puttnama.

"Przed wejściem stał znak »Brak miejsc« i David był bardzo podekscytowany. Nalegał, żebym dał sobie zrobić zdjęcie przy znaku. On już wtedy wiedział, jaki to dobry film" - wspomina Farrell.

"Rydwany ognia" od początku zbierały entuzjastyczne recenzje widzów, przekazywane od ust do ust i dodatkowo "nakręcane" pozytywnymi opiniami krytyków. Wyjątkowość dzieła potwierdziły cztery Oscary, w tym dla najlepszego filmu, oraz niezliczona ilość innych nagród.

30 lat później ta historia rozgrywająca się przed i w czasie Letnich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 1924 roku wydaje się nieco archaiczna. Bez odrobiny ironii wychwala cnoty honoru i poświęcenia. Takie podejście odróżnia "Rydwany ognia" od współczesnych hitów. Ten film wciąż porywa widzów, szczególnie biegaczy, bo ich i producenta łączy jedna cecha - ogromna pasja.

Pomysł na film wpadł do głowy Puttnamowi 3 lata wcześniej. Leżał w łóżku chory na grypę i sięgnął po jedyną książkę na półce, która wyglądała interesująco. Była to historia igrzysk olimpijskich. To w niej natknął się na historię Erica Liddella, szkockiego biegacza, który odmówił startu w niedzielę, przez co musiał zmienić konkurencję ze 100 na 400 m, a mimo to na olimpiadzie w Paryżu w 1924 roku zdobył złoty medal.

Tagi: bieganie | kino | film | Rydwany ognia | igrzyska | rywalizacja | pasja

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij