Runner's World poleca:

Tomasz Smokowski miał być bokserem, został maratończykiem

Poleć ten artykuł:

Na co dzień komentuje piłkę nożną w Canal+, ale bieganie stało się jego pasją i sposobem na zwiedzanie świata. Jak na amatora, nowe wyzwanie traktuje śmiertelnie poważnie. Chciał tylko nieco poprawić kondycję bokserską, ale z ringu trafił aż na maraton.

Tomasz Smokowski

Przemiana boksera w biegacza

Tomasz przyznaje, że przez długi czas miał słomiany zapał do biegania. "Zazwyczaj po kilku tygodniach dawałem sobie spokój. Żadnego celu, żadnego planu – po prostu wyjść i pobiegać. Po 20 minutach byłem znużony i tylko kombinowałem, jak skończyć trening". Z drugiej strony nerwowo obserwował wskazania wagi i przybywające kilogramy. "Impulsem do regularnych treningów była chęć zrzucenia balastu, bo mam dosłownie fioła na tym punkcie".

Początkowo zaczął boksować pod okiem trenera Krzysztofa Kosedowskiego, ale szybko spostrzegł, że brakuje mu kondycji. Postanowił biegać razem z Krzysztofem, żeby być lepszym bokserem. Biegał bez ułożonego treningu, trochę jak koń pociągowy, jeszcze nie umiał przyspieszać i panować nad dystansem, ale miał już cel.

"W 2007 roku Krzysztof namówił mnie na udział w maratonie warszawskim – dopiero wtedy połknąłem bakcyla". Po maratonie przyszedł czas na fachowe rozplanowanie treningów, budowanie kondycji i podbój kolejnych miast. "Jestem bardzo ambitny i wszystko, co robię, chcę, żeby było na jak najlepszym poziomie" – dodaje Tomasz.

Zwiedzam w biegu

"Teraz udział w maratonach traktuję jako możliwość zwiedzania świata. Nigdy nie zapomnę maratonu w Los Angeles czy za kołem podbiegunowym w fińskim Rovaniemi. Dopóki mam siłę, podziwiam okolicę – potem walczę".

Tomasz mówi także, że dzięki udziałowi w maratonach czuje się jak członek elitarnego klubu – trochę jak wspinacze wysokogórscy, którzy do pokonania szczytów muszą mieć kondycję i technikę. "Nie każdy potrafi przebiec 42 km i na pewno jest to powód do dumy. Wielu biegaczy nie mówi o tym głośno, ale rozpiera ich satysfakcja. Ja nie ukrywam tego i jest to dla mnie powód do samochwalstwa, że znajduję się w gronie ludzi, którzy dokonali czegoś wyjątkowego".

Być jak Justyna

"Od kiedy bieganie traktuję quasi-zawodowo i przytrafiają mi się agrafki, czyli drobne kontuzje , doskonale wiem, co przeżywają wtedy inni zawodnicy. Bardziej im współczuje niż kiedyś". Tomasz podpatruje także technikę innych zawodników, a ostatnio zainspirowała go Justyna Kowalczyk:

"Do tej pory moje ręce poruszały się zawsze w poziomie. Pracę rąk, jaką wykonuje Justyna w biegu narciarskim, postanowiłem włączyć do mojego treningu. Co się okazało? Symulacja odpychania się kijkami pozwoliła mi przełamać kryzys przez kilkaset metrów. Taką taktykę zastosowałem na maratonie w Sztokholmie i sprawdziła się. Nogi zaczęły lepiej pracować".

Zadanie: Urwać 13 minut

Sposób na motywację Tomasz ma prosty: nie odpuszczać. "Muszę biegać rano. Jeśli dam radę zwlec się z łóżka, żeby pobiegać przed 7.00, i jestem w domu przed 9.00, to czuję ogromną ulgę, że bieg mam już z głowy, ale do tego czuję falę energii, która napędzi mnie na cały dzień. Tak jestem skonstruowany – nie mogę odpuszczać, bo kiedy raz mi się to zdarzy, to będą kolejne wymówki".

Przyznaje, że bez celu trudno mu biegać. Jego marzeniem jest ukończyć maraton w Nowym Jorku, ale też trudny maraton w Chinach poprowadzony przez Wielki Mur, który zamierza pokonać wspólnie z żoną. "Bardzo chciałbym zaliczyć maraton w Bostonie, ale do tego muszę poprawić swój rekord życiowy 3.48 i urwać z niego przynajmniej 13 minut. To jest do zrobienia".

Tomasz Smokowski, 37 lat, dziennikarz sportowy Canal+

Aktualizacja: Od czasu naszej rozmowy z Tomaszem Smokowskim udało mu się osiągnąć kilka biegowych celów. Wystartował w Nowym Jorku. Poprawił też życiówkę w maratonie na 3:27.

RW 04/2010

Tagi: ludzie | sylwetka | Tomasz Smokowski | telewizja | dziennikarz | piłka nożna | maratończyk

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij