Runner's World poleca:

Tomek Woźniak: Życie o smaku biegania

Poleć ten artykuł:

„Bardzo chętnie nauczę każdego gotowania! Biegacza też!” – deklaruje młody szef kuchni, Tomek Woźniak. W tygodniu spędza 30 godzin w kuchni i 6 godzin na bieganiu. 24-letni współwłaściciel Burger Kitchen w Warszawie ma „życiówkę” w maratonie 3:36:38.

Tomek Woźniak

Kucharz? Nie do końca. Sam siebie nazywa szefem kuchni. „Edukacja kuchenna? Nie, ja tego nie potrzebuję. Gotuję w głowie. Łączę produkty, piszę przepisy, a dopiero potem wchodzę do kuchni”. Tomek jest bardzo krytycznie nastawiony do polskich szkół gastronomicznych.

„Nie wyobrażam sobie, bym mógł pójść do szkoły gastronomicznej w Polsce. Jeśli będzie taka okazja, to chciałbym uczestniczyć przy zmianach systemu w tych szkołach. W mojej restauracji mam większość ludzi z pasją do gotowania. Przyszli bez doświadczenia.

Moim zadaniem jest ich nauczyć, czym jest gotowanie, szacunek do produktów, dostawców, komunikacja z gościem oraz prawdziwe jedzenie. Staram się, aby nie tylko gotowali dobre jedzenie dla gości, ale również sami dobrze i świadomie się odżywiali. Wtedy cała ta filozofia będzie miała sens. W Burger Kitchen zaczynamy pracę od owsianki, bo daje dużo energii i siły do pracy”.

Ta z Burger Kitchen jest „na bogato”. Zjedzenie całej miski to nie lada wyzwanie – nie chodzi o same płatki, ale o dodatki. Z owsianką jest tak jak z bułką: w zależności od tego, co do niej dodamy, możesz mieć wytrawne śniadanie, deser lub „bazę” do innych dań.

Proste gotowanie

Restauracyjne menu, które Tomek proponuje, jest proste: takie dania każdy może ugotować w swojej kuchni. Jest tylko jedno „ale”. Tomek dba o to, by produkty, które trafiają do restauracji, były najlepszej jakości. Efekt – naprawdę smaczne dania.

Pomysł na restaurację Tomek opiera na tym, że serwowane jest tam jedzenie, które on bardzo lubi. To, co zjadłby w domu, podaje gościom w restauracji. Dzięki profesjonalnemu grillowi, burgery mają dużo lepszy smak niż te grillowane w domu. Nie wszystko, niestety, można przygotować w domowej kuchni: czasem jeden profesjonalny, gastronomiczny sprzęt zmienia smak dania.

Właśnie tak jest z grillem – to jemu burgery zawdzięczają swój smak. Burger, czyli kanapka z mielonym kotletem. Wydawałoby się, że nie ma w niej nic skomplikowanego. A jednak. To właśnie w tak prostych daniach jakość składników ma ogromne znaczenie. Tomek chwali się, że jest też współwłaścicielem fabryki keczupu. Ten, który stoi na stole w restauracji, to właśnie „ich” sos pomidorowy. Każdy wielbiciel burgerów wie, jak ważny jest dobry keczup!

Szef kuchni Burger Kitchen to tak naprawdę specjalista od zarządzania zasobami ludzkimi, absolwent Akademii Leona Koźmińskiego. Wybrał kierunek, który pozwala mu zarządzać restauracją. Studiował w Polsce, ale w języku angielskim. Może się pochwalić również dyplomem University of Bradford, bo z tą uczelnią Akademia Koźmińskiego współpracuje.

Torba pełna warzyw

Jeszcze kilka lat temu Tomek nie biegał, ba – unikał sportu. Rodzice wysyłali go na lekcje tenisa, których nie lubił. Dwudziestoczterola tek wspomnienia zaczyna od… podstawówki.

„Sport? Cóż... Podstawówka, gimnazjum minęły bez niego. Grałem jedynie w piłkę nożną, bo to był jedyny sport do wyboru podczas WF-u, i w tenisa »prywatnie «. Rodzice chcieli, żebym biegał po korcie, to biegałem. Bardzo się ucieszyłem, jak zrozumiałem, i oni zrozumieli, że to jednak nie jest sport dla mnie”.

Gdy przestał uganiać się za piłką po korcie, przytył i w wieku 13 lat przeszedł na dietę. Schudł 8 kilogramów i zaczął jeździć na rowerze. Barwnie opowiada o tym, jak w gimnazjum do szkoły chodził ze śniadaniówką pełną warzyw i owoców. Koledzy przynosili wielkie kanapki, a on na przerwach chrupał marchewkę.

Potem poszło już szybko. Sport i rywalizacja pochłonęły go bez reszty. Startował w rowerowych mistrzostwach Polski, zaczął szaleć w maratonach, tyle że rowerowych.

Przyjemność przed rekordem

W swoim ponaddwudziestoletnim życiu Tomek, jak sam uważa, doświadczył już wiele, jednak wciąż mu mało wyzwań. „Wypaliłem się, gdy sportowo trenowałem jazdę na rowerze, dlatego uważam z bieganiem. Wtedy była ciągła walka o miejsce, pozycję, czas i prędkość.

Oczywiście fajnie jest wygrywać, ale to jest duże obciążenie. Moja głowa chce zawsze lepiej i szybciej, dlatego staram się jej nie pozwalać na taką rywalizację. Ja tylko biegam. Chcę biegać coraz szybciej i lepiej maratony, ale głównym założeniem jest jego przebiegnięcie” – wyjaśnia gotujący maratończyk.

Pierwszy maraton przebiegł w 2011 roku w Mediolanie, z dobrym czasem jak na debiutanta – 4:07:09. Swoją „życiówkę” – 3:36:38 – wybiegał rok temu w Poznaniu. W tym roku biegł już w Warszawie (4:09:57), a jesienią startuje w Berlinie.

„Lubię starty za granicą. Maraton staje się elementem wyjazdu, takim uzupełnieniem. Dlatego dzień przed startem nie boję się pójść ze znajomymi na dobrą kolację i napić się wina”.

Tagi: Tomek Woźniak | kitchen | biegający kucharz

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij