Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Ulepszacze [felieton Jacka Fedorowicza]

Nienawidzę ulepszaczy. Ich krecia robota spędza mi sen z powiek, bo wciąż się denerwuję, zadając w duchu pytanie: czy ja będę szybszy w testowaniu, czy oni w pozbawieniu mnie możliwości kupienia testowanego właśnie obuwia?

Oto w czym rzecz. Jestem człowiekiem leciwym, mam więc stopy równie leciwe, a może nawet leciwsze, bo one u mnie jakoś starzeją się szybciej niż reszta. Nie chciałbym się rozwodzić nad szczegółami (jako esteta z natury i wykształcenia mam w sobie niechęć do szokowania opisami zjawisk niemiłych dla oka), ale powiem krótko, że leciwe stopy są miejscami rozlazłe, miejscami powykręcane, a także pełne miejsc trwale już nadwerężonych kontuzjami. Moje w dodatku zdołałem nadwerężyć w stosunkowo młodym wieku, już dobiegając sześćdziesiątki, czyli dawno, dawno temu, mam więc już od dawna poważne trudności z doborem butów do biegania.

Bezskutecznie usiłuję uniknąć kolejnego nabycia butów, które po kilku kilometrach tak uwierają, tak ocierają i powodują taki ból, że jedynym moim marzeniem jest natychmiast zdjąć je i wyrzucić do rowu. Mimo ich ceny. Ile firmowy but biegowy potrafi kosztować, wiedzą wszyscy moi szanowni Czytelnicy.

Ale czasami udawało mi się je dobrać. Wybierałem się w nowych butach na coraz dłuższe przebieżki, jeden start, drugi, żadnych otarć, pełen komfort. No to walę do sklepu, żeby – przezornie – kupić następną parę i mieć, jak ta się zużyje. A w sklepie mówią: nie ma. Już nie ma i nie będzie. Fabryka w tym czasie też nie próżnowała, konstruktorzy opracowali nowy model. To jest właściwie prawie ten sam, tylko ulepszony.
http://runners-world.pl/images/blogs/fedorowicz/fedorowicz06.jpg
Co dla jednego jest ulepszeniem, dla drugiego może być zepsuciem. Może normalna stopa nie zauważy różnicy. Leciwa, niestety, zauważy. Czyli że znów muszę zaryzykować, kupić, od nowa sprawdzać, czy ulepszony model będzie mi pasował, stąd moja nienawiść do ulepszaczy i stąd ten wyścig: czy ja wcześniej zdołam się upewnić, że but jest wygodny i bezpieczny, czy też ulepszacze zdołają wprowadzić na rynek model ulepszony, pozbawiając mnie automatycznie możliwości kupienia mojego sprawdzonego.

Zazwyczaj kończy się na tym, że wbrew zaleceniom fachowców, którzy pouczają, że po iluś tam kilometrach buty trzeba bezwzględnie wyrzucić, ja biegam w dziurawych, poklejonych, pościeranych, ale za to cudownie wygodnych. I nie jestem tu wyjątkiem.

Nie będę rzucał nazwiskami, ale na mecie jednego z biegów "Solidarności" w Gdańsku uciąłem sobie rozmówkę z nie byle kim: czołową wówczas naszą maratonką, na której stopach zobaczyłem niemal równie zużyte buty, ale sprytnie podratowane pod względem estetycznym czułą kobiecą ręką. Zauważyła, że przypatruję się z zainteresowaniem uroczym czerwonym plackom na noskach jej butów i poinstruowała mnie, jak najlepiej zamaskować dziurę wybitą przez duże palce. Oboje zgodziliśmy się, że to jest podstawowa wada butów Nike: cały but jeszcze w idealnym stanie, a tam gdzie duży palec – już dziura.

Może to jest zresztą specjalnie tak pomyślane. Fachowcy w laboratoriach długo dobierali tkaninę tak, aby błyskawicznie zużywała się w bardzo widocznym miejscu, co niechybnie doprowadzi do nabycia przez klienta nowej pary. Przecież będzie się wstydził, stojąc na starcie w dziurawych butach – kombinowali.

Ale częściej kombinują inaczej. Ponieważ nie są w stanie pogodzić się z tym, że klient kupi i jakiś czas nie będzie potrzebował nowej pary – kuszą ulepszeniami. Buty z klimatyzacją, poczwórną amortyzacją, elektroniczną wentylacją, buty z pompką, buty z czujnikiem, z nadajnikiem, dżi-pi-esem, buty, które absorbują energię podczas lądowania stopy na podłożu i oddają podczas odbicia, przy czym biegacz jest usilnie przekonywany, że tej oddawanej energii jest więcej niż biegacz miał w sobie na starcie. I tak dalej. I niechby to wszystko trafiało do sklepów nieprzerwanym strumieniem.

Proszę uprzejmie: doceniam potrzebę postępu, świat musi iść naprzód, a także biec naprzód w coraz lepszych butach, ale dołączam nieśmiałą prośbę, żeby nie wycofywać natychmiast butów może trochę gorszych, ale takich, które ktoś pokochał, do których stopy się przyzwyczaiły i za nic nie chcą się odzwyczaić.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze listopad-grudzień 2009

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij