Runner's World poleca:

Usain Bolt: Nadal tu jestem i nadal najlepszy

Poleć ten artykuł:

Przed sierpniowymi mistrzostwami świata Usain Bolt, najszybszy człowiek na Ziemi, nie ma zamiaru zwalniać. W wywiadzie dla RW opowiada o trzymaniu się z dala od rumu, budowaniu swojej legendy i jedynej sprawie, która nie pozwala mu się całkowicie wyluzować... 

Usain Bolt

RW: Kończysz w tym roku 29 lat i od dłuższego czasu jesteś na topie. Czujesz ciężar tych lat, czy już się do tego przyzwyczaiłeś?

U.B.: Dzięki za przypomnienie, że się starzeję! Ale musisz wiedzieć, że co trzy miesiące robię w Niemczech kompleksowe badania swojego organizmu i do tej pory wszystkie zaliczyłem bez problemów. Co prawda czuję, że trening robi się coraz trudniejszy, ale to dlatego, że mój trener wyciska ze mnie więcej niż kiedykolwiek. Zwykle spokojnie wchodziliśmy w sezon, poprawiając wyniki ze startu na start, ale teraz trener kazał mi robić więcej powtórzeń, każde coraz szybsze i z krótszymi przerwami na odpoczynek. Chce wymusić na starzejącym się ciele szybszą adaptację. Mam skoliozę, więc muszę również mocno pracować nad mięśniami korpusu.

Jak przetrwałeś zmarnowany przez kontuzje sezon 2014, w którym wystartowałeś tylko dwa razy?

Miałem farta, że był to relatywnie spokojny sezon. Byłoby dużo trudniej, gdyby był to rok olimpijski albo mistrzostw świata. Brakowało mi, oczywiście, startów, ale powtarzałem sobie, że byłoby błędem wracać za wcześnie i że lepiej wykorzystać ten czas, by wrócić jeszcze mocniejszym. Kopa dawały również opinie, że się skończyłem. Przez to naprawdę mocno przykładałem się do rehabilitacji, żeby, kiedy wrócę, pokazać wszystkim, że nadal tu jestem i nadal jestem najlepszy.

Jak chcesz teraz trzymać się z dala od kontuzji?

Mieliśmy na ten temat inne zdania z trenerem i, o dziwo, on wygrał. Myślałem, że będę musiał być ostrożny i złapać szczyt formy w odpowiednim momencie na najważniejsze starty, ale on czuł, że w moim wieku może to być ryzykowne i że muszę być w gazie cały czas.

A jak jest obecnie z Twoim menu?

Nie jadłem w KFC przez cztery miesiące, co mnie zabija. Próbowałem przekupić mojego kucharza, ale on nie tylko nie bierze łapówek, ale jeszcze goni mnie po całym domu i sprawdza, czy jem to, co przygotował. Kładzie też przede mną witaminy i suplementy, bym ich nie „zapomniał” wziąć. Jem mnóstwo warzyw i nie cierpię ich wszystkich. Do tej pory sięgałem po nie okazjonalnie, a teraz przy każdym posiłku mam jeden talerz tylko na zieleninę. Ale nie mogę już sobie pozwolić tylko na wąchanie ich. By biegać, jak chcę, muszę perfekcyjnie trenować – a odpowiednie jedzenie jest tego częścią. Dlatego wciskam w siebie warzywa (fast food à la Bolt znajdziesz na następnej stronie). Odstawiłem też mocne alkohole, rum i tym podobne, ale pozwalam sobie na Guinnessa czy Heinekena. Faceci muszą mieć coś z życia, prawda?

Nadal mieszkasz ze swoim najlepszym kumplem NJ?

Już nie. Jestem naprawdę blisko poważnego związku, więc mieszam sam, w dodatku bardzo odpowiedzialnie, w Kingston.

Jak Twoja rodzina znosi tę szaloną sławę?

Przez większość czasu jej nie odczuwają. Jedyny moment, kiedy zdają sobie z tego sprawę, ma miejsce wtedy, gdy wychodzimy razem, a ludzie biegną do mnie na ulicy. Do tej pory to się nie zdarzało, ale teraz dzieje się tak nawet w Kingston. Kiedy jednak jesteśmy razem, nadal jest jak dawniej. Nie jestem Usainem Boltem supergwiazdą, ale Usainem Boltem, ich małym synkiem. Kiedy jestem w domu, kładę się z głową na kolanach mamy, wysyłają mnie do sklepu po warzywa – takie zwyczajne, domowe sprawy. Kiedy ostatnio byłem w domu, mama obcięła mi paznokcie u stóp! Nigdy nie jesteś za stary czy za sławny na takie rzeczy.

A jak znosisz ciągłe światła jupiterów?

Zwykle to niezła frajda. Nie jestem typem, który nienawidzi być w centrum uwagi. Najbardziej lubię w tym fakt, że mogę spotykać ludzi, którzy są dla mnie legendą. Ostatnio spotkałem Michaela Jordana, co było fantastyczne. Dla mnie niesamowite było to, że goście tacy jak on wiedzą, kim jestem.

Ale muszą też być ciemniejsze strony?

Absurdalne pytania dziennikarzy. Na Igrzyskach Wspólnoty Narodów w zeszłym roku miałem ich pełny zestaw: począwszy od tego, czy kiedykolwiek ubiorę kilt, po komentarz na temat szkockiego referendum niepodległościowego. Każdy chce znać moje zdanie na każdy temat, co bywa męczące, ale taka robota.

Naprawdę nazwałeś Igrzyska Wspólnoty Narodów gównianymi?

A jak myślisz? Nie byłem szczęśliwy, kiedy poszła taka plotka, ale potem śmialiśmy się z tego z moim agentem Rickym Simmsem. Gdybym miał powiedzieć coś takiego, to nie użyłbym tego określenia – tak nie mówią Jamajczycy. Powiedziałbym „zasrane”, ale nie powiedziałem nic. Jestem celebrytą i ludzie próbują zrobić sobie na mnie nazwisko przez powiązanie mnie z jakimiś szemranymi sprawami. Nic na to nie poradzę.

Co Cię czeka w najbliższych kilku latach?

W tym roku są mistrzostwa świata w Pekinie, a za rok igrzyska w Rio. Chciałbym wtedy zakończyć karierę, ale moi sponsorzy liczą, że pociągnę jeszcze jeden rok i odwieszę kolce na kołku po mistrzostwach świata w Londynie w 2017 roku. Plan jest taki, by zdobyć trzy złota w Pekinie i trzy w Rio, by zdobyć triple triple, a potem jeszcze jeden w Londynie, gdzie pobiegnę tylko na 100 m. Mówiąc w skrócie, moim celem jest niekończąca się dominacja...

Co daje Ci motywację?

To zawsze próbuje odkryć mój trener. W przeszłości czasem koncentrowaliśmy się na zegarze i łamaniu rekordów, a czasem na zdobywaniu medali. Teraz najbardziej zależy mi na zbudowaniu legendy. Już jestem największym sprinterem w historii, ale jeśli nadal będę zdobywał złota, mogę zostać największym sportowcem wszech czasów. Któregoś dnia ktoś może złamać moje rekordy, ale by przyćmić moją legendę, będzie musiał wygrać więcej niż ja. Im więcej wygram, tym wspanialsza będzie moja kariera i trudniej będzie ją przyćmić. To właśnie sprawia, że nadal mam ochotę wstawać z wyrka i trenować.

Tagi: Usain Bolt | wywiad | dieta | trening

Oceń artykuł:

4.7

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij