Runner's World poleca:

Wciąż w biegu

Poleć ten artykuł:

Czego pragnie sportowiec, który siedem razy z rzędu wygrał najsłynniejszy wyścig kolarski na świecie i pokonał raka? Lance Armstrong chce biegać. Dlaczego? Na to i na inne pytania odpowiedział nam przed startem w swoim pierwszym maratonie. 

Zobacz całą galerię

Przeciętnie sprawnej osobie 16 tygodni wystarczy, by dobrze przygotować się do udziału w maratonie. Jednak nawet najbardziej wysportowany człowiek na świecie miałby małe szanse na wyrobienie sobie maratońskiej kondycji, gdyby jego rozkład zajęć przypominał ten, według którego działa Lance Armstrong.

Wyścigi samochodowe w Indianapolis, wizyta promocyjna w Nowym Jorku, wypad do Hollywood, wykład na uniwersytecie w Bostonie, impreza charytatywna w Kalifornii, przeprawa rowerowa przez stan Iowa, co drugi weekend spędzony z dziećmi w Austin w Teksasie, wreszcie wizyty u kumpla Matthew Mcconaugheya w South Beach.

Gdy prowadzisz życie ciągle w biegu, może zabraknąć ci czasu... Na bieganie. Cóż, widocznie tak wygląda emerytura, gdy masz 35 lat i jesteś siedmiokrotnym zwycięzcą morderczego Tour de France. Zwłaszcza gdy wciąż chcesz się dobrze bawić, intensywnie wspierasz walkę z nowotworami i masz do swojej dyspozycji prywatny odrzutowiec.

Jedno jest pewne - w takim planie dnia ciężko upchnąć długodystansowe biegi i treningi wytrzymałościowe. Armstrong od początku podkreślał, że zależy mu przede wszystkim na samym udziale w New York Marathon, ale nawet tę z pozoru niewysoko zawieszoną poprzeczkę niełatwo przeskoczyć.

Jednak duch walki nie jest Armstrongowi obcy. Widać to wyraźnie podczas treningów. 8 kilometrów przebiegniętych z nim wzdłuż rzeki Willamette dowodzi, że słynny kolarz potrafi biegać. Chociaż ma nieco sztywną postawę kolarza z dwudziestoletnim stażem, już po 2 kilometrach odstawia mnie i dwóch kolegów ze swojego teamu i ostro wyrywa do przodu.

W życiu Armstronga widać pewien konflikt interesów. Lance chciałby być „zwykłym facetem", ale nie może też wyzbyć się chęci bycia kimś więcej - sławnym i wpływowym. Podobny brak konsekwencji da się zauważyć, gdy słucha się o celach, jakie wyznaczył sobie w związku z maratonem.

Chociaż Lance jest niezwykle pewny siebie, wie, że przebiegnięcie ponad 40 km to prawdziwe wyzwanie dla sportowca. Dlatego wciąż podkreśla, że chce biec w środku peletonu. Tyle że przy okazji dodaje, że chciałby pokonać cały dystans w 2 godziny 45 minut. A jeśli zabierze się za bieganie na poważnie, to... kto wie.

Runner's World: Pokonałeś raka już dobrych kilka lat temu. A jak czujesz się dziś?

Lance Armstrong: Wszystko OK. Odpukać, nie mam żadnych problemów ze zdrowiem.

Podczas treningu świetnie się spisałeś. Chwilami osiągałeś nawet tempo na poziomie 4:5, 4:0.

Mogę biec bardzo szybko, jeśli tylko zechcę. Problem w tym, że jeżeli dziś dam sobie w kość podczas treningu, mocno to odczuję na drugi dzień.

Bolą Cię mięśnie?

Doskwiera mi lewy zginacz biodrowy. Droga od jazdy na rowerze do biegania jest bardzo wyboista. Podczas biegu występują silne wibracje i przeciążenia. O dziwo, nie mam żadnych problemów z kolanami, z dolnym odcinkiem kręgosłupa, kostkami czy goleniami. Krótko mówiąc - nie odczuwam dolegliwości typowych dla biegaczy. W treningach przeszkadza mi tylko ból lewego zginacza biodrowego.

 

Tagi: Lance Armstrong | NYC Marathon | maraton

Oceń artykuł:

--

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij