Runner's World poleca:

Wspierajmy polskich biegaczy [list czytelnika]

Poleć ten artykuł:

Pan Rafał napisał do redakcji, po tym jak się dowiedział, jakie wynagrodzenie otrzyma za swój start w Warszawie Henryk Szost. Uważa, że powinniśmy bardziej wspierać najlepszych polskich biegaczy i podsuwa rozwiązanie organizatorom biegów w naszym kraju.

henryk szost, orlen warsaw marathon

Po obejrzeniu relacji z ostatniego Orlen Maratonu, a szczególnie finiszu naszego najlepszego maratończyka Henryka Szosta, pomyślałem sobie: "Dobrze chociaż, że zarobi trochę kasy, ba jakby miał się za darmo aż tak męczyć to szkoda zdrowia".

Ale z ciekawości sprawdziłem, jakie były nagrody w tym biegu i włosy mi dęba stanęły - nie z powodu wysokości tych kwot, ale ze sposobu ich podziału. Otóż nasz najlepszy polski maratończyk - rekordzista kraju, jedyny Europejczyk, który stawił czoło najlepszym czarnoskórym biegaczom podczas Orlen Warsaw Marathon - zarobił na tym, i to nie jest żart, 1500 zł (słownie: tysiąc pięćset złotych). Podczas gdy ośmiu zawodników przed nim łącznie zgarnęło 161 000 zł.

Oczywiście Pan Henryk otrzymał jeszcze 8 000 zł za wygranie Mistrzostw Polski w maratonie, ale to nie zmienia faktu, że na około 20 000 tysięcy startujących Polaków i około (nie liczyłem, strzelam) 20-30 startujących obcokrajowców, kilka osób z tej małej grupki wywiozło z Polski ponad 160 tyś. zł, a nasi zawodnicy zarobili coś około 30 tyś. zł i to tylko dlatego, że równocześnie były rozgrywane Mistrzostwa Polski.

Nie jestem przeciwko startom obcokrajowców w Polsce, czy jakiejkolwiek dyskryminacji wobec nich, chodzi mi tylko o to, aby promować polskich zawodników. Dlaczego nie można było zrobić odwrotnie za wygraną w Mistrzostwach Polski dać 70 000 zł, a za wygraną w maratonie OPEN 10 000 zł. Przecież zawodnicy Kenijscy czy Etiopscy i tak by przyjechali, a zawodnicy Polscy być może staraliby się jeszcze bardziej.

Jeśli prawnie takie rozwiązania jest nie do przyjęcia to można zmniejszyć o połowę wygraną w OPEN, a pozostałą część pieniędzy przeznaczyć na wygrane dla najlepszych dziesięciu Polaków, najlepszych mieszkańców województwa, powiatu czy nawet danego miasta, w którym odbywa się bieg (ponieważ problem dotyczy nie tylko Orlen Warsaw Maraton, ale także wielu innych biegów, nie tylko maratonów, w których startują obcokrajowcy).

Przecież Polaków było prawie 20 tys. to oni, czyli My, tworzymy te biegi. Jeśli nie będzie Nas, nie będzie biegu, bo raczej nikt nie zorganizuje imprezy dla 10 Kenijczyków czy Etiopczyków. A może? Przecież wiadomo, że z całym szacunkiem dla Pana Henryka Szosta i innych znakomitych Polaków nie mamy szans wygrać z czarnoskórymi biegaczami (pierwszy z nich w Warszawie, byłby dopiero 7 w Londynie), z góry wiadomo, że to oni zajmą miejsca na podium.

Zatem dlaczego nie zmienić formuły nagradzania. Niech sobie biegają, niech wygrywają puchary, nagrody rzeczowe i medale, nie bronię im, ale nagrody pieniężne dajmy najlepszym Polakom, nieważne czy najlepszy z nich przybiegnie pierwszy, trzeci czy dziewiąty. Skoro większość pieniędzy (bo nagrody rzeczowe raczej ich nie interesują) zabierają czarnoskórzy zawodnicy, to jaką motywację (oczywiście oprócz chęci bycia najlepszym) mają mieć polscy, czołowi biegacze i nie chodzi mi tylko o zawodowców, bo oni jeszcze mają sponsorów, ale chociażby o amatorów, o których napisaliście w ostatnim numerze Runner's World.

Cytuję: "Żeby być elitą amatorów, trzeba się nastawić na to, że bieganie nic człowiekowi nie da. Chociaż nie. Damian Glapiak wygrał raz 500 zł, raz mikrofalówkę i raz suszarkę". A pan Damian biega piątkę w 15:20, dychę poniżej 31 minut, a maraton raz przebiegł w 2:26:36, trenuje 5 razy w tygodniu po około 2 godziny - właśnie tacy ludzie powinni dostawać nagrody pieniężne za swoją pracę.

Ale, jak widać, ich nie dostają, ponieważ tam gdzie są nagrody pieniężne, zaraz są biegacze z Afryki (ewentualnie z Ukrainy). Rozwiązanie jest banalnie proste: za wygraną w biegu nagroda rzeczowa i puchar, za pierwsze kilka miejsc dla Polaków nagrody pieniężne. I zwycięzcy będą zadowoleni (mam nadzieję), a i polscy biegacze będą coś mieli dla siebie.

I chodzi tu o Polaków urodzonych w Polsce, bo w przeciwnym wypadku zaraz znajdą się "biznesmeni" promujący czarnoskórych zawodników, którzy będą próbować omijać ten zapis w regulaminie, ale to już inna historia.

Na koniec tylko dodam, niech organizatorzy biegów w Polsce przemyślą sprawę rozdziału i przyznawania nagród pieniężnych, bo niedługo zamiast wielu wspaniałych biegaczy w Polsce, będziemy mieli wielu wspaniałych hydraulików/murarzy/kelnerów w Niemczech, Irlandii czy Norwegii, którzy kiedyś biegali w Polsce.

Tagi: nagrody biegi | Henryk Szost

Oceń artykuł:

4.3

Skomentuj (1)

Bob1991, 8 maja 2015, 19:23

Mój pierwszy post na forum zatem witam wszystkich. A co do artykułu to dobrze, że w końcu ktoś to zauważył i próbuje nagłośnić. Lepiej późno niż wcale. Sam kilkakrotnie brałem udział w zawodach gdzie kilku Kenijczyków zgarniało wszystko co ciekawsze, dobrze, że są jeszcze kategorie wiekowe, bo bez tego to rzeczywiście nie ma oco walczyć. Przecież nie trzeba zabierać od razu całej kasy dla Polaków, chociaż tak by było najlepiej. Propozycja autora jak najbardziej realna i ciekawa. Popieram.
przejdź do forum

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij