Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

2010.11.22

Zaklinacz dobrej energii

Piotr Pogon na mecie Lewa Marathon w Kenii (fot. archiwum prywatne)
Malwina Pająk
Nowotwór, bankructwo, częściowa utrata słuchu - nic nie było w stanie powstrzymać go od pokonywania kolejnych kilometrów. Piotr Pogon nie biega za medalami. Biegnie, by dawać nadzieję i porwać za sobą innych.

Gen sportowca odziedziczył po ojcu. "Tato ma 70 lat, a wciąż biega i popisuje się szpagatami przed wnukiem" - mówi Piotr. Jako dziecko pokochał narty, na lodowisku praktycznie mieszkał, a latem starsi koledzy zapraszali go do klubu "killerów piłkarskich" - stał na bramce. Efekt? Ręce złamane 14 razy plus trening wytrzymałości na przyszłość. Żartuje, że jako 15-latek regularnie uczestniczył w sprinterskiej sztafecie z ZOMO po każdej mszy za ojczyznę.

Miał 16 lat, gdy z bólem szyi i ucha wrócił do domu z obozu wędrownego w Tatrach. "Przeziębienie" okazało się guzem w gardle. Był szpital, krwotok i ciężka walka o przetrwanie. Wygrał, nieświadomy, że to dopiero początek zmagań z chorobą.

 

Czas na bieg

Jest 1993 rok. Piotr ma 26 lat, żyje na pełnych obrotach: własna firma, rodzina, mnóstwo planów na przyszłość. Nowotwór atakuje ponownie. "Wkurzyłem się. Miałem żonę, dziecko - nie mogłem wtedy odejść". Były przerzuty, usunięto mu lewe płuco. Kilka dni po wypisaniu ze szpitala wsiadł na rower i przejechał 40 kilometrów. Spał potem dwa dni, ale wiedział, że jest na tyle silny, by pokonać chorobę i... dalej żyć pełną parą.

Oddał się pracy - jego firma jako jedna z pierwszych w Polsce zajmowała się wówczas ceramiką reklamową. "Byłem biznesmenem pełną gębą. Dosłownie. Każdy poranek zaczynałem od lektury "Rzepy" i czterech pączków. Spędzałem w firmie niemal 24 godziny na dobę, zaniedbałem sport". Dojście do wagi 98 kg było jak zimny prysznic. "Ćwiczyłem trzy razy w tygodniu, bez widocznych rezultatów. Zacząłem biegać i to był strzał w dziesiątkę.

Trening siłowy, w połączeniu z aerobowym, spowodował spadek wagi. Czułem się coraz lepiej" - opowiada. Biegał 10, potem 15 km. Sam ustalał program ćwiczeń, nauczony doświadczeniem, że najlepiej wsłuchiwać się w swój organizm. Wziął udział w pierwszych w swoim życiu poważnych zawodach - krakowskim "Półmaratonie Marzanny". Teraz nazywa to "raczkowaniem", ale wtedy złamanie 21 kilometrów dało mu motywację do dalszych treningów.

Poleć ten artykuł
Poleć ten artykuł
Poleca:
5
osób
WYSZUKIWARKA
KALENDARZ BIEGÓW

Więcej opcji

Dodaj bieg

Szukaj
Zagraj w Age of Crusaders
DOŁĄCZ DO RW
NEWSLETTER
Podaj swój adres email:
BAZA BUTÓW

Znajdź buty do biegania dla siebie

więcej opcji

Szukaj
Motor Presse Polska sp. z o.o.