[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.5

Załoga Górska: rodzina, którą połączył wolontariat

Krojenie, nalewanie, zapisywanie. Woda, cola, arbuzy. Ser w kosteczkę, kabanoski w plasterki. Motywacyjne okrzyki. Nie ma czasu zobaczyć, kogo na kogo pokrzykuje, bo grozi to utratą palca. Pytania: "Ilu przede mną?" "Gdzie biec?" Armagedon? Szaleństwo? Nie. Wolontariat.

Wolontariat na zawodach Ania Kuziomko z Adamem Telagą z Załogi Górskiej „delikatnie nawadniają” biegacza. (fot. Małgorzata Telega).

"Jak to pan schodzi z trasy? Otóż nie, nie schodzi pan! Chwila odpoczynku, dam panu arbuza, napije się pan izotoniku, może się na chwilę położyć, a potem do boju, meta już blisko, kilkanaście kilometrów. Jest pan świetny!” – Olga Słonina nie odpuszczała biegaczom, którzy na Przełęczy Kłodzkiej, na 215. kilometrze ultramaratonu, chcieli zrezygnować z dalszego biegu.

A oni karnie słuchali wówczas niespełna 18-letniej wolontariuszki debiutanki, a dziś pięć lat starszej koordynatorki 200-osobowej, słynnej już w całej Polsce Załogi Górskiej. Wtedy biegacze dawali radę, dobiegali do mety – i nadal tak jest. Słuchają wolontariuszy: dzięki nim pokonują cierpienie, ból, przebijają psychiczne ściany i osiągają swój cel. Po biegu zaś odszukują ich, przytulają i tłumaczą: „Gdyby nie to, co mi pani wtedy powiedziała, gdyby nie wolontariusz, który mnie dobrze skierował, gdyby nie ten chłopak, który nakarmił mnie arbuzem... Jesteście wspaniali”.

A, jak zgodnie mówią wolontariusze, nie ma dla nich większej radości i nagrody niż wdzięczność biegaczy, których oni wprawdzie uważają za szaleńców, ale szczerze podziwiają i wspierają, pracując dla nich czasem dwadzieścia godzin na dobę. A organizatorzy (i sami biegacze) na całym świecie wiedzą, że gdyby nie wolontariusze, większość imprez nie miałaby specjalnego sensu i niepowtarzalnej atmosfery, nie mówiąc już o tym, że trudno byłoby w ogóle je zorganizować. Skąd oni się biorą?

REKLAMA

REKLAMA

Wolontariat na zawodach Wolontariusze z Załogi Górskiej na Orłowcu. Na zdjęciu m.in. Radek Telega, Maciek Machynia, Karolina Makos-Machynia, Mariusz Machynia, Natalia Kaczorowska, Grzesiu Baran, Sebastian Dziurdzikowski, Bartek Motyka i Grzegorz Marzec. (fot. Małgorzata Telega).

Drogowskaz z arbuzem

Na przykład z faktoringu. Sylwia Niezgódka ma męża ultrasa. Jakieś sześć lat temu pojechała za nim na zawody do Kotliny Kłodzkiej. „Córka na obozie, co ja będę tam robiła tyle godzin?” – pomyślała i zgłosiła się na wolontariat. „I tak wsiąkłam, że jestem wolontariuszką do dziś. Okazało się, że trafi łam do niesamowitej grupy ludzi, która jakieś trzy lata temu tak się zgrała i zaprzyjaźniła, że stała się Załogą Górską, a nawet, jak to ktoś określił, wolorodziną, czyli wielką rodziną wolontariuszy” – opowiada Sylwia, która ostatnio najczęściej jest wolontariuszką w biurze zawodów, ale robiła już niemal wszystko: od przygotowywania i wydawania pakietów startowych ( jak się ustawił w odpowiedniej kolejce, to także Tomkowi, czyli własnemu mężowi), po „zbieranie trasy” (czyli kilkukilometrowy marsz ze sprzątaniem po biegu).

Czytaj też: Kiedy organizator odwołuje bieg: Zawody od kuchni

A w międzyczasie zawsze jest robota w oku cyklonu, czyli na punktach odżywczych. Na przykład na Błędnych Skałach, 7 kilometrów przed metą Supermaratonu Gór Stołowych z metą na Szczelińcu. Tam miała przygody, które uświadamiają, że wolontariusze, poza swoim codziennym, standardowym zestawem zadań, czasem stają się GOPR-owcami, a innym razem pogotowiem ratunkowym.

„Był upał i jeden z biegaczy dostał u nas tak potwornych skurczy, że nie mógł ustać na nogach. Był odwodniony, strasznie cierpiał, więc ratowaliśmy go, jak mogliśmy, masowaliśmy, w końcu wsadziliśmy do samochodu i zwieźliśmy na dół, gdzie zajęły się nim służby medyczne. Z kolei rok później, zimą, inny zawodnik był tak wyziębiony, że wpadał w hipotermię. Opatuliliśmy go kocami, włączyliśmy silnik, żeby nagrzać samochód i jakoś go z tego stanu wyciągnęliśmy” – opowiada Sylwia, z zawodu finansistka, która – jak to często bywa – wciągnęła do wolontariatu całą rodzinę.

REKLAMA

Wolontariat na zawodach W biurze zawodów praca wre. Można tam spotkać Sylwię Niezgódkę i Olę Blecharczyk (fot. Małgorzata Telega).

Córka Julka, lat 15, ani myśli biegać w zawodach (to też częste u wolontariuszy), za to już pomaganie biegaczom to dla niej sposób na pełne przygód wakacje i nawiązanie wielu przyjaźni. Choć czasem roboty jest tyle, że człowiek pada z nóg, niczym ci, którym się pomaga. Tomek Niezgódka, kiedy sam akurat nie startuje, też wspiera kolegów na trasach. „Ostatnio był »drogowskazem «. To też odpowiedzialne zadanie.

Wolontariusze stają na zakrętach i krzyczą, gdzie teraz biec. Przydaje się bardzo, bo biegacze są rozpędzeni, nie widzą oznaczeń, a często pod koniec biegu już nawet nie kontaktują, tylko wydyszą: »Gdzie teraz? Gdzie teraz?«” – opowiada jego żona Sylwia, która także trochę próbuje biegać, żeby poczuć to, co czują jej „podopieczni”. Na razie jeszcze spokojnie, ale zaliczyła już 10-kilometrową ucieczkę przed metą podczas biegu „Wings for Life”.

Olga: biegnij, dasz radę!

Olga Słonina, poznanianka, ale pochodząca z dolnośląskiego Barda, która wraz z Sebastianem Dziurdzikowskim spaja wszystkich wolontariuszy z Załogi Górskiej, nie bardzo może rozmawiać – jest na Mazurach. Nie na wakacjach: od kilku dni „biega”, koordynując pracę wolontariuszy na ultramaratonie i całym zestawie biegów w Starej Jabłonnie. Wprawdzie w przyszłości może trafi ć do więzienia albo w inne równie trudne środowiska (jej zawodowa specjalizacja to resocjalizacja z kryminologią), ale na razie biegowy wolontariat to przygoda, a właściwie szkoła życia – zawodowego i towarzyskiego.

REKLAMA

REKLAMA

Wolontariat na zawodach Wolontariusze to nie tylko transport wody, podawanie jedzenia czy depozyty. Trochę „biegania z laptopami” też jest niezbędne. W akcji Łukasz Buszka (fot. Małgorzata Telega).

Jest współtwórczynią liczącej już ponad 200 osób Załogi Górskiej, która „obstawia” przede wszystkim imprezy organizowane przez Piotra Hercoga (Zimowy Półmaraton i lipcowy Maraton Gór Stołowych, Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich) oraz Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady. Załoga pomaga też w organizacji letniego i zimowego wielkopolskiego Forest Run, Ultra Mazurów, Kaszubskiej Poniewierki.

„Zaczęło się pięć lat temu, tuż po maturze, od braku planów na wakacje. Przeczytałyśmy z Agnieszką ogłoszenie o poszukiwaniu wolontariuszy do pierwszego dolnośląskiego festiwalu biegów i pomyślałyśmy, czemu nie. Ustawili nas w punkcie odżywczym na przełęczy na 215. kilometrze – wspomina Olga, która właśnie wtedy krzyczała: „Niech się pan nie poddaje, jesteś świetny, człowieku!”, a potem brała udział w poszukiwaniach zaginionej zawodniczki (pogubiła się i odnalazła w Czechach). – Z roku na rok już ze środka całego zamieszania obserwowałam wielki boom na bieganie w Polsce, a nasza grupa wolontariuszy przeradzała się w coraz większą i zgraną grupę przyjaciół. Znajomi mówili znajomym, w jak świetnej atmosferze można pomagać biegaczom. I tak trafiają do nas ludzie z całego kraju, całe rodziny, ludzie w różnym wieku, z przeróżnym spojrzeniem na świat, zwariowanymi pomysłami, poczuciem humoru i wspólnym podziwem dla tych szalonych biegaczy, których jest już tysiące” – opowiada.

Nazwali się Załogą Górską, stworzyli logo, zaopatrzyli w koszulki i czarne bluzy. Gdy kończą się biegi, nie tracą kontaktu. Spotykają się, wyjeżdżają razem na wyprawy górskie i wakacje. Są otwarci, dlatego zapraszają do swojego grona każdego, kto ma ochotę na wspólną przygodę, ale też odpowiedzialną, ciężką robotę. Tego biegacze nie wiedzą, ale kiedy przygotowują się do startu, trwają wielokilometrowe wyprawy wolontariuszy na znakowanie tras i kilkudniowe przygotowania logistyczne.

REKLAMA

Wolontariat na zawodach Kiedy bieg się kończy, wolontariusze wyruszają... na trasę. Jeszcze tylko kilka godzin sprzątania i można ustawić się do pamiątkowego zdjęcia (fot. Małgorzata Telega).

„Tniemy i spinamy taśmy znakerskie, laminujemy, przygotowujemy numery startowe, mapy, gadżety, pakiety, banery i wykonujemy dziesiątki innych »robótek ręcznych«” – Olga Słonina wie jednak, że większość rozumie, że to nie zrobi się samo i nawet jak komuś zdarzy się ofuknąć za coś wolontariusza, to najczęściej, gdy ochłonie, odnajduje go i przeprasza.

Narzeczony i arbuzy

„Ja mam już takie nawyki, że jak byłam w górach Rumunii i zobaczyłam wstążki na drzewach, to pomyślałam: »O, zostawili to po biegu, trzeba posprzątać«” – śmieje się Natalia Kaczorowska, studentka fizjoterapii z Wrocławia. Kiedy pięć lat temu pojechała do Pasterki na festiwal poezji śpiewanej, nie przyszło jej do głowy, że z tej poetyckiej atmosfery trafi wprost na oznaczanie trasy pobliskiego supermaratonu. I odtąd co kilka miesięcy będzie wychodzić na przykład o czwartej rano i przez 20 kilometrów wieszać tasiemkę za tasiemką, na zmianę ze strzałkami kierunkowymi, a przy okazji zrobi sobie kolorowe graffiti na asfalcie (czyli strzałki). I że na biegu spotka Grześka, który nie tylko stanie się kolegą wolontariuszem, ale też narzeczonym. I że jej chłopak będzie zasuwał z taczkami pełnymi arbuzów, które ona na punktach odżywczych będzie kroić, by ratować życie kilkuset biegaczom. Zresztą o tych ich arbuzach wie już cała wolontariacka Polska.

REKLAMA

REKLAMA

Wolontariat na zawodach Karolina Brach, Sebastian Dziurdzikowski i Olga Słonina, czyli wolontariusze, którzy koordynują robotę całej Załogi Górskiej (fot. Małgorzata Telega).

„Wymyśliliśmy te arbuzy parę lat temu. Potem przybywało biegaczy, więc to zaczęło nam iść w setki kilogramów, a nasi wolontariusze zaczęli wymyślać przeróżne patenty na ich sprawne krojenie. Kupują specjalne noże, foremki i niesamowicie z tym zasuwają” – śmieje się Piotr Hercog, słynny ultramaratończyk i organizator biegów, przy których powstała i działa Załoga Górska. Tłumaczy, że bez wolontariuszy nie da się po prostu zorganizować żadnego biegu, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Nie tylko ze względów finansowych – oni są po prostu jego częścią, tworzą atmosferę imprez biegowych.

„Organizowałem dziesiątki imprez i widzę, że właśnie wolontariusze oddają najwięcej serca i wszystkie siły tym imprezom. A biegacze to czują. Widzą, jak wielkie mają w nich wsparcie. Na bufetach są przez nich traktowani jak bohaterowie” – mówi Hercog, którego dzieci też przystąpiły do Załogi Górskiej i ostatnio napełniały bidony biegaczy colą i izotonikami.

Na szczęście nie miodem, bo czasem bywa ciężko, czasem wesoło, a czasem strasznie – jak wtedy, gdy Agnieszka Piasecka swoje chwile grozy przeżyła na bufecie w środku lasu, po informacji, że chyba obok nich jest niedźwiedź. Okazało się, że to tylko omamy zawodnika, który usłyszał, że „coś zawarczało”. Biegacze – nie straszcie wolontariuszy, bo następnym razem zamiast się uśmiechnąć, to oni zawarczą.

RW 09/2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij