Runner's World poleca:

Zdzisław "Krzyś" Krzyszkowiak: Kariera z przeszkodami

Poleć ten artykuł:

Nie myślał, że jest "pechowcem", choć to los pozbawiał go wielkich sukcesów. Na IO w 1956 r. zajął w biegu na 10 000 m 4. miejsce, a w finale na 3000 m nie wystartował w ogóle. Dlaczego? Zwyczajnie miał pecha - w wiosce olimpijskiej pogryzł go pies.

Zdzisław Krzyszkowiak

Na igrzyskach olimpijskich w Melbourne także miał pecha: Władimir Kuc nadepnął go swoimi kolcami na palec. Jednak te przeciwności losu jedynie determinowały charakter "Krzysia", jak na niego mówili koledzy z "Wunderteamu". Talent Krzyszkowiaka narodził się bowiem w kuźni Jana Mulaka. To na bieżni w Wałczu w 1961 roku ustanowił rekord świata w biegu na 3000 metrów z przeszkodami.

Dziecko wojny

Rok 1948. Niespełna 3 lata od zakończenia II wojny światowej. Zdzisław Krzyszkowiak ma 19 lat i przebytą ciężką chorobę – tyfus. Wychudzony, żylasty, nie przypomina gwiazd lekkiej atletyki zza oceanu ani sowieckich asów. Od roku trenuje bieganie. Postanawia sprawdzić się w Biegu o Puchar Przechodni "Życia Olsztyńskiego".

Do pokonania nietypowy dystans 3,5 kilometra. Na metę wbiega jako trzeci. Po latach "Krzyś" przyzna, że dał się wyprzedzić dwóm rywalom, bo bał się… zabłądzić. Znając go, wiemy, że to nie tłumaczenie się z 3. miejsca, tylko naprawdę tak było. Jako nastolatek nie miał łatwego życia. Musiał harować na gospodarstwie u Niemca. Niesprawna prawa ręka utrudniała mu ciężką pracę.

Ale Zdzisiek był "charakterny". Zaciskał zęby i wykonywał wszystkie prace. Czy już wtedy wiedział, że będzie biegaczem? Z pewnością miał to, co w sporcie jest równie ważne jak talent – charakter. Pomimo tyfusu, który dosłownie zwalił go z nóg i musiał na nowo uczyć się chodzić, jego organizm był mocny. "Krzyś" lubił biegać. Jako 18-latek wygrał w zawodach szkolnych.

Cel: najwyższe podium

Polska w latach powojennych potrzebuje sukcesów. Rywalizacja przenosi się na stadiony. 21-letni Zdzisław Krzyszkowiak trafia do "Legii", a w 1952 r. jest już w kadrze narodowej. Formę szlifuje w Wałczu pod okiem Jana Mulaka. Na swoich pierwszych igrzyskach olimpijskich w 1956 r. zajął w biegu na 10 km miejsce tuż za podium. Szczyt formy, a za nim przychodzi pasmo sukcesów.

Na mistrzostwach Europy w Sztokholmie w 1958 r. triumfował na dwóch dystansach – 5 i 10 kilometrów. Pod wrażeniem występów polskiego biegacza był Emil Zatopek, już wówczas legenda biegów, mający na swoim koncie 18 rekordów świata. Po finałowym biegu na 10 000 m podszedł do Krzyszkowiaka, uścisnął mu dłoń i powiedział, że Polak jest obecnie najlepszym biegaczem na świecie. Nie mylił się.

Występ w Sztokholmie sprawił, że w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" został wybrany najlepszym sportowcem Polski w 1958 r., a dziennikarze sportowi wybrali Polaka najlepszym biegaczem na świecie. "To była wielka postać. On się pchał do przodu tylko na bieżni. W życiu gdzieś skromnie się chował" – podkreśla sławny komentator radiowy Bohdan Tomaszewski.

Pobił rekord świata i pokonał Rosjanina. W 1960 r. podczas meczu Polska – ZSRR w Tule "Krzyś" ustanowił rekord globu w biegu na 3000 m z przeszkodami (8.31,04), odbierając go innemu Polakowi – Jerzemu Chromikowi. Nic tak nigdy nie cieszyło Polaków, jak pokonanie w sportowej walce Rosjan. W pamiętnym meczu Polska – ZSRR, 26 czerwca 1960 r., Krzyszkowiak starł się z Rosjaninem Nikołajem Sokołowem. O rekordzie świata Polaka i zwycięstwie zadecydował ostry finisz, który porwał publiczność.

W 1960 roku Krzyszkowiak był w szczycie formy. Dwa miesiące po złamaniu rekordu pojechał jako faworyt na igrzyska olimpijskie w Rzymie. Start pod presją działaczy, kibiców i dziennikarzy na pewno przytłacza. "Krzyś" po raz kolejny pokazał, że jest "charakterny". W pięknym stylu zdobył złoty medal na 3000 m z przeszkodami, wyprzedzając na ostatniej przeszkodzie Rosjanina… Nikołaja Sokołowa. Nie trzeba nawet wspominać ogromnej radości polskich kibiców i zgrzytania zębów sowieckich działaczy.

Złota passa Krzyszkowiaka trwa. Światowe agencje prasowe w 1961 r. informują, że w Wałczu Polak ponownie poprawił rekord świata na 3000 m z przeszkodami, osiągając czas 8.30,4. "Krzyś" nie poprawiał swojego rekordu sprzed roku. W międzyczasie rekord odebrał mu… tak. Rosjanin. Grigorij Taran. Tadeusz Kępka, jeden z trenerów "Wunderteamu", powiedział Krzyszkowiakowi, że rekord jest w jego zasięgu. Codziennie obserwował jego treningi na bieżni w Wałczu. I to właśnie tu, podczas kontrolnych zawodów, fenomenalny "Krzyś" bije rekord Rosjanina. Koszty tego biegu są jednak tragiczne.

Nasz biegacz ma zerwane ścięgno Achillesa. Jeszcze przed startem narzekał na ból w lewej nodze. Presja jednak była zbyt wielka i wystartował. To nie był żaden międzynarodowy mecz, ale na stadion "polowy" w Wałczu przyszły ponad 3 tysiące kibiców! "Krzyś" nie chciał ich zawieść.

Żelazny charakter

"Krzysia" prześladowały kontuzje . Naliczył ich podczas swojej kariery przynajmniej 27! Bohdan Tomaszewski nie bez kozery książkę o Krzyszkowiaku zatytułował "Kariera z kolcami". Męczył się, gdy musiał siedzieć na ławce podczas prestiżowego meczu lekkoatletycznego Polska – Węgry w 1956 r. W tamtych latach to Węgrzy byli potęgą w lekkoatletyce, zwłaszcza w biegach długich. Iharos, Rozsavolgyi, Rozsnyoi, Tabori, Kovacs, Szabo – poprawili rekordy świata na dystansach od 1500 do 10 tysięcy metrów.

Tagi: Zdzisław Krzyszkowiak | historia biegania

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij