Runner's World poleca:

Zola Budd: Biegam, żeby zachować spokój

Poleć ten artykuł:

Opowiemy wam pewną historię. Historię, która mogłaby być kanwą scenariusza hollywoodzkiego filmu. Jest w niej bowiem wszystko: ambicja, porażka, miłość, śmierć, hańba i nadzieja. Bohaterką opowieści jest Zola. Zola Budd. Filigranowa biegaczka z Pretorii.

Zola Budd

Na uniwersyteckie przełaje zawodniczki przyjechały z całych Stanów. Każda z nich zapewne miała w głowie nie tylko start w biegu, ale także jakiś osobisty problem. Jednak żadna z pewnością nie była tak napiętnowana, jak ta biegaczka w średnim wieku, o kręconych włosach – światowym skandalem i osobistą stratą.

Była drobnej, ale silnej budowy ciała, miała 42 lata, brązowe, kręcone włosy. Biegaczki wiedziały, że jest to bieg otwarty. Każdy mógł w nim uczestniczyć. Ale co robiła między nimi ta kobieta? Weterani mają swoje biegi. Może chciała przebiec po prostu kilkaset metrów i zejść z trasy? Kiedy wystartowały, młode zawodniczki spojrzały porozumiewawczo na siebie. Ta pani w średnim wieku miała doskonałe, profesjonalne ruchy, długi, sprężysty krok. Trenerzy zauważyli to od razu.

Biegła w czołówce. Pierwszą milę pokonała w 5 minut i 18 sekund. Zwykła biegaczka amatorka nie odważyłaby się na takie szaleńcze tempo i to w tak pofałdowanym terenie. Miała przed sobą długi podbieg, potem zbieg i kolejny podbieg. Radzono jej przed startem, by nie szarżowała. Ale ona zignorowała te uwagi. Biegła jak na prawdziwych zawodach. W końcu jeden z trenerów nie wytrzymał i krzyknął: „Biegnij, Zola!”. „Zola?!” – zapytali pozostali. „To niemożliwe!”.

Wystarczy wspomnieć nazwisko Zoli Budd amatorowi biegów na bieżni i na pewno udzieli jednej z trzech odpowiedzi. Biegała boso, była z RPA, przewróciła podczas olimpijskiego finału Mary Decker. Takie były skojarzenia z jej osobą i to one zadecydowały o jej losie jako zawodniczki. Legenda Zoli Budd jest jak wszystkie legendy – prosta, poruszająca i nieskończona.

Jest oparta na półprawdach, przesadzonych wersjach i wierutnych kłamstwach. Sądzono, że przestała biegać, a tu nagle się pojawiła. Młode biegaczki coraz bardziej się zbliżały... Oczywiście, że słyszały te krzyki. Ale kim była ta Zola?! To nie miało znaczenia. One miały czas, naturę i siłę fizyczną po swojej stronie. Pokażą tej mamuśce w średnim wieku, co to znaczy się ścigać.

Zola nie odpuszczała. Przyspieszyła. One też. Znowu im uciekła. Ale do mety było daleko... Bieganie kiedyś było zabawą dla tej kobiety w kręconych włosach. A kiedy tego potrzebowała, uratowało ją. A potem prawie zniszczyło, zanim zdążyła dorosnąć. Dlaczego teraz znowu biega? Od czego ucieka? Albo dokąd biegnie?

Frank Budd i Hendrina Wilhelmina Swardt, którą wszyscy nazywali Tossie, mieli pięcioro dzieci, zanim urodziła się Zola. Kiedy była mała, jej ojciec pracował w drukarni, którą sam, jako brytyjski emigrant, założył. Jej mama, Tossie, była chorowita. Najstarsza Jenny została więc mimowolnie opiekunką młodszego rodzeństwa. Miała 11 lat, kiedy urodziła się jej młodsza siostra Zola. Była chuda, niska i beznadziejna w grach zespołowych. Jenny lubiła biegać i kiedy Zola urosła, dołączyła do starszej siostry.

Biegały boso po wzgórzach otaczających Bloemfontein, południowoafrykańskie 500-tysięczne miasto. Biegały dla zabawy. I z tego powodu, o którym Zola potem zapomniała – żeby przypomnieć sobie o nim wiele lat później. A potem zaczęła biegać szybko. Kiedy świat ją odkrył, reporterzy zaczęli nazywać ją „cudem nad cudami” i „bosonogą mistrzynią”. I wtedy bieganie przestało być zabawne.

Najpierw ta mała, chuda nastolatka została mistrzynią, potem symbolem, a potem celem gniewu całego świata – w wieku, kiedy inne dzieci zaczynają studia, ona biegała, ale bieganie nie było już zabawą.

Są opowieści o tym, jak Zola wypracowała prędkość, bo ścigała się na farmie ze strusiami. Że zmuszał ją do tego pazerny ojciec. Jak wiele historii i ta była jedynie półprawdą. Na farmie były strusie, ale nigdy się z nimi nie ścigała. A jej ojciec zauważył, że Zola jest szybka i znalazł jej trenera. Nikt nie zmuszał jej jednak do biegania: ona chciała biegać.

Miała szczęśliwe dzieciństwo. Oprócz strusi, na farmie były także krowy, kaczki, kury. Były bójki w błocie latem i ogniska zimą. Jednak mama i tata Zoli nie stanowili szczęśliwego małżeństwa. Coraz częściej dochodziło między nimi do różnicy zdań. A duch zmarłego brata, Franka, cały czas unosił się nad rodziną. W domu pełno było jego zdjęć, a mama stawała się smutna i milcząca w rocznicę jego narodzin. To było dzieciństwo wypełnione tajemnicą, radością, smutkiem, szczęściem.

Zola trenowała, a Jenny została pielęgniarką. Pracowała na nocnych zmianach i wracała do domu, kiedy rodzina jadła śniadanie. Zjadała coś słodkiego i szła spać, a Zola szła do szkoły. Jednak kiedy młodsza siostra potrzebowała z kimś porozmawiać, Jenny zawsze była otwarta. Kiedy Zola miała 13 lat, wystartowała w biegu na 4 km. Biegła z całych sił, jednak przybiegła druga. Gdy finiszowała, zwyciężczyni była już ubrana w dres i robiła roztruchtanie. A Budd nie lubiła przegrywać.

25-letnia Jenny znalazła się w szpitalu jako pacjentka. Leczono ją na czerniaka. Zoli nie pozwolono odwiedzić siostry. Wiedziała, że Jenny jest chora, ale nie wiedziała, jak bardzo. Cara Budd, mająca wtedy 18 lat, weszła do pokoju Zoli o godzinie 4 rano. Obudziła swoją młodszą siostrę i przekazała jej najsmutniejszą wiadomość.

Zola nie płakała ani nie krzyczała. Zawsze wszystkie uczucia tłumiła w sobie. Jedyną osobą, z którą dzieliła się uczuciami, była właśnie Jenny... O tej tragedii nikt w rodzinie nie rozmawiał.

A Zola? Zaczęła trenować jeszcze więcej niż przedtem. Wstawała o godzinie 4.45 i przez 30-45 minut biegała. Potem szła do szkoły. Kończyła ją o godzinie 13.30, odrabiała lekcje i pomiędzy godziną 15 a 19 miała drugi trening. Tamtej zimy wzięła znowu udział w biegu na 4 km. Tym razem go wygrała.

Tagi: Zola Budd | Zola Budd vs. Mary Decker | Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles | historia biegania

Oceń artykuł:

4.3

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij