Runner's World poleca:

Życie bez oklasków - Marcin Urbaś

Poleć ten artykuł:

W sporcie zawodowym można szukać pracy chwilę po tym, jak było się na topie. Przekonał się o tym sprinter Marcin Urbaś, który mimo znanego nazwiska nie mógł znaleźć posady w branży i musiał zarabiać na chleb w bardziej prozaiczny sposób.

Zobacz całą galerię

Kiedy trenujemy, często nie mamy ochoty na naukę i wolimy zrobić coś, co zresetuje mózg, np. pograć na komputerze lub pooglądać telewizję - mówi Marcin, który 17 września 2009 roku skończył 33 lata i zaczynał od zera nowy rozdział życia. - Oczekuje się od nas dobrych wyników i medali, ale nikogo nie obchodzi, co się z nami dzieje później".

W okresie rozkwitu swojej kariery Marcin znajdował jednak czas i na granie w deathmetalowej kapeli „Septic", i na nagrania z Patrycją Markowską. Wtedy w branży sportowej zastanawiano się, czy Urbaś zdecyduje się na karierę muzyczną. Postawił jednak na bieganie. Z urodzenia Krakus, mieszka obecnie w Poznaniu. To z wyboru. Stąd pochodzi jego żona.

Na razie Marcin Urbaś nie zakłada przeprowadzki do Warszawy w poszukiwaniu pracy, szuka jej na miejscu. „W branży być może zastanawiano się, co wybiorę, ja jednak zawsze podkreślałem, że sport jest dla mnie najważniejszy i nie będę wybierać między nim a muzyką!".

Początek końca

Swoje dni chwały przeżył podczas mistrzostw świata w 1999 roku w Sewilli. W półfinale biegu na 200 m uzyskał czas 19.98 s. Wcześniej barierę 20 sekund złamał wśród białych sprinterów tylko Włoch Pietro Mennea. Na tym samym dystansie w hali nasz lekkoatleta osiągnął 20.55 s. Obydwa rezultaty do dziś są rekordami Polski. W halowych mistrzostwach Europy Urbaś wywalczył złoto w Wiedniu (2002 r.) i brąz w Madrycie (2005 r.).

Perypetie Urbasia zaczęły się przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie. Nie trafił wtedy do kadry, którą prowadził Tadeusz Osik. Marcin liczył, że start na igrzyskach będzie ukoronowaniem jego kariery. W sierpniu ubiegłego roku trener Tadeusz Osik zdecydował inaczej i Urbaś został bez olimpijskiego paszportu. „Facet panikuje. Zasady kwalifikacji były jasne - przekonywał wtedy trener Osik. - Nie mogę brać na wielką imprezę zawodnika za zasługi albo dlatego, że jestem jego trenerem klubowym.

Muszę mieć na względzie ustawienie sztafety. Marcin jest zawodnikiem, którego można puścić tylko na ostatnim odcinku. Innych mogę wystawić na różnych zmianach. Kiedyś Urbaś biegał znakomicie, spokojnie mógł przez lata utrzymywać się na poziomie 20.20-20.30" - mówił szkoleniowiec. Marcin kontrargumentuje. „Przecież biegałem również na 2. i 3. zmianie w tej sztafecie i czego by nie mówić - najlepszy wynik, który uzyskała sztafeta za kadencji trenera Osika (38.47), uzyskała ze mną w składzie!".

Tagi: Marcin Urbaś | sprinter | biegi na 100 m | znani biegacze

Oceń artykuł:

2.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij