Runner's World poleca:

Życiówka z Bogiem: ksiądz biega 2:28 w maratonie

Poleć ten artykuł:

Ksiądz Rafał Gniła przed zawodami zamienia sutannę na dres i staje się naprawdę niezłym zawodnikiem. Czas spędzony w biegu – jako moment skupienia i zadumy – poświęca na rozmowy z Bogiem. Poznaj najszybszego duchownego w Polsce.

Ksiądz Rafał Gniła

Pośród metafor najbardziej przemawia do niego symbolika drogi, bo wszyscy do czegoś zmierzamy. Łączy się z nią też metaforyczne znaczenie mety i celu – ksiądz Rafał Gniła ma więc cele biegowe, ale i cele życiowe. A że jest inteligentnym 38-latkiem, to jedno z drugim łączy. Jak?

Tak jak sporo biegaczy, którzy widzą w bieganiu coś więcej. Na trasie ucieka od hałasu świata, szuka metafizyki, stara się odnaleźć Boga – czasem w drugim człowieku. Drugi człowiek ma też szansę znaleźć Boga w nim. Po 10., 12., 15., 20., 30. czy którym tam Bóg da kilometrze wspólnego biegu.

Wsiadł biegacz, wysiadł ksiądz

Zresztą, w drodze, a nawet w biegu przygoda Rafała Gniły z absolutem się zaczęła. Albo on odnalazł Boga, albo to Bóg zerknął na niego – sportowca i nieuka, który porzucał szkołę, żeby biegać po lesie, zastanawiając się, kim jest i dokąd zmierza. Odpowiedź, jak to w przypadku nastolatka, nie przychodziła. Przyszła więc podpowiedź.

Na jednych z zawodów kontuzja rozłożyła go tak, że nie tylko nie dobiegł do mety, ale dostał lekarski zakaz biegania przez dwa miesiące. I kto wie, czy Bóg nie maczał w tym palców. Bo młody Rafał udrękę bezczynności postanowił zamienić w wytężone nadrabianie szkolnych zaległości. Przez dwa miesiące kuł i zdał maturę. Jak już się udało, to wsiadł w Kluczborku w autobus, żeby złożyć papiery na studia. Jak wsiadał, to myślał o AWF, ale jak wysiadał, to już wiedział, że idzie do seminarium. No i jak tu nie wierzyć w siłę drogi?

"Do dziś nie wiem, jak zapadła ta decyzja. Wcześniej Bóg był w moim życiu, bo chodziłem do kościoła, byłem ministrantem. Ale nie towarzyszyła temu większa refleksja. Ot, jest i już. Nie ma się nad czym zastanawiać" – wspomina. Czasem – jeszcze przed tą decyzją – miewał co prawda przelotne myśli, że może włoży sutannę, bo choć straci szansę na małżeństwo i dzieci, to przynajmniej będzie miał gwarantowane zbawienie.

Trening w seminarium

Dziś wie, że wtedy były to tylko dziecięce niefrasobliwości. Dopiero w tym autobusie zaczął myśleć na poważnie. "Ale gwarancji na zbawienie w stanie duchowym wcale już nie odnajduję" – śmieje się. Duże na to szanse widzi jednak w modlitwie. Jak go zapytać, czy najlepszą modlitwą jest bieganie, to zaprzeczy. Bieganie jest narzędziem do modlitwy, sposobem na stworzenie idealnych do rozmowy z Bogiem warunków. Mówi to człowiek, który ze względu na surowe reguły seminarium musiał biegać 21-kilometrowe treningi na odcinku stu metrów.

Musiał też stosować się do zasad szkoły, żeby udowodnić, że kapłaństwo jest dla niego ważniejsze od biegania. Bo, przy jego oddaniu treningom, pojawiały się takie wątpliwości. To biegacz pełną gębą – jego życiówka w maratonie to 2:28, a treningi zdarzają mu się dwa razy dziennie.

"Ale priorytety mam poukładane i to udowodniłem. Najpierw jestem człowiekiem, potem kapłanem, a potem zawodnikiem" – wylicza zdecydowanie. Kiedy zawodnicza natura bierze górę, to przyjaciele, którzy zdecydują się na ten sam bieg, tracą status sympatycznych i zamieniają się we wrogów.

Długie, refleksyjne wybiegania Rafał Gniła lubi tylko na treningach. Na zawodach jest akcja, konkurencja i wyścig. Dlatego ci, co chcą go poznać, co chcą z nim pogadać, idą z nim ćwiczyć. To właśnie wtedy bieganie staje się idealnym narzędziem katolickiej medytacji.

"Nawet jeśli biegam z chłopakami wyczynowo, nawet jeśli idziemy na taki porządny trening, to i tak przychodzi moment, kiedy trzeba pogadać. Nawet jak jestem sam, to myśli muszą się czymś zająć. To jest właśnie czas na to, żeby oderwać się od codzienności zajmującej nas sprawami materialnymi, a zająć głowę rzeczami najważniejszymi" – przekonuje ksiądz Rafał.

Na trasie i ksiądz zgrzeszy

No i tak się dzieje. Bywa, że w trakcie biegu kogoś wyspowiada – bez rutyny, bez pośpiechu, bo nawet rozgrzeszenie można dać przy tempie 4:30. A czemu by nie? Ważne, że ktoś chce, ważne, że widzi cel. Metę. Tak ksiądz Rafał postrzega życie. Jak bieg. Czy celem jest zbawienie, czy złamanie samego siebie – to jest bieg!

"I wcale nie jest tak, jak mówi postmodernizm, że my, ludzie, wędrujemy bez celu. Bez celu popada się w depresję. A poczucie sensu z niej wyciąga. Sport zresztą też" – dodaje kapłan. Żeby nie być gołosłownym, w swojej dawnej parafii w Działoszynie zorganizował Działoszyńską Dziesiątkę. Było już pięć edycji tego biegu, a ostatnia uplasowała go w kategorii jednego z najszybszych w Polsce. Na 10 kilometrów padł wynik 29:07.

Do tego zawsze towarzyszy biegowi jakaś akcja. Ostatnio rejestrowali potencjalnych dawców szpiku kostnego. Sam bieg połączony jest zresztą z Dniami Kultury Chrześcijańskiej. Ksiądz Rafał prowadzi też Akademię Biegania – dwa razy w tygodniu grupie chętnych udziela wskazówek, jak być lepszym na trasie i jak unikać kontuzji. Choć w tym drugim przypadku najlepsza jest modlitwa.

On sam przed każdym biegiem modli się tak: "Od kontuzji psychicznej i fizycznej zachowaj mnie Panie". Ale nie tylko się modli. Czasem na biegach też grzeszy. Jak mu nie idzie, to sporo się w myślach naklnie. Głośno raczej nie – no chyba że na samotnych treningach. Przy nim za to ludziom się zdarza. Kiedyś biegł za facetem prawie cały maraton, a ten na końcu krzyknął do niego: "Zapier... młody!". Dopiero po maratonie dowiedział się, że księdza tak odważnie popędzał i przyszedł przeprosić.

Ale to nie z księdzem Rafałem – on się nie obraża. Wie, że to nie kazania są sposobem na prowadzenie ludzi do Boga, ale dobry przykład. Choćby taki, jak postępować z ciałem. Bo w zdrowym ciele zdrowy duch. "Ostatnimi czasy na bieganie udaje się namówić coraz więcej księży – zdradza kapłan. – "Znam na przykład kilku bardzo szybkich paulinów. Myślę, że wielu biegaczy nawet nie wie, że zdarzało im się ścigać ramię w ramię z duchownym" – mówi.

Katolicki Murakami

A w biegu ciało ma się czym zająć i nie rozprasza umysłu. Ksiądz Rafał zadał kiedyś licealistom zadanie, żeby przesiedzieli w zamkniętym pokoju bezczynnie dwie godziny. Chciał, żeby pomyśleli. Żadnemu się nie udało, bo każdy narzekał, że po 15 minutach nerwy biorą. No, a jak się biegnie, to nie biorą i można się zastanowić nad tym, co dla każdego jest najważniejsze. Dla księdza Rafała to Bóg.

Dlatego nosi się z zamiarem napisania książki. Taka katolicka wersja Murakamiego. Predyspozycje ma, bo już jedną publikację o świętych wydał. Dlatego to może być hit. Hit, ale nie bestseller, bo przecież nie o zysk w tym wszystkim chodzi. A o co? O metę i o prostą, dobrą drogę do niej.

RW 04/2014

Tagi: ludzie | human race | Rafał Glinka | motywacyjna historia

Oceń artykuł:

5.0

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij