Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

2010.03.22

Dlaczego tak się katujemy?

rys. Mark Matcho
Christie Aschwanden, Piotr Pflegel

Bieganie czasami boli, ale ten ból potrafi także sprawiać przyjemność. Czy to oznacza, że biegacze są masochistami? Nie. To kwestia nagrody za ten ból: pokonanie dystansu i własnej słabości. Naukowcy wyjaśniają, jak to dokładnie działa.

To był mój trzeci bieg z serii Pikes Peak Ascent, więc czułam się pewnie. Byłam w dobrej formie, w końcu ciężko trenowałam kilka tygodni. Za pierwszym razem się przeceniłam: nieprzygotowana, ledwo doczłapałam do mety 20 kilometrów, 2500 m powyżej miejsca startu. Za drugim razem, kiedy wydawało mi się, że wszystko jest OK, dopadła mnie stara kontuzja ścięgna Achillesa i biegu nie ukończyłam. Tym razem, już w pełni sił, byłam przekonana, że uplasuję się w pierwszej dziesiątce. "Może nawet uda mi się zejść poniżej trzech godzin" - myślałam optymistycznie.

Zaczęłam zgodnie z planem, w średnim tempie, ale kiedy dotarłam do No Name Creek, gdzie zamierzałam przycisnąć, moje ciało odmówiło wykonania planu. Uda były napięte i spuchnięte, w piersiach czułam ucisk, ramiona miałam jak z waty, byłam skrajnie wyczerpana. Właściwie czułam się tak, jakbym biegła w zwolnionym tempie.

Cała moja pewność siebie gdzieś się ulotniła, zastąpiły ją coraz czarniejsze myśli o czekających mnie jeszcze kilometrach, które będę musiała pokonać, gdy nagle jeden z kibiców biegu pomachał mi ręką i krzyknął: "Świetnie, jesteś ósma!".

W jednej chwili świat wokół mnie się zmienił. Nogi przestały mi ciążyć, oddech się wyrównał, a moja dusza wydobyła się z ponurej czarnej dziury, w której jeszcze przed chwilą tkwiła. Nagle przestałam świetnie się trzymać jedynie w oczach mojego anonimowego kibica. Poczułam się świetnie naprawdę. Na tyle dobrze, że przyspieszyłam i ostatecznie dobiegłam na 6. miejscu z czasem 3:08.21. Nie do końca był to czas, o jakim marzyłam, ale przecież udało mi się przetrwać prawdziwe załamanie i skończyć bieg z przyzwoitym wynikiem.

Pozostaje jednak pytanie: jak mi się to udało? Kiedy na mecie usiadłam i przypatrywałam się biegaczom, którzy jak stado mrówek pokonywali ostatnią serpentynę, zastanawiałam się, co się właściwie wydarzyło na dole. Czy to był jakiś cud? Gdzie się podziały ból i zmęczenie, których sobie przecież nie wymyśliłam? Czy ból i zmęczenie to tylko kwestia psychologii i można je z siebie strząsnąć jak zły nastrój, czy też raczej jest to sygnał ostrzegawczy, którego lepiej nie lekceważyć?

Aby lepiej zrozumieć naturę bólu, postanowiłam zapytać o to uczonych. Odpowiedź była krótka i metaforyczna. Uczucie zmęczenia towarzyszące intensywnemu wysiłkowi jest jak zapalona lampka kontrolna na desce rozdzielczej w samochodzie. Nie ma powodu do paniki, ale lepiej jest uwzględnić tę informację, dobierając odpowiednią szybkość.

Poleć ten artykuł
Poleć ten artykuł
Poleca:
2
osób
WYSZUKIWARKA
KALENDARZ BIEGÓW

Więcej opcji

Dodaj bieg

Szukaj
Zagraj w Age of Crusaders
DOŁĄCZ DO RW
NEWSLETTER
Podaj swój adres email:
BAZA BUTÓW

Znajdź buty do biegania dla siebie

więcej opcji

Szukaj
Motor Presse Polska sp. z o.o.