Runner's World poleca:

Trail: na przełaj do formy

Poleć ten artykuł:

Trail jest jak narkotyk - raz zbiegniesz z równej asfaltowej drogi na wyboistą ścieżkę w górach lub lesie i już nie będziesz chcieć na nią wrócić. Czterech biegaczy opowiada RW, za co kochają przełaje i góry, i radzi, jak trenować w terenie.
Zobacz całą galerię

To z reguły jest miłość od pierwszego biegu. Rozkochujesz się w pokonywaniu leśnych duktów czy górskich ścieżek, nawet jeśli wymaga to upaprania się w błocie albo wyplucia płuc na podbiegach. Po czymś takim Twój związek z biegami ulicznymi ma marne szanse na przetrwanie.

Tomasz Dębiec, kolarz górski (i autor artykułu)

Bieganie nigdy mnie nie pociągało w sposób szczególny, choć uważałem się niemal od zawsze za człowieka aktywnego. Teraz mnie fascynuje... ale bieganie po górach i w dzikim terenie! Wszystko przez paskudną pogodę na przełomie zimy i wiosny, z jaką przyszło mi się borykać w okolicy, w której mieszkam.

Jako fanatyk jazdy na rowerze po karkołomnych, górskich szlakach chciałem przez rozpoczynającym się sezonem podbudować nadwątlone siły i dojść do formy, jaka dałaby mi swobodę uprawiania swojej pasji. Można by pomyśleć, że nic prostszego! Wystarczy wsiąść na rower i jeździć... Zgadza się, ale kiedy leśne ścieżki i drogi zamieniają się w błotniste odcinki specjalne, półgodzinna przejażdżka w terenie zamienia rower i rowerzystę w bagienne monstrum. Ubrania stawały się takim rezerwuarem wody, gliny i leśnej ściółki, że można by je po wycieczce wkładać prosto do doniczek i sadzić w nich kwiatki, jak na żyznej próchnicy.

Kolarze podczas takiej pogody robią dwie rzeczy - kończą ze swoją pasją albo przesiadają się na trenażer ustawiony w przytulnym pokoju i - kręcąc pedałami - oglądają telewizję. Jako że nie mam telewizora, a rozstanie się z rowerem górskim nie wchodzi w rachubę, musiało się znaleźć inne rozwiązanie.

NIgdy nie jest tak samo

"Może sobie pobiegam?" - zaświtała mi w głowie oczywista oczywistość. Jestem szczęściarzem, bo teren, jaki mam do dyspozycji, zaczynający się właściwie od progu domu, prezentuje się świetnie. Po przebiegnięciu stu metrów po wąskim pasku asfaltowej, wiejskiej dróżki wkraczam w niemal dziki teren. Następne kilkaset metrów prowadzi mnie polny double-track z miło chrzęszczącym pod stopami szutrem. Potem wita mnie prawdziwy zielony tunel, jaki tworzą gęste korony grabów. Ale przygoda zaczyna się dopiero za nim.

Mam kilka leśnych tras. Wszystkie fajne, czasami urozmaicone polanami. Jak większość z nas nie mam za dużo czasu na bieganie, dlatego ośmiokilometrowa pętla, jaką zwykle pokonuję w niecałe 40 minut, jest w sam raz "na co dzień". Paleta wrażeń, jakich dostarcza mi ta niedługa przecież przebieżka, jest szeroka i angażująca wszystkie zmysły, a wciągająca przy tym jak narkotyk.

Chyba najważniejsze jest podłoże. Zmienne nie tylko na długości trasy, ale też w czasie. Inaczej biega się, kiedy jest sucho, zupełnie inaczej tuż po deszczu. Na wiosnę, nawet na ledwie widocznych ścieżkach prowadzących łąkami, nie było traw. W lecie na tej samej trasie źdźbła łaskoczą po nogach i rękach. Przez niektóre leśne polany można biegać tylko wiosną, bo później zarastają w takim stopniu, że trzeba by mieć ze sobą kosiarkę, by się przez nie przedrzeć.

Tagi: trening | bieganie | trail | biegi przełajowe | biegi górskie

Oceń artykuł:

4.3

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij