Runner's World poleca:

Biegacz kontra samochody

Poleć ten artykuł:

Bieganie po zmroku, szczególnie po drogach, na których odbywa się ruch samochodowy, może być bardzo niebezpieczne. Zrób wszystko, by nie trafić do kroniki wypadków. RW radzi, jak zadbać o siebie, by bez szwanku wrócić do domu po treningu biegowym.

Złe warunki atmosferyczne, szybko zapadający zmrok, słaba widoczność, śliskość jezdni i ogólnie zły stan polskich dróg - to najczęstsze przyczyny wypadków. Do tego dochodzi brawura kierowców oraz brak wyobraźni pieszych.

"Żadna frajda być ofiarą wypadku. Nawet jeśli zawini kierowca, poszkodowanym będzie biegacz. Dlatego zawsze bądźmy ostrożni i miejmy oczy dookoła głowy"- apeluje maratończyk i autor popularnych książek o bieganiu Jerzy Skarżyński.

Najwięcej osób ginie w wypadkach poza obszarem zabudowanym. Tam kierowcy rozwijają duże prędkości, a biegacze muszą być szczególnie czujni.

Biegaczy można spotkać na drogach lokalnych; zazwyczaj są to szosy prowadzące do małych miejscowości lub wsi. Ludzie przygotowujący się np. do startu w maratonie pokonują kilometry asfaltową drogą, by w ten sposób dobrze przygotować mięśnie i stawy. Nawet gdy ktoś na co dzień biega po miejskim parku, czasem jest zmuszony skorzystać z jezdni lub skrzyżowania, by dotrzeć na miejsce treningu.

"Jeśli chcemy biegać drogą, po której jeżdżą auta, to róbmy to z głową - radzi Jacek Wójcik, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu, a jednocześnie prezes klubu biegowego "Piast". - Niestety, trenując do maratonu czy półmaratonu trzeba biegać po asfalcie. Bez tego nie da się dobrze przygotować do tego typu imprezy. Są jednak żelazne zasady bezpieczeństwa, które należy stosować przez cały rok. Wybierajmy drogi, które są mało uczęszczane, gdzie ruch nie jest wielki i rzadko jeżdżą samochody wielkogabarytowe. Dobrze, jeśli obok jezdni znajduje się pobocze" - wyjaśnia.

Ruch na drogach z roku na rok jest coraz większy. Ze statystyk wynika, że najwięcej osób ginie w wyniku wypadków mających miejsce na obszarze niezabudowanym. Tam kierowcy rozwijają duże prędkości, a biegacze muszą być szczególnie czujni.

"Kiedy ostatni raz przebiegłem się po szosie, to bardziej byłem zajęty uważaniem na samochody niż samym bieganiem - przyznaje Jerzy Skarżyński, guru polskich biegaczy, w latach 80. jeden z najlepszych naszych maratończyków, obecnie lider wśród biegaczy weteranów. - W szczytowym okresie kariery stale pracowałem nad formą na drogach asfaltowych. Trenowałem tak w Krynicy Górskiej, jak i w Drżonkowie. Wielokrotnie biegałem drogą ze Szczecina w kierunku Polic i z powrotem.

Nie wiem, czy w obecnych warunkach dałoby się zrealizować cały ówczesny plan treningowy. W latach osiemdziesiątych w niedzielę mijały mnie tylko lokalne autobusy. Samochodów osobowych prawie nie było. Teraz ruch na drogach jest bardzo duży i trzeba uważać ze zdwojoną czujnością" - martwi się Skarżyński.

Skocz do rowu, nie bądź królikiem

W Polsce policja nie prowadzi oddzielnych statystyk wypadków drogowych z udziałem biegaczy. Znajdują się oni w ogólnym zestawieniu dotyczącym pieszych, którzy stanowią około jednej trzeciej ofiar wszystkich wypadków. Nie znaczy to jednak, że problem potrąceń ludzi biegających drogami nie istnieje.

Tagi: zdrowie | bieganie | wypadki | bezpieczeństwo | samochody

Oceń artykuł:

3.8

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij