Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Małe, brzydkie, dokuczliwe! [FELIETON JACKA FEDOROWICZA]

Doświadczenie z odciskami mam tu wieloletnie i przykre. Zaczęło się, kiedy jeszcze nie biegałem, intensywnie za to eksploatowałem nogi jako artysta estradowy i jako taki musiałem nosić obuwie tak zwane eleganckie, co w latach 60. ubiegłego stulecia znaczyło coś w rodzaju zakucia w dyby.

Małe, brzydkie, dokuczliwe! [FELIETON JACKA FEDOROWICZA] fot. shutterstock.com

Pierwsze, skromne jeszcze odciski zlekceważyłem. Niestety, okazało się to nieskuteczne jako metoda, zacząłem więc dumać, co z tym zrobić. Jeszcze z dzieciństwa pamiętałem słowa „manicure” i „pedicure”, bo matka chadzała na określone tymi słowami tajemnicze zabiegi, o których nie widziałem nic poza jednym – że to dla kobiet. Żona mnie przekonała, że nie tylko, przemogłem wstyd (mężczyzna u manikiurzystki?!), poszedłem, dałem sobie powycinać i poobskrobywać co trzeba. Szczęście nie trwało długo, bo w krótkim czasie wszystkie zrogowacenia pojawiły się w tych samych miejscach i nie zamierzały na tym poprzestać. Rosły. Postanowiłem, że sam nauczę się je zwalczać. To była taka moja ogólna metoda na trudności socjalizmu. Dość powszechna zresztą. W socjalizmie brakowało nie tylko towarów, ale i usług wszelkich, więc ludzie uczyli się sami naprawiać swoje motocykle, lampy, kuchenki. Istniała cała sieć usług wzajemnych: jeden kolega szył innym spodnie, jego za to inny kolega strzygł, strzygącemu ktoś jeszcze inny wypożyczał ojca emeryta jako kolejkowego stacza (niezwykle popularna usługa) i tak dalej. Na marginesie pochwalę się, że szyć się nie nauczyłem, ale strzyc owszem. To nie do uwierzenia, ale ostatni raz byłem u fryzjera w połowie lat 60. Daję słowo, że to prawda. Do dziś strzygę się sam (co czasem widać), nie tracąc czasu (i pieniędzy) na wizyty u fachowców. Z odciskami nie było tak łatwo. Przełom nastąpił, gdy władza złagodniała paszportowo, można więc było czasem wychynąć za granicę i tam kupić coś z produktów nieocenionego dr. Scholla. Niestety, żadne płyny i maści mi nie pomagały, różne tarki, pumeksy, gumowe wkładki, plasterki z dziurką też nie – jedynym pomocnym narzędziem okazała się maleńka żyletka w specjalnej oprawie. Ścinała skutecznie, choć – przyznaję – wiele krwi się podczas zabiegów polało. Nie docierała jednak wszędzie: między palcami odciski trzymały się niewzruszenie i wtedy w gabinecie rehabilitacyjnym, w którym bywałem z innych powodów, zwrócono mi uwagę, że ścinać wciąż w tym samym miejscu jest bez sensu – trzeba usunąć przyczynę, to znaczy ten palec, co uciska. Amputować? Nie, podwyższyć go trochę przy pomocy sprytnego podklejenia taśmą do tzw. tapingu. Mimo starań nie nauczyłem się niestety sam tak podklejać, ale zostało mi w mózgu, że trzeba usunąć przyczynę, czyli ścisk powodowany przez buty do biegania – zawsze śliczne, wąziutkie, jakich używałem przez ponad 30 lat. Kupiłem buty Nike Free: dziergane, ohydne w kształcie, bo w rejonach palców szerokie jak łopaty, i nastąpił przełom ponowny. Odciski się robią wolniej i są mniejsze. Jeżeli ktoś zna inne sposoby, niech napisze. Zwalczajmy tę plagę!

Nie jestem ortopedą, ale...

...podejrzewam, że jeżeli w stopie coś boli, to każdy stara się odruchowo to coś omijać i ląduje na stopie tak, żeby nie bolało. Po dziesiątkach kilometrów ruch się wynaturza i psuje prawidłowy układ kości w stawach. O takie bezeceństwo podejrzewam to coś.

RW 06/2016  

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij