Runner's World poleca:

Na szczęście jest bieganie. Jak sport wpływa na nastrój?

Poleć ten artykuł:

O wpływie sportu na samopoczucie mówi się tak wiele, że właściwie nie wiadomo w co wierzyć. Czy rzeczywiście radość i przyjemność łatwiej osiągnąć, gdy się do nich podbiegnie parę kilometrów? Sprawdziliśmy, co nauka (i samo życie) mówi o związku szczęścia ze zmęczeniem. 

Bieganie - droga do szczęścia?

Gdyby bieganie było dzielone na dawki i sprzedawane w aptekach, to na ulotce znalazłaby się informacja o wskazaniach: poprawa sylwetki, kondycji, zdrowia i nastroju. Wszystko przebadane na milionach żywych organizmów. Wpływ treningów na wagę, formę i wyniki badań okresowych jest mierzalny i niepodważalny.

Ale poprawa samopoczucia bywa raczej traktowana jako efekt uboczny biegania niż jego główne działanie. Być może dlatego, że ciężko zmierzyć podnoszenie na duchu czy szczerość uśmiechu. To skąd w takim razie wiadomo, czy pogoń za szczęściem na własnych nogach ma sens?

Odpowiedź znajdują kolejne zespoły naukowców, a żywe tego dowody biegają po ulicach i parkach: szczęście nie jest tylko skutkiem ubocznym biegania.

Nastrojowa historia

„Obserwujemy obecnie taki etap rozwoju psychiatrii, w którym publikowane są wiarygodne badania wskazujące, że różne aspekty codziennego życia, które dawniej były uważane przez naukę akademicką za mało ważne, np. związane z dietą czy aktywnością fizyczną, okazują się być jednym z kluczowych elementów zdrowia psychicznego” – mówi dr n. med. Sławomir Murawiec, psychiatra z Centrum Terapii Dialog.

Pierwsze badania dostrzegające związek ćwiczeń z psychiką pojawiały się już ok. 1900 roku. Zauważono, że aktywni ludzie są szczęśliwsi, odczuwają mniej lęków, są bardziej odporni na stres i pozytywniej nastawieni do życia niż osoby prowadzące siedzący tryb życia. Podczas jednych z późniejszych badań, których wyniki opublikowano w „International Journal of Sports Medicine”, obserwowano biegaczy przez 20 lat i dużo rzadziej niż u nieaktywnych stwierdzano u nich gniew czy spadki nastroju.

Naukowcy z amerykańskiego Penn State University dowiedli, że większa ilość ruchu przekłada się na więcej entuzjazmu i pozytywnej ekscytacji. Analiza 49 badań, przeprowadzona przez Arizona State University, wykazała z kolei, że ćwiczenia zwalczają lęki lepiej niż inne środki terapeutyczne (poza lekami). Wyliczankę pozytywnych doniesień zakłóciły wyniki opublikowane w 2012 r. przez „British Medical Journal”.

Wynikało z nich, że u pacjentów ze świeżo zdiagnozowaną depresją, poddanych standardowej terapii, poprawa była identyczna jak u pacjentów, którym dodatkowo zalecono ruch. Okazało się jednak, że zadana pacjentom aktywność nie była ani sprecyzowana, ani mierzona, ani monitorowana – choć niektórzy badani mogli odczuwać większą poprawę – to nie była ona statystycznie istotna. Zatem wciąż więcej wiarygodnych źródeł przemawia za tym, że porcja ruchu ma korzystny wpływ na nasze zdrowie psychiczne.

Pozytywna praktyka

Teorię potwierdzają też doświadczenia praktyków. Jak mówi dr Murawiec:Aktywność fizyczna jest aktualnie stopniowo włączana do palety uznanych naukowo sposobów leczenia depresji. Badania wskazują, że pacjenci, u których dołączano ruch do standardowego leczenia, czyli np. do leków, uzyskiwali większą poprawę w zakresie ustępowania objawów depresyjnych. Poprawa ta występowała częściej u osób w grupach z aktywnością fizyczną, niż bez takiej aktywności. Zatem ruch jak najbardziej wspomaga poprawę kliniczną w depresji”.

Tak zapewnia lekarz wspierający kampanię Forum Przeciw Depresji. To świetna wiadomość, zważywszy, że przecież i małe dołki psychiczne, i poważne załamania ciągle trafiają się nam samym lub ludziom w naszym otoczeniu, chociaż nie zawsze o tym wiemy.

„Dotąd wesoła, uśmiechnięta, radosna dziewczyna, zawsze dusza towarzystwa i pocieszycielka w ciężkich chwilach, spadła w ciemną dziurę, gdzie nie sięgały żadne słowa pocieszenia ze strony najbliższych” – mówi Beata Jędryszek o swoim załamaniu po rozstaniu z partnerem życiowym po 14 latach związku. Próbując się z tego pozbierać, trafiła do psychiatry, który zalecił jej robienie tego, co kiedyś sprawiało jej radość. Tak się składa, że było to bieganie.

Optymistycznie

„Zaczęłam na powrót aktywnie uczestniczyć w spotkaniach z przyjaciółkami z klubu biegowego Kobiety Na Medal. Znowu zaczęłam się śmiać i odczuwać satysfakcję z tego, co robię. Wstawanie rano do pracy nie było już przykrym obowiązkiem, a oczekiwaniem na nowe wyzwania. Kolejne spotkania z dziewczynami motywowały mnie do zapisów na coraz to inne zawody biegowe. Wyjście do sklepu nie było już niemiłą koniecznością, bo okazało się, że znów potrafię zakochać się w sukience na wystawie ulubionego butiku” – wspomina Beata.

Wtóruje jej inna koleżanka z wrocławskiego klubu. „Czuję, że bieganie ma zbawienny wpływ i na moje ciało, i na moją psychikę” – twierdzi Małgorzata Eichler-Fałowska, mama trójki dzieci, która kilka lat temu przeżyła nagłą śmierć synka. „Opieka nad dziećmi, z których jedno potrzebuje intensywnej rehabilitacji, wymaga ode mnie w ciągu dnia bardzo dużo wysiłku, takiego logistycznego. Praktycznie cały dzień poświęcam moim dzieciom, więc czuję się tym trochę przeciążona i zmęczona fizycznie. Te ostatnie lata nie były dla mnie proste, więc cały czas czuję wewnętrzny niepokój, czy z dziećmi wszystko będzie dobrze, czy taka tragedia się nie powtórzy, czy córka będzie dobrze funkcjonować i mówić. Ciągle gdzieś tam ten lęk we mnie jest. Dobrze kontrolowany, ale jest. I właśnie aktywność fizyczna pozwala mi sobie z tym radzić, zrzucać to napięcie. Dzięki temu mogę wyjść z domu i nie muszę myśleć o pewnych rzeczach. Przez tę godzinę nikt nic ode mnie nie chce. To jest ten aspekt psychologiczny mojego biegania, ale jest też ten fizyczny: jestem pełna werwy, dużo rzeczy chce mi się robić i po prostu świetnie się czuję. Mimo że sypiam na pewno mniej niż powinnam, to śpię dobrze, nie mam problemu z zasypianiem i jestem pełna energii”.

Wcale nie gorzki lek

Jak zauważa dr n. med. Sławomir Murawiec, większość pacjentów cierpi na depresję o nasileniu umiarkowanym czy lekkim, więc są oni w stanie chociażby chodzić do pracy.

„Takie osoby, zmagając się z depresją, usiłują podejmować wysiłki na rzecz utrzymania codziennego funkcjonowania, w ramach którego jakaś forma fizycznej aktywności może się zmieścić. I, jak pokazują badania, u większości pacjentów z tymi postaciami depresji, jaka pojawia się najczęściej w populacji, dołączenie ruchu fizycznego może być interwencją terapeutyczną. Te osoby zapewne nie są w stanie od razu biegać, ale początkowo mogą wyjść z domu, gdzieś się przejść czy pójść na spacer. I w tym momencie to już może być terapia i kolejny krok, dosłownie i w przenośni, do poprawy samopoczucia” – tłumaczy psychiatra.

„To właśnie bieganie sprawiło, że małymi krokami zaczynam wracać do normalności, próbuję być szczęśliwa – mówi Joanna, mama 2,5-latka, która straciła drugie dziecko. – Pierwsze tygodnie po stracie synka to totalna rozpacz, brak sił, brak motywacji, brak celu do życia.

Tagi: bieganie depresja | bieganie szczęście | sport a samopoczucie | bieganie endorfiny

Oceń artykuł:

4.3

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Runner's WorldPorady dla biegaczy

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij