[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

9. Maraton Poznański: relacje uczestników

To największy maraton w Polsce, ukoronowanie sezonu startowego. Oprócz rekordzistów trasy na mecie zwycięzcami byli wszyscy, którzy dobiegli. Prawie 3 tysiące ludzi z misją, pasją i determinacją. Postanowiliśmy pokazać 9. Maraton Poznański ich oczami, zaraz po przekroczeniu linii mety.

fot. Jacek Heliasz - heliasz.com

Przeczytajcie, jak tegoroczny Poznań Maraton wyglądał z perspektywy jego uczestników:

REKLAMA

REKLAMA

Mathew Kosgei - zwycięzca Maratonu Poznańskiego: Po przekroczeniu linii mety nie wyglądał na zmęczonego, mimo że pobił rekord trasy i zszedł poniżej 2:15.00, wygrywając tym samym samochód. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Mathew Kosgei z Kenii - zwycięzca i rekordzista maratonu (czas 2:13.44)

Trasa była bardzo dobra i cieszę się, że pobiłem rekord tego maratonu. Najtrudniejszy był dla mnie 38. kilometr, ale pokonałem kryzys i poczułem, że mogę biec szybciej po zwycięstwo. Samochód też mi się bardzo podoba (zwycięzca otrzymał Chevroleta Aveo-Plus). Jeszcze nie wiem, co z nim zrobię, może sprzedam, a może wezmę do Kenii. Za rok też pobiegnę i mam nadzieję wygrać następny. Teraz szykuję się do startu w maratonie w Dallas w USA.

REKLAMA

Arleta Meloch - najszybsza kobieta na 9. Maratonie Poznańskim: Rok temu Arleta była w Poznaniu druga. Teraz wygrała pewnie, poprawiając swój rekord życiowy. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Arleta Meloch z Grudziądza - najszybsza kobieta na 9. Maratonie Poznańskim (czas 2:38.22)

Było gorąco! Ale temperatura nie stanowiła problemu, tylko trochę kolano mnie kłuło. Na 30. km poczułam napięcie mięśni, ale potem puściło i biegłam dalej. Wiedziałam, że będę walczyć i biegłam odważnie, po prostu robiłam swoje. Liczyłam, że wygram, bo dobrze się przygotowałam. Debiutowałam kiedyś w Poznaniu na maratonie, więc to zwycięstwo jest dla mnie szczególnie ważne, a do tego poprawiłam swój rekord życiowy. Jestem szczęśliwa!

REKLAMA

REKLAMA

Joanna Klockowska z Poznania - nauczycielka matematyki i informatyki: Jej cel - zejść poniżej 3 godzin. Wie, że nie będzie łatwo, ale starty w rajdach ekstremalnych nauczyły ją wytrwałości. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Joanna Klockowska z Poznania - nauczycielka matematyki i informatyki (czas 3:41.07)

Biegałam jeszcze na studiach, a potem w rajdach ekstremalnych. Staram się każdego roku przebiec jeden maraton. Co roku obiecuję sobie, że w wakacje solidnie przygotuję się do maratonu. Niestety, biegam coraz mniej i coraz gorsze mam wyniki... Bieganie cały czas pozwala mi się odstresować i zachować dobre zdrowie. Teraz mój cel to zejść poniżej 3 godzin. (Słyszeliśmy przed metą głośny doping: "Pani profesor!!! Pani profesor!!!" - przyp. red.).

REKLAMA

Piotr Laskowski z Warszawy - to jego czwarty maraton w przebraniu: Biegnij albo giń! Już 11 razy stawał na starcie maratonu. Przebiera się, bo chce się wyróżnić z tłumu. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Piotr Laskowski z Warszawy - to jego czwarty maraton w przebraniu (czas 4:06.04)

Z powodu gorąca ciężko było ukończyć ten maraton, ale kibice dopingowali mnie bardziej niż innych. Miałem właściwie potrójny doping! Nie jestem fanem starożytności, ale zawsze chciałem wyróżniać się z tłumu. Na Zachodzie jest to bardzo popularne. Stroju nie szyłem, lecz wypożyczyłem go - nie jestem taki zdolny, by szyć. Wcześniej przebierałem się na przykład za anioła. Wtedy miałem, oczywiście, najlepszy wynik: biegło mi się jak na skrzydłach.

REKLAMA

REKLAMA

Grzegorz Niwiński z Ustki - 50 lat: Bieganie uratowało mu życie, bo miał problemy z prawem i alkoholem, ale to już przeszłość. Narodził sie na nowo. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Grzegorz Niwiński z Ustki - rencista, 50 lat (czas 3:17.27)

Biegam i trenuję zawsze bez koszulki - nieważne, czy pada śnieg, czy jest mróz. Pływam w Ustce i powiem wam, że zimą po 10, 15 minutach w morzu człowiek dostaje takiej adrenaliny i energii, że hej! To mnie odciąga od picia, bo miałem problemy z alkoholem i w więzieniu byłem. Ale wyrwałem się z tego, poznałem nowych ludzi. Bieganie dało mi wolność i nowe życie. Zakładam buty i biegnę o każdej porze dnia, nie potrzebuję żadnej sali. Nie mam komórki, internetu - teraz całą rentę przeznaczam na starty w biegach. Wspomagają mnie też kumple.

REKLAMA

Drużyna Szpiku - www.darszpiku.pl: W Drużynie Szpiku są artyści i dziennikarze, politycy, strażacy, sportowcy i ci, którzy na co dzień anonimowo wspierają fundację. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Drużyna Szpiku - www.darszpiku.pl (czas: bezcenny)

Drużyna Szpiku Kostnego skupiła ponad 120 biegaczy. W czerwonych i czarnych koszulkach biegli wyczynowcy i amatorzy. Był wśród nich także przedstawiciel RW Przemek Walewski. Dorota Racewicz, koordynatorka Fundacji Dar Szpiku Anny Wiejskiej, opowiada z właściwą sobie ekspresją: "Kiedy mówię ludziom o Drużynie Szpiku, zawsze podkreślam, że przynależność do niej musi być świadomym i dobrowolnym wyborem. To po prostu ludzie o wielkich, otwartych sercach".

REKLAMA

REKLAMA

Ryszard Grobelny prezydent Poznania: Zwykle powściągliwy i stateczny prezydent Poznania na mecie nie krył emocji, choć był potwornie zmęczony. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Ryszard Grobelny - prezydent Poznania (czas 4:28.26)

Było ciężko... Najtrudniejszy kilometr? Tym razem wyjątkowo zacząłem mieć problemy od 20. kilometra, czyli jak na mnie trochę za wcześnie, ale udało mi się dobiec. Trasę znam dobrze: generalnie jest ona trudna ze względu na podbiegi. Najprzyjemniejszy moment to start i jego atmosfera, no i biegnie się z górki, choć trzeba uważać, żeby za szybko nie zacząć.

Tym, którzy nie biegają, mogę tylko powiedzieć, że niewiele można porównać z uczuciem, kiedy wbiega się na metę po przebiegnięciu maratonu. To jest po prostu rewelacja, euforia! Potem człowiek często biega, żeby sobie przypomnieć ten moment i znów go przeżyć.

REKLAMA

Pacemakerzy Przemek Torłop, Robert Derda i Tadeusz Sambak: Wypatruj i biegnij za balonikami, a dotrzesz w 3:30 do mety. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Przemek Torłop - pacemaker nr 321, przebiegł 189 maratonów (czas 3:29.00)
Robert Derda - pacemaker nr 796 (czas 3:29.37)
Tadeusz Sambak - pacemaker nr 797 (czas 3:42.13)

Przywiązanie baloników wypełnionych helem zarządził Arti - szef pacemakerów. Zorganizował jeszcze gwizdki, gąbki, koszulki. Kto chce, biegnie z nami. To już tradycja na tym maratonie. Po prostu dzięki nam ludzie nie startują za szybko i pozostawiają siły na samą końcówkę. Dodatkowo motywujemy ich podczas biegu, żeby w równym tempie i dobrej formie dobiegli do mety w czasie, jaki sobie założyli. A dzięki balonikom widać nas w tłumie. Są takim drogowskazem, no i dodają otuchy.

REKLAMA

REKLAMA

Marek Mikołajczak z Poznania vel Kolorowy: Jego motto: Nie strój czy sprzęt są ważne, ale to, jaki jesteś. Ile wytrzymasz. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Marek Mikołajczak z Poznania - vel "Kolorowy" (czas 5.29.15)

Nie myślałem, że w tym roku pobiegnę w maratonie. W styczniu zostałem napadnięty i miałem połamane żebra. Do kwietnia z trudem oddychałem, a o bieganiu nie było mowy. Chodziłem na rehabilitację i patrzyłem, jak inni biegają. Latem zacząłem się "ruszać". Raczej dla rehabilitacji niż dla przygotowań do maratonu w Poznaniu. We wrześniu stałem się bardzo nerwowy. Co rusz słyszałem, że ten i ten biegnie, a ja czułem, że jestem po prostu cieniutki.

Zrobiłem sobie rachunek sumienia: mam na swoim koncie osiem maratonów, z tego pięć na rolkach. Rok temu zrobiłem życiówkę na nogach - 4:20. Właśnie w Poznaniu. Zdecydowałem: biegnę. Zgłosiłem się w ostatniej chwili. Niech się dzieje, co chce! Nawet jakbym miał się doczołgać, to startuję!

Od 15. kilometra to była droga przez mękę, a po zaliczeniu pierwszej pętli chciałem zejść. Mówiłem sobie: "Do diabła! Marek, nie wymiękaj! Musisz dotrzeć do mety!". I udało się! Nie miałem nawet sił spojrzeć na zegar na mecie. Potem sprawdziłem: około 5:30. Pół godziny przed limitem, ale dla mnie to cool!

REKLAMA

Grzegorz Boguta - doradca wydawniczy z Piaseczna: Chce wystartować ponownie. Nie wie jeszcze tylko, kiedy, ale jest bogatszy o doświadczenia. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Grzegorz Boguta - doradca wydawniczy z Piaseczna, biegł z dwoma syberianami husky (czas 5:42.55)

To był mój pierwszy i, mam nadzieję, nie ostatni maraton w życiu. 13 tygodni przed startem rozpocząłem treningi, a plan zajęć opracowywał dla mnie Wojtek Staszewski z "Gazety Wyborczej". Żeby bardziej się zmobilizować, rozpocząłem bieganie z psami (syberyjskie husky). Niestety, pod koniec 8. tygodnia treningów nie wytrzymał mój staw kolanowy w prawej nodze. Postanowiłem jednak wystartować z planem zmieszczenia się w limicie 6 godzin i uniknięcia kontuzji.

Pierwsze 21 km szło całkiem dobrze (biegłem z mocniejszym psem), na drugim okrążeniu (z młodą suczką) ledwo poruszałem się, a pies był znudzony zbyt wolnym tempem i ciągnął mnie w stronę trawnika i drzew, co jeszcze bardziej utrudniało pokonywanie kolejnych metrów. Jakoś dobiegłem do mety. Pomagał mi doping publiczności i biegaczy, którzy przeżywali podobne męczarnie jak ja.

REKLAMA

REKLAMA

Janina Rosińska z Pabianic, lat 72, i Erhard Zipplies z Hamburga, lat 81: Gdyby zliczyć kilometry, które razem pokonali, już kilkakrotnie obiegliby Ziemię. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Janina Rosińska z Pabianic, lat 72, i Erhard Zipplies z Hamburga, lat 81 (czas 5:36.32)

"Poznaliśmy się 4 lata temu na maratonie w Berlinie. Od tego czasu biegamy razem na różnych imprezach - mówi Janina Rosińska. - Zaprzyjaźniliśmy się bardzo, a dzięki Erhardowi byłam na maratonie na Hawajach i w wielu egzotycznych krajach, choć nie chce mi fundować startów, w których sam nie biegnie" - uśmiecha się zalotnie pani Janina.

"Teraz maratony są świetnie zorganizowane, nie to co kiedyś. Lubimy, kiedy nie ma limitu czasu i jest dobra opieka medyczna" - mówi Erhard.

RW 05/2008

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij