[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu

Antarktyda to jedyny kontynent, na którym nikt nie mieszka na stałe. Ale sporo ludzi tutaj biega. I to w maratonie. A Polka to nawet go wygrała. Ale nie o laury chodzi, nie o tempo i wykręcony czas: Antarctic Ice Marathon to wyzwanie, którego samo podjęcie jest już sukcesem.

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Ostatnie chwile peletonu. Na początku biegu zawodnicy trzymają się razem. Po kilku kilometrach biegną już w samotności (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

You are the Champion!

Stevenowi Seatonowi bieg utrwalił się w pamięci w dość dramatycznych wspomnieniach. Jeśli zapytać go o sam maraton, opowiada o zamarzniętej połowie twarzy, o ustach zmrożonych ze sobą na stałe, o wietrze gwiżdżącym w uszach, o widoczności tak kiepskiej, że strach stawiać kolejne kroki.

„Naciągałem czapkę tak mocno, jak tylko się dało. Chciałem coś mówić do innych zawodników, ale z ust wydobywało się tylko dziwne mamrotanie. Po dwóch godzinach takiej walki byłem wykończony i zastanawiałem się nad sensem biegu” – wspomina Seaton, który biegł w 2015 roku. „Za słabo się przygotowałem” – padła refleksja.

Wyśmienicie za to przygotowana była Joanna Mędraś. W Antarctic Ice Marathon wzięła udział rok po nim i była najszybsza wśród kobiet.

Czytaj też: Trans Atlas Marathon: afrykańska ultraprzygoda 

REKLAMA

REKLAMA

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Widok z okna. Lód, lód, lód i śnieg. Takie widoki rozpościerały się z okna samolotu (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

„Gdy wbiegłam na metę i usłyszałam »You are the champion!«, pomyślałam, że to taka kurtuazja ze strony organizatora. Że wszyscy, którzy ukończą bieg, są zwycięzcami. A to naprawdę chodziło o pierwsze miejsce na podium. Jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak zaskoczona” – wspomina.

No i skromnie, bez przechwałek, przyznaje, że gdyby nie pogaduchy na trasie, gdyby nie relaksacyjne postoje w namiotach technicznych, gdyby nie wizyta w przyjemnie ciepłej toalecie, ucięłaby jeszcze trochę minut.

Leć, masz szansę!

Przygotowania Joanny Mędraś zaczęły się na dwa lata przed imprezą. Nasza zwyciężczyni biegała wtedy rekreacyjnie, głównie po to, by mieć kondycję na wyprawy w góry: weszła już na Elbrus, Kilimandżaro, jeździła w Alpy czy na Kaukaz. To właśnie górskie wyprawy były jej pasją od wielu lat. A właściwie od studiów, kiedy to zainteresowała się wspinaczką. Wcześniej była siatkówka, a jeszcze wcześniej – czyli za dzieciaka – guma i kabel. I cały dzień na dworze. Od rana do wieczora ganianie po podwórku.

REKLAMA

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Po spartańsku. W środku rosyjskiego Iljuszyna (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

Z takim przygotowaniem mogła zacząć wspinaczkę. Z przygotowaniem i partnerem, bo swojego męża – alpinistę i instruktora taternictwa Wojciecha Wiwatowskiego – też poznała w górach. Z nim wybrała się na Ice Marathon. To on na kilkaset metrów przed metą po dżentelmeńsku zachęcił ją do ostatniego zrywu: „Leć, masz szansę na dobry wynik!”.

Stopy i ręce

Ten dobry wynik wypracowała raczej w domu niż na Antarktydzie. Kiedy doszła do wniosku, że chciałaby przebiec maraton, uznała, że będzie to tylko jeden królewski dystans w jej życiu i dlatego musi być wyjątkowy. Zapisała się na Antarktydę, a potem zaczęła przeglądać profile zawodników tam startujących i zdała sobie sprawę, że nie będzie tak łatwo.

„Zobaczyłam, że jadą tam ludzie z wieloletnim doświadczeniem ultramaratońskim, prawdziwi twardziele. Właśnie wtedy dotarło do mnie, że trzeba się będzie jednak porządnie przygotować. Między innymi biegając wcześniej jakieś maratony” – wspomina swoją radosną niesforność.

REKLAMA

REKLAMA

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Wysiadka. Pierwsze kroki na Antarktydzie. Joanna i jej mąż muszą uważać, by nie stać za długo w jednym miejscu. (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

W ramach przygotowań pobiegła między innymi maraton w Berlinie i zimowy maraton na Bajkale. Chciała sprawdzić, czy wytrzyma temperatury.

„Wiedziałam, że w moim przypadku problemem mogę być dłonie i stopy. Nie należę do miłośników niskich temperatur, jestem raczej z tych, co marzną. Musiałam więc sprawdzić, czy dam radę”.

Dała. 42 kilometry na zamarzniętym Bajkale przebiegła w siedem i pół godziny. Normalne maratony, asfaltowe, biega w cztery i pół.

Rosyjscy wirtuozi

Te próby i sprawdziany pokazały, że Joanna może liczyć na ukończenie biegu, za który trzeba zapłacić około 15 tysięcy euro. Ważne jest więc, by znać swoje mocne strony, by mieć przekonanie, że się uda, gdy człowiek wydaje tyle pieniędzy. Tym bardziej gdy całe wydarzenie kredytuje bank – a tak było w przypadku naszej mistrzyni.

REKLAMA

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Stołówka. Centrum życia towarzyskiego w obozie biegaczy. (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

„Szczęśliwie się składa, że gdy w banku podaje się zawód notariusz, to nie pytają o nic więcej. Myślę, że gdyby dowiedzieli się, na co są te pieniądze, mogłoby paść nieco więcej pytań” – żartuje.

Kiedy Joanna nabrała pewności, że wyprawa się sfinansuje, pozostały jej tylko sumienne przygotowania. Treningi i regeneracja: sauna, masaże, witaminy. Pracowała też nad siłą, bo przecież bieg w śniegu wymaga tężyzny. Regularnie ćwiczyła nad morzem: biegała po plaży. Zawsze wybierała piasek, który byłby podobny do pokrywy śnieżnej. Dość wilgotny, w który noga całkiem się nie zapada. Taka nawierzchnia miała być na Antarktydzie. No i była.

Ale zanim Joanna tam dotarła, minęło trochę czasu. Bo dotarcie na miejsce to też jest przygoda. Najpierw trzeba dolecieć do Chile. Razem z mężem nastawili więc alert cenowy na Santiago. Dolecieli tam przez Berlin. Z Santiago do Punta Arenas. Najbardziej emocjonującym etapem podróży był jednak sam lot na Antarktydę – do Union Glacier Camp, gdzie wszystko miało się zacząć.

Biegaczy zabiera tam specjalny samolot – Iljuszyn Ił-76TD, rosyjska maszyna transportowa przystosowana do przewozu osób, prowadzona przez rosyjskich pilotów o legendarnych umiejętnościach. Wystrój jest prawdziwie spartański: kable, siedzenia przynitowane do podłogi, żółte szalupy ratunkowe. Gdy samolot już wystartuje, można po nim swobodnie spacerować.

REKLAMA

REKLAMA

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Namiot Obozowy. Tak wyglądały namioty, w których mieszkali uczestnicy biegu (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

„Nasz lot się opóźnił, bo niedługo przed planowanym startem dowiedzieliśmy się, że jeden silnik jest niesprawny i Rosjanie będą go naprawiać – wspomina Joanna.

„Lądowanie na bezkresnej tafli lodu też jest znacznie bardziej niebezpieczne niż sadzanie samolotu na asfalcie. Ale piloci są naprawdę mistrzami w swoim fachu” – dodaje redaktor Seaton.

Zobacz: Biegowy puchar świata: 24 najlepsze maratony na świecie

Zabieramy siku ze sobą

Na miejscu też wszystko toczy się wartkim rytmem. Przede wszystkim upomina się zachwyconych bezkresnym lodowcem podróżnych, by za długo nie stali w jednym miejscu, gapiąc się czy fotografując. Taki postój może grozić odmrożeniem stóp.

„Jeden z biegaczy, który był z nami, opowiadał, że zdarzyło mu się to rok wcześniej. Dlatego musiał przyjechać jeszcze raz, bo w 2016 roku przez te odmrożenia nie mógł pobiec”.

Wszyscy maratończycy przewożeni są do obozu specjalnymi samochodami, które Joannie przypominały zabawkowe monster tracki. Tam organizowana jest odprawa. Biegacze dowiadują się, jakie są kolejne etapy ich przygody i w którym namiocie będą spali. Dostają też jeść.

REKLAMA

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Zimny pot. Tak rozpoczynała się edycja biegu w 2016 roku (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

„To było prawdziwe antarktyczne all inclusive. Jedzenie było bardzo dobre, przekąski między posiłkami też apetyczne. Nie zabrakło również zabawy, bo przecież dzień trwa tam dwadzieścia cztery godziny na dobę. Mieliśmy szczęście, że trafił nam się z mężem namiot niemal na samym końcu obozu i mogliśmy odetchnąć od zgiełku towarzyskich spotkań” – opowiada.

Nie zapomni też dbałości organizatorów, by Antarktydy w żaden sposób nie zanieczyścić. Zgodnie z panującym prawem nie wolno pozostawiać tam żadnych nieczystości. Wszelkie produkty przemiany materii wylatują więc razem z uczestnikami w specjalnych beczkach.

„Nie mogłam nawet wylać na lód resztki herbaty. Wszystko trzeba było zanosić do specjalnych kontenerów” – wspomina Joanna.

I to właśnie dlatego jest tam tak czysto. Dlatego jest to jedno z ostatnich absolutnie nieskażonych miejsc na Ziemi. Zaskoczyła ją też sesja zdjęciowa. Organizatorzy przywieźli ze sobą na miejsce wielkie dmuchawy: sprzęt w tym miejscu dość zagadkowy. 

W Europie też się biega w trudnych warunkach: Pokonać Jungfrau Marathon

REKLAMA

REKLAMA

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Zamarznięci. Wiatr, mróz i śnieg to główni przeciwnicy zawodników. Tu nie walczy się z innymi, ale ze sobą (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

„Jego przeznaczenie zrozumieliśmy dopiero gdy poproszono nas, byśmy ubrali się w sprzęt biegowy i stawili w jednym miejscu. A potem inscenizowaliśmy bieg. Te dmuchawy prószyły śniegiem, a my mieliśmy stawać na zawołanie w zamrożonych pozach, by fotografowie mogli zrobić dobre zdjęcia. Przedsięwzięcie mocno marketingowe” – śmieje się Joanna.

Przedsięwzięciem już stricte nie marketingowym był wspólny trening. Organizatorzy zabierali biegaczy na dzień przed wyścigiem na przebieżkę. Można było wybrać, czy chce się potruchtać pięć, czy dziesięć kilometrów po docelowej trasie. „To było zapoznanie. Mieliśmy sprawdzić między innymi, jak się ubrać. Dobór stroju był zresztą największym wyzwaniem”.

Steven Seaton przestrzega, że zadbanie o odpowiednią liczbę warstw ma kluczowe znaczenie: „Jeśli będzie ich za mało, przemarzniesz. Gdy jednak włożysz na sobie za dużo, to spocisz się, a pot cię wychłodzi. No i też przemarzniesz, a może nawet sobie coś odmrozisz”.

Błędne koło. „Myślę, że strój był kluczem do mojej wygranej. Choć na starcie było mi trochę chłodno i bałam się, że w trakcie zmarznę, to jednak na trasie się nie zgrzałam. A Amerykanka, która połowę dystansu przebiegła ze mną, przesadziła ze strojem i z tego, co widziałam, musiała się przebierać” – wspomina Joanna.

REKLAMA

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Joannę można było rozpoznać po charakterystycznym stroju. (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

Choć widać było niewiele. Wszyscy byli tak szczelnie okryci, że Joannie trudno było rozpoznać, czy mija właśnie kobietę, czy faceta. Poza tym już kilka kilometrów po starcie peleton rozciągnął się tak bardzo, że biegli przeważnie sami – ona i mąż. A cóż można powiedzieć o samym biegu? Chyba niewiele ponad to, że trasa prowadzi wąską ścieżką oznaczoną pozatykanymi w śniegu flagami. Że biegacze mają do pokonania dwa kółka po 21-kilometrowej pętli. Że oprócz namiotu technicznego stoją jeszcze przy drodze podgrzewane bateriami słonecznymi toalety. No i że nie widać niczego oraz nikogo. Tylko lód, lód, lód… i śnieg.

„Chciałam się tym biegiem nacieszyć. Zatrzymywałam się w namiocie technicznym, żeby czegoś się napić, a nawet chwilę porozmawiać. Nie spieszyło mi się jakoś wyjątkowo. Moim celem było zaliczenie tego biegu, a nie wygrana. O niej nawet nie myślałam” – opowiada Joannna.

Z jej opowieści można by wywnioskować, że bieg był łatwy, że nie stanowił wyzwania. Ale nasza zwyciężczyni przyznaje, że było trudno. Redaktor Seaton zauważa, że nawet najmniejszy podbieg, jakiekolwiek przewyższenie było wyzwaniem dla płuc.

Czytaj: Relacja z Tokyo Marathon. Japonia rajem dla biegaczy

REKLAMA

REKLAMA

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Nareszcie! Joanna wbiega na metę z czasem 6:01:45 (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

Choć w 2016 roku – kiedy startowała Joanna – wszyscy ukończyli ten dystans. Organizatorzy znieśli limit czasowy dla biegaczy, co chyba sprawę nieco ułatwiło. Wydaje się więc, że dla biegaczy zahartowanych w biegach ultra – dla ludzi, którzy tak jak Joanna wiedzą, jak się przygotować, albo jak Steven, którzy są ciągle przygotowani – sam bieg nie powinien być wielkim wyzwaniem.

Ale nie o to chyba chodzi w Antarctic Ice Marathon. Jego sedno, jego sens leży w przygodzie jako takiej. W tym, że leci się na Antarktydę, mieszka w niedostępnej bazie, ląduje na lodowcu i rozkoszuje świadomością, że przyleciało się na jeden z końców świata. Choć wygrać ten bieg to też dodatkowa frajda.

„Jako zwyciężczyni dostałam medal. Otrzymałam też specjalny kryształowy talerz. Zawsze gdy na niego patrzę, myślę o tym, jak niespodziewane było to zwycięstwo. Od tamtej pory trzymam się dewizy, by spodziewać się niespodziewanego” – mówi Joanna. – Ale także w tym pozytywnym sensie. Byłam tak zdziwiona wygraną, że chciałam ją ukryć przed światem, nie rozmawiać z mediami. Dopiero mąż mnie przekonał, że zasłużyłam”.

Uświadomiła sobie jeszcze, że skoro udało jej się przebiec maraton na dalekim południu, to da też radę na północy...

REKLAMA

Antarctic Ice Marathon: Maraton lodu i śniegu Pamiątka. Tak wygląda medal wręczany tym, którzy ukończą ten niezwykły bieg. Ma im przypominać, że byli w jednym z najpiękniejszych miejsc na Ziemi (fot. arch. prywatne, Antarctic Ice Marathon).

Najciekawsze biegi świata

Niecodzienne biegi, które możesz dodać do swojej listy marzeń.

  • Thunder Dragon Marathon (wcześniej Himalayan Kingdom Mountain Marathon), Bhutan. Potężne wschodnie Himalaje są scenerią tego fantastycznego biegu w kraju, którego mieszkańcy nazywają siebie ludźmi grzmotu, a swoje państwo Królestwem Smoka. Maraton jest bardzo wymagający, bo odbywa się na wysokości 2200-2500 m n.p.m. Ale jest też niezwykłą przygodą w miejscu, do którego prawo wjazdu wciąż jest przywilejem dla nielicznych. thunderdragonmarathon.com

  • Fire and Ice Ultra, Islandia. Ten 6-etapowy, 250-kilometrowy bieg daje szansę zobaczenia pustyni czarnego piasku, wspaniałych wodospadów i pól lawy. Musisz jednak polegać na sobie od początku do końca. Organizatorzy zapewniają tylko gorącą wodę i schronienie na koniec dnia. No i, na całe szczęście, wyznaczają trasę. Bieg zaczyna się u podnóża wulkanu w centrum wyspy, a kończy nad brzegiem morza na dalekiej północy Islandii. fireandiceultra.com

  • The World Marathon Challenge, cały świat. Za 36 tysięcy euro wykupujesz miejsce w biznesklasie. Później przewożą Cię czarterem na 7 kontynentów, byś mógł tam przebiec 7 maratonów. Zaczynasz w na Antarktydzie, potem biegniesz w Kapsztadzie (Afryka), Perth (Australia), Dubaju (Azja), Madrycie (Europa) i Santiago (Ameryka Południowa). Kończysz w Miami (Ameryka Półncna). W sumie 295 km biegu i kilkadziesiąt godzin w samolocie. worldmarathonchallenge.com

  • Więcej biegów opisaliśmy w artykule 10 najciekawszych biegów na świecie.

RW 11/2017

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij