REKLAMA

Bieganie na ekranie

Filmy z biegaczami w roli głównej mają rozpalać wyobraźnię, a nie być szkołą joggingu - twierdzą reżyserzy. Nie mogliśmy jednak odmówić sobie przyjemności popastwienia się nad techniką biegu Forresta Gumpa i przygotowania do roli aktorów.
Runner\\\\\\\'s World
W "Biegnij Lola, biegnij" (1998) bohaterka nie gra biegaczki, ale za to dużo biega. "Dajcie mi ją, a zrobię z niej mistrzynię świata" - żartuje trener maratończyków Jerzy Skarżyński. (fot. dystrybutor)

Techniczny chaos biegu Hanksa z pewnością tłumaczy to, że w niektórych sekwencjach zastępował go rodzony brat Jim. Ale ważniejsze wydaje się to, że reżyser "Forresta Gumpa" nie widział potrzeby narzucać swojemu bohaterowi jakiejś konsekwencji.

Dowodem na to, że między filmem i bieganiem nie iskrzy, jest internetowa baza filmów o bieganiu – runningmovies.com. Nie dość, że jest zawstydzająco mała, to jeszcze większość zgromadzonych w niej tytułów nic nikomu nie mówi. Umieszczenie na liście filmu "Juno", komedii o nastolatce (skądinąd całkiem niezłej), wydaje się podyktowane desperacją. Czymże bowiem ten obraz zasłużył sobie na miano filmu o bieganiu?

Oto bohaterka dość przypadkowo zachodzi w ciążę z biegaczem, kilka razy obok jej domu przebiega grupa biegaczy, a poród odbywa się równolegle z zawodami, w których startuje jej chłopak. Równie dobrze film ten mógłby się znaleźć na stronie z bazą filmów o samochodach, tych w filmie jest bowiem więcej niż biegania.

Aktor trenuje… czytanie

Oczywiście runningmovies.com zawiera także filmy, w których bieganie odgrywa znacznie większą i ważniejszą rolę, na przykład "Rydwany ognia" w reżyserii Hugh Hudsona, nominowane do Oscara w aż 7 kategoriach i nagrodzone 4 statuetkami. Film opowiada o dwóch brytyjskich biegaczach, którzy przygotowują się do igrzysk w Paryżu w 1924 roku. Ian Charleson, który brawurowo gra Erica Liddella, zwycięzcę olimpijskiego finału na 400 m, przygotowywał się do roli bardzo długo.

Nie trenował jednak biegania, tylko czytał Biblię. Liddell był bowiem bardzo pobożny. Odmawiał udziału w zawodach organizowanych w niedzielę, a po zakończeniu kariery został misjonarzem. Charleson uznał więc, że dla zbudowania roli ważniejsze będzie wniknięcie w głowę swojego bohatera, a nie w nogi. Może to właśnie dlatego z filmu o bieganiu pamięta się przede wszystkim muzykę Vangelisa, potem zwolnione zdjęcia, następnie grymas wysiłku na twarzy Charlesona, a dopiero na końcu jego bieg.

Podobnie jest z "Maratończykiem". Film zapada w pamięć dzięki dentystycznym popisom sadystycznego esesmana, granego przez Laurence’a Oliviera. Blednie przy tym utrzymana w sprinterskim tempie ucieczka maratończyka granego przez Austina Hoffmana z rąk nazistowskich oprawców.

Ktoś mógłby powiedzieć, że trochę to wszystko dziwne, jeśli się weźmie pod uwagę to, że Hollywood truchta. Oczywiście wtedy, kiedy akurat nie lata prywatnymi odrzutowcami, nie pływa jachtami i nie jeździ ekskluzywnymi samochodami.

1 2 3
STRONA 2 z 3

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA