Bieganie na ekranie

Filmy z biegaczami w roli głównej mają rozpalać wyobraźnię, a nie być szkołą joggingu - twierdzą reżyserzy. Nie mogliśmy jednak odmówić sobie przyjemności popastwienia się nad techniką biegu Forresta Gumpa i przygotowania do roli aktorów.
Runner\\\\\\\'s World
W "Biegnij Lola, biegnij" (1998) bohaterka nie gra biegaczki, ale za to dużo biega. "Dajcie mi ją, a zrobię z niej mistrzynię świata" - żartuje trener maratończyków Jerzy Skarżyński. (fot. dystrybutor)

Truchtają scenarzyści, operatorzy, reżyserzy i aktorzy. Wśród tych ostatnich jest wielu dobrych biegaczy: choćby Tom Cruise i Will Smith, komplementowani przez Marcina Urbasia, czy Franka Potente, znana z "Biegnij, Lola, biegnij" ("Dajcie mi ją, a zrobię z niej mistrzynię świata" - żartuje Jerzy Skarżyński).

Ale może właśnie to, że wszyscy truchtają, a bieganie wydaje się tak naturalne, tak proste, sprawia, że nie poświęca się mu więcej uwagi?

Rambo nie biega, ale ucieka

Klasyczny superbohater skoczy na spadochronie, rzuci nożem, poprowadzi wprawnie samochód, uwiedzie i rozkocha w sobie piękną nieznajomą, zada finezyjny cios, ale do biegu zrywa się niechętnie. Może dlatego, że bieg instynktownie postrzega się jako ucieczkę.

Rambo czasami ucieka, ale po to, by wrócić i wszystko zamienić w gruzy. Kiedy biegnie, robi to w zwolnionym tempie, by poepatować widza swoją muskulaturą. Aktor, który ma zagrać w scenie bójki, poddaje się rygorystycznemu treningowi i uczy się podstaw i choreografii sztuk walki. Jeśli ma grać boksera, trenuje z bokserami. A gdy ma zagrać biegacza? Cóż, czyta Biblię.

Jeśli już zdarzy się biegacz z prawdziwego zdarzenia, tak jak na naszym rodzimym podwórku Jacek Fedorowicz, to kino niekoniecznie wykorzysta jego umiejętności. Zwłaszcza jeżeli nasz biegacz poświęca się komedii. W "Nie ma róży bez ognia", w jednej z pamiętnych scen, grany przez Fedorowicza gapowaty nauczyciel Janek, z krawatem przytrzaśniętym drzwiami autobusu, zamiast pokazać nienaganny technicznie bieg wzdłuż pędzącego pojazdu, próbuje podciągać się na klamce. Tak jest po prostu zabawniej.

W filmie "Gazu, mięczaku, gazu" bohater postanawia odzyskać narzeczoną, startując w maratonie. Czujemy w tym pomyśle wielki potencjał, obietnicę uwznioślenia biegania. Ale to także komedia. Na początku biegu nasz bohater skręca kostkę i resztę trasy pokonuje kuśtykającym marszem, wśród omdleń. O jego technice więcej od Urbasia i Skarżyńskiego miałby do powiedzenia chodziarz Robert Korzeniowski.

Dosyć narzekania. Jerzy Skarżyński uważa, że techniczne bieganie zaczyna być potrzebne dopiero wtedy, gdy ktoś chce poprawiać swoje wyniki, gdy walczy o rekordy. A jedyne rekordy, jakie interesują filmowców, to rekordy sprzedaży. Do tego wiedza o tym, jak się prawidłowo biegnie po łuku, wcale nie jest potrzebna.

RW 02/2009

1 2 3
STRONA 3 z 3
Zobacz również:
Biegać możesz wszędzie. Dlaczego więc tak uparcie trzymasz się asfaltu? Nawet jeśli jesteś typowym biegaczem ulicznym, spróbuj czasem popracować nad swoją formą w terenie i na stadionie. Zobacz, jak gładko przenieść się z treningami na leśne i górskie trasy oraz tartanową bieżnię - Twoja forma pójdzie w górę, a Ty odkryjesz bieganie na nowo.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA