[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Co z tym fantem począć? Najdziwniejsze nagrody na zawodach

Właśnie udało Cię wygrać ważny bieg, ba - może nawet odnieść pierwsze w życiu zwycięstwo w maratonie. Zaglądasz do torby z nagrodami, a tam widzisz album o metalurgii, popielniczkę, czy kalendarz na mijający rok. Nie martw się: są tacy, którzy dostali jeszcze "fajniejsze" nagrody.

fot: Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Turystyki w Korycinie

Wiemy więc, co to za ból dostać w nagrodę za pokonany maraton popielniczkę, album o historii metalurgii, kalendarz na mijający właśnie rok czy różowego słonia o aparycji i wielkości siedzącego doga. A właśnie takie atrakcje kryją się często w tajemniczych torbach wręczanych zmęczonym zwycięzcom na podium.

Ponad 100 lat temu Pierre de Coubertin próbował przekonywać, że najważniejszy jest sam udział w zawodach, a nie zdobycie określonego miejsca, a tym bardziej materialnej nagrody. Mimo że idea twórcy nowożytnych igrzysk olimpijskich jest wciąż żywa, nie oszukujmy się - każdy lubi dostać jakieś pozytywne wzmocnienie, jakąś materialną pochwałę, jakieś trofeum, które wynagrodzi mu trud treningów i samego przekroczenia linii mety.

No właśnie, ale czy na pewna „jakieś"? I jak to się ma do zawodowców, którzy z biegania niejednokrotnie żyją? Czy na pewno zawsze na podium można się szczerze cieszyć z wygranej? Gdy okaże się, że podczas dekoracji dostaniemy żywą krowę albo europalety - to co z tym fantem zrobić?

Kasa, misiu, kasa!

Biegacze wyczynowi startujący w biegach ulicznych nazywani są często żargonowo „ulicznikami" (dla bezpieczeństwa używajmy rodzaju męskiego liczby mnogiej - nie podajemy tu żargonowej nazwy biegaczek). Ulicznicy startują w imprezach nie tylko po to, by jak większość amatorów doświadczyć zdrowego zmęczenia, żeby spotkać się z innymi albo żeby udowodnić rodzinie i przyjaciołom, że „da się radę".

Okrutne realia skłaniają ich do poszukiwania nagród, najlepiej pieniężnych, które pozwolą im zarobić i w ten sposób utrzymać siebie i rodzinę. Stąd najchętniej wybierają zawody, podczas których można wygrać kopertę pełną banknotów. Nagrody rzeczowe to dla nich zło konieczne, które jak najszybciej trzeba zamienić na twardą gotówkę.

REKLAMA

REKLAMA

Fot. Shutterstock, Stephen Aron Ress

Tymczasem organizatorzy zawodów często tego faktu nie rozumieją bądź nie mają możliwości, by zapewnić ulicznikom wygraną pieniężną. I często prześcigają się w wymyślaniu zaskakujących prezentów, których nijak wziąć do domu ani sprzedać, ani się z nimi publicznie obnosić...

Lista przebojów!

Ranking tragikomicznych nagród otwierają trofea spożywcze. Zacznijmy od Półmaratonu
w Żytnie (woj. łódzkie, 2006 rok). Najszybsi zawodnicy zostali uhonorowani tam płodami rolno-hodowlanymi, między innymi żywym królikiem i koszem grzybów (jadalnych).

Spożywcze akcenty pojawiły się również parę lat temu w trakcie dekoracji po rozegranym Biegu o Nóż Komandosa w Lublińcu, kiedy pierwsza z kobiet została uszczęśliwiona 2 ciężkimi torbami pełnymi słoików z papryką i ogórkami konserwowymi. Sam zresztą dopiero niedawno skonsumowałem (lekko przeterminowane już) chrzan i sos, otrzymane przeszło 2 lata temu w nagrodę za zwycięstwo w półmaratonie w Łowiczu.

Wspomnieć wypada, że nagrodą w Werbkowickim Biegu Cukrownika są już tradycyjnie 10-kilogramowe zapasy cukru. Listę dóbr do konsumpcji bezpośredniej spektakularnie zamyka tajemnicze trofeum, które można było otrzymać w 2004 roku za przekroczenie na 4. miejscu mety jesiennego biegu w Bydlinie niedaleko Olkusza.

Mój kolega, etatowy ulicznik Piotrek, wspomina, jak bardzo ucieszył się na widok czarnej walizki, którą otrzymał wtedy od sponsora biegu. W środku znalazł trudny do zinterpretowania zestaw - olej słonecznikowy i trzy rolki papieru toaletowego.

Podstępna dopłata do bonu

Często organizatorzy zawodów korzystają z pomocy sponsorów, nie bacząc na ich zawoalowane działania z zakresu marketingu bezpośredniego. Nagroda w tegorocznym Cracovia Maraton w postaci bonu do sklepu sportowego mogłaby cieszyć - w końcu 50 czy 100 złotych piechotą nie chodzi.

REKLAMA

Niestety, na miejscu okazało się, że najtańszy towar można zakupić za 200 złotych, więc tak naprawdę do wygranej trzeba było dopłacić. Podobnie zdarzało się podczas najwyższych w Polsce rangą zawodów przełajowych. W niedawnych mistrzostwach Polski w Olszynie, kiedy podczas dekoracji medaliści dowiedzieli się, że nagrody nie są tak cenne, jak widniało w komunikacie, nie byli specjalnie zasmuceni (w końcu to mistrzostwa kraju, nagroda finansowa nie jest pierwszorzędną sprawą).

Mistrz Polski otrzymał jednak, zamiast regulaminowych 1000 złotych na rękę, kupon o wartości 500 złotych do... sklepu z materiałami budowlanymi. Na szczęście akurat planował mały remont mieszkania i chętnie wydał swoją nagrodę na wiertarkę z kompletem wierteł udarowych. Jak zwierzał się później, to i tak lepiej, bo w innych biegach dekorowano medalami i sporymi dywanami w bliżej nieokreślonym kolorze, które trudno byłoby zabrać do domu.

Europalety i cegły

A co począć z towarami o naprawdę dużych gabarytach? Ukrytym sponsorem jednego z 10-kilometrowych biegów na Śląsku w 2004 roku było prawdopodobnie przedsiębiorstwo
transportowe, gdyż stojący na podium otrzymali w nagrodę kilkadziesiąt metrów kwadratowych europalet służących do przewozu towarów tirami.

Odbiór - „za pokwitowaniem w magazynie". Trochę mniejsze nagrody też trudno biednym biegaczom przewieźć. Widziano, jak najstarszy zawodnik zeszłorocznego biegu w Chojnicach (woj. pomorskie) bezskutecznie próbował przetransportować do domu dwa zdobyczne leżaki ogrodowe. Przedstawiciele władz cegielni, która fundowała nagrody w biegu w Radziejowicach (2000 rok), wręczyli zwycięzcom, a jakże, cegły na budowę domu (pierwsza kobieta) i dachówkę na jego pokrycie (pierwszy mężczyzna).

REKLAMA

REKLAMA

Tak się nieszczęśliwie złożyło, że laureaci nie byli małżeństwem. Aby z kolei dom wyposażyć, można się udać np. na Dobrodzieńską Dychę (woj. opolskie), gdzie na rozlosowanie czeka piękny fotel, albo do Białegostoku czy Mielca, gdzie jeszcze kilka lat temu otrzymywało się porządny stół.

Popielniczki i frytkownice

Pod koniec XX wieku istną plagą podczas dekoracji na imprezach sportowych były rowery
górskie i mikrofalówki. Gdy w regulaminie zawodów widniał zapis, że za zdobycie czołowych miejsc będą „wartościowe nagrody rzeczowe", w ciemno można było obstawiać, że są to funkcjonalne w rozumieniu organizatorów artykuły AGD.

Zdobyczne produkty, które osobiście miałem na (kawalerskim) stanie, póki nie obdarowałem nimi mojej bliższej i dalszej rodziny, to między innymi: dwie wagi łazienkowe, suszarka do grzybów, frytkownica, mikser, 5 (słownie: pięć) zegarów, prostownica do włosów oraz, niestety, popsuty toster.

Na liście użytkowych trofeów, przydatnych w większości gospodarstw domowych, znajduje się też symptomatyczna wygrana z grajewskiego Biegu Wilka (woj. podlaskie). Kenijski biegacz długo próbował dowiedzieć się, co właściwie dostał za zajęcie pierwszego miejsca. Okazało się, że główną nagrodą była... lampa kwarcowa. Wszystko wskazuje na to, że nigdy nie została jednak przez czarnoskórego zwycięzcę użyta.

Z kategorii „nagrody drobne" można wymienić: podwójny bilet na Festiwal Romów w Glinojecku, który wygrała moja znajoma Maja; plan Pekinu i grę planszową chińczyk, otrzymane podczas halowych Mistrzostw Polski (chyba jako motywację do starań o kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie); buty o cztery numery za duże, zdobyte przez jednego z najlepszych w kraju milerów na elitarnym biegu w Słupsku.

REKLAMA

Wspomnieć wypada jeszcze o symbolicznej w wymowie popielniczce, z której nie ucieszył się, niestety, zwycięzca kategorii wiekowej prestiżowych zawodów ulicznych w Kole.

Prosiak, krowa, karp...

Na koniec akcenty zoologiczne. W regulaminie sylwestrowego biegu w Szydłowcu z 2007 roku czytamy: „Nagrody: w klasyfikacji drużynowej sześć pierwszych drużyn otrzyma puchary, prosiak dla najlepszej drużyny". W biegu w Żabieńcu pod Warszawą był do wygrania żywy karp. Na koniec coś ponadprzeciętnego. Ulicznicy ścigający się w dorocznym Półmaratonie Mlecznym w Korycinie mogą cieszyć się ze zdobycia krowy.

Miejscowi rolnicy tego dnia tradycyjnie już kibicują zawodnikom i przygotowują się do licytacji. Sympatyczne zwierzę chyba nigdy nie zostało zabrane z Korycina i na miejscu zostaje zamienione na żywą gotówkę (grubo ponad 2000 zł!). Pomysłowość organizatorów nie zna więc granic. Zresztą ulicznicy w Polsce przywykli już do niespodzianek wszelkiego kalibru.

Poza tym od paru dobrych lat w upłynnianiu zdobyczy biegowych pomagają aukcje internetowe. Ale koniec końców, w pamięci po dobrej imprezie pozostaną nie - wydane na nie wiadomo co - pieniądze, ewentualnie pospolity samochód czy skuter, tylko coś intrygującego, zagadkowego i niepowtarzalnego, otrzymanego w nagrodę za wylane hektolitry potu i zwycięstwo. Na przykład zdobyty na jednym z ubiegłorocznych biegów krasnal ogrodowy, który stoi sobie godnie na podwórku u mojej znajomej. A jednak się przydał!

RW 04/2009

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij