[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.4

Dodo Trail na Mauritiusie: wyspa biegowych skarbów

Mauritius to dla wielu wakacyjne marzenie. Okazuje się jednak, że kiedy rozejrzysz się po okolicy, z dala od usianych palmami piaszczystych plaż, to zupełnie na uboczu odkryjesz prawdziwy raj również dla biegaczy.

dodo trail fot. Getty Images

Mógłbyś przemierzyć w jego poszukiwaniu całą wyspę, a i tak byś go nie znalazł. A teraz stoi kilka metrów przed mną i czeka. Śmieszny ptak. Chociaż czy to w ogóle jest ptak? Może bardziej kogut? Ta myśl zaprząta mi głowę na ostatniej prostej biegu, kiedy ubłocony, ze spaloną słońcem skórą i posklejanymi potem włosami wbiegam na linię mety. Doping zachwyconych kibiców uskrzydla, ale, prawdę mówiąc, jestem zbyt wycieńczony nawet na to, żeby pomachać dłonią. Przed startem uważałem to trochę za dziecinadę, ale teraz, kiedy pluszowy Dodo ściska mnie na mecie, przepełnia mnie radość. Jest tutaj z dwóch powodów: jako „patron” Dodo Trail i jako symbol Mauritiusa.

Podejrzewam, że facet w kostiumie zwierzaka, którego jasnoczerwone pióra przywołują na myśl utaplanego w farbie Bibo z „Ulicy Sezamkowej”, musiał przed „występem” tygodniami trenować w saunie. Dzisiaj na finiszu jest jednak przyjemne 25 stopni. Chmury chronią przed palącym słońcem, do tego wieje orzeźwiający wiatr. Bądź co bądź warunki do biegania okazały się więc całkiem niezłe, co rano wcale nie było takie oczywiste.

Widoki all inclusive

Dodo Trail składa się z trzech, a właściwie czterech – jeśli uwzględnimy rodzinną „piątkę”, która moim zdaniem bez wątpienia na to zasługuje – biegów. Jako wytrawniejsi trailowcy mamy do wyboru trzy dystanse (50, 25 i 10 kilometrów), wszystkie ze startem na wybrzeżu i trasami prowadzącymi przez pagórkowate i skaliste tereny wyspy, parki krajobrazowe, strome zbocza wygasłych wulkanów, plantacje trzciny cukrowej i bananów oraz gaje palmowe. Szlaki turystyczne na Mauritiusie dostarczają niezapomnianych wrażeń obcowania z naturą wyspy. Doznań, których co najwyżej namiastki doświadczą uwięzieni w 14-dniowym hotelowym all inclusive urlopowicze i o których całkowicie zapomnieć mogą przywiązani do 18 dołków golfiści.

REKLAMA

REKLAMA

dodo trail fot. Erik Vermeulen/Adventure Press, Urs Weber

Kolejka linowa

Uczestnicy najdłuższego dystansu startują równo o szóstej rano. Dlaczego tak wcześnie? Bo finisz musi się odbyć przed zapadnięciem zmroku, a ciemno robi się tu już o godzinie 18. Limit czasowy jest więc konieczny. Najszybszy biegacz, Ricky Lightfoot z Anglii, mistrz świata w trailu z 2013 roku, dotarł, co prawda, do celu po 5 godzinach i 19 minutach, ale połowa ze 126 zawodników potrzebuje na ukończenie biegu 10 lub więcej godzin. Na pagórkowatej trasie czeka na nich bowiem 3500 m przewyższeń, a wśród nich 550-metrowy podbieg na Tourelle du Tamarin, którego pokonanie pozwala zyskać szacunek nawet wśród tubylców. Dlaczego? Może za wyjaśnienie wystarczy fakt, że bezpośrednio przed szczytem na biegaczy czekają odcinki, które można przebyć w obu kierunkach jedynie przy pomocy specjalnie przygotowanych lin.

Członkowie Związku Alpinistów słusznie określiliby te pasaże żelazną percią. „Trasa jest niezwykle wymagająca – podsumowuje Francuz Xavier Thévenard, który rok wcześniej wygrał słynny Ultra-Trail du Mont-Blanc. – Nie znam pod tym względem żadnego trudniejszego wyścigu”.

W Dodo Trail oczekiwano od niego przynajmniej zwycięstwa, jeśli nie nowego rekordu trasy. Swoje 9. miejsce Thévenard skwitował potem słowami, że tego dnia „nie miał nóg” do tak specyficznego wyścigu. Dlatego zwycięstwo tym bardziej zaskoczyło Ricky’ego Lightfoota. Ze swoimi 184 cm wzrostu jest jak na trailowca dość wysoki i muskularny.

„Wyścigi na Mauritiusie są raczej dla drobnych i zręcznych biegaczy, bo trzeba się ciągle przedzierać przez wąskie jednokierunkowe ścieżki, w górę i w dół” – tłumaczy zwycięzca.

„To jest zdecydowanie najbardziej wymagający wyścig, w jakim brałem udział” – przyznaje też Andy Dixon, redaktor naczelny brytyjskiego wydania „Runner’s World”, który dotarł do celu 25-kilometrowej trasy po ponad 4 godzinach. Doświadczony biegacz z maratońską życiówką poniżej 3 godzin jest zdziwiony. „Trzeba mieć jaja, żeby wymyślić taki przebieg trasy!” – ocenia. Ma na myśli przede wszystkim strome i kręte pasaże.

„To jest naprawdę ostra wspinaczka po skałach” – przytakuje mu Beatrice. Przybyła tu z oddalonej o niecałą godzinę lotu wyspy Reunion. „Nasz rodzimy Grand Raid jest zdecydowanie łatwiejszy. Stojąc na szczycie Tamarin, zastanawiałam się tylko, jak ja teraz zejdę” – podsumowuje.

REKLAMA

dodo trail fot. Erik Vermeulen/Adventure Press

Tyłek jako hamulec

Drugą stroną tego morderczego dla mięśni i płuc trailu są przeżycia estetyczne, jakich doświadczają na trasie biegacze. Mają bowiem możliwość podziwiania Mauritiusa z perspektywy góry wulkanicznej, co udaje się tylko nielicznym turystom. By tego doświadczyć, wystarczy wziąć udział choćby nawet w najkrótszym, 10-kilometrowym biegu. Charakterystyka trasy jest taka sama na każdym dystansie. Po starcie nad brzegiem morza i dwukilometrowym płaskim „preludium” tu także czeka na startujących 400 m przewyższeń z nawet 30-procentowym kątem nachylenia (z powrotem nieraz za hamulec służy po prostu tyłek).

Niektórzy zawodnicy zaopatrują się w rowerowe rękawiczki, żeby chronić dłonie przed spadającymi, ostrymi jak noże fragmentami skał wulkanicznych. Pomagać trzeba też sobie nawzajem. Ta współpraca zacieśnia się wprost proporcjonalnie do rosnącej stromizny i mniejszych różnic w tempie biegu. Umówmy się: na wąskich ścieżkach wyprzedzanie jest mocno utrudnione. Biegacze zdobywają Tourelle du Tamarin niczym alpiniści. Sapanie zastępuje każdą rozmowę, ale niesamowity widok ze szczytu wart jest każdego wysiłku.

Równiny wyspy poprzecinane są plantacjami trzciny cukrowej, które stanowią 80% gospodarki Mauritiusa. Na ich tle raz po raz wyrastają zębate, wulkaniczne szczyty pokryte czarną, czerwoną, a niekiedy nawet żółtą ziemią. Między nimi połyskują soczysto zielone rezerwaty natury. Cała panorama otoczona jest niemal białym piaskiem wybrzeża i błękitną laguną morską.

Stojąc na wierzchołku 550-metrowego Tamarin, myślę, że ta góra oddaje charakter Mauritiusa lepiej niż jakakolwiek pocztówka czy widok z wypielęgnowanej plaży w kurorcie. Szybciej i boleśniej, niżbym tego chciał, wracam do rzeczywistości. Potykam się na luźnym żwirze i sunę kilka metrów w dół na przysłowiowych czterech literach. Krem ochronny na moich rękach i nogach przyciąga kurz niczym magnes. Cóż, przynajmniej mam teraz podwójną ochronę przed słońcem.

REKLAMA

REKLAMA

dodo trail fot. Erik Vermeulen/Adventure Press

Uściski z Dodo

Dopiero na ostatnich dwóch kilometrach, wspólnych dla wszystkich trzech dystansów, można nieco zwolnić kroku. Pod warunkiem że wcześniej nie pokonają Cię fale skurczów mięśni, tak jak siedzącego na skraju trasy w swoich modnych, amortyzujących Nike’ach Franćois. Rzucam mu energetyczny żel i dopinguję mimo wszystko do biegu.

Działa. Mija mnie 500 metrów dalej, kiedy balansuję na kamieniach, żeby pokonać strumyk suchą stopą. Chwilę po tym, jak rzuca w moją stronę krótkie: „Musisz biec przed siebie, tak jest szybciej!”, sam wskakuje do wody i grzęźnie po biodra w rzecznym szlamie. Czekam na niego po drugiej stronie. Jego do niedawna bielusieńkie buty są teraz czarne. Ale mniejsza o nie. Jeszcze tylko kilka metrów i obaj zaraz za linią mety uściskamy z ulgą i radością czekającego na nas Dodo.

Mauritius w pigułce

Bieganie

Mauritius jest idealnym kierunkiem na urlop pod palmami czy miesiąc miodowy. Zawody są dobrym pretekstem, ale nie głównym powodem, żeby tam polecieć, bo jest wiele lepszych miejsc dla biegaczy. Najpopularniejszym biegiem jest Mauritius Marathon, który podobnie jak Dodo Trail odbywa się na zachodzie wyspy. W ciągu roku organizuje się tu także kilkanaście lubianych przez mieszkańców krótszych biegów (10 lub 21,1 km). Lot bezpośredni na wyspę trwa ok. 11 godzin, ale warto szukać ofert specjalnych u przewoźników.

Kraj i ludzie

Wyspa leży na Oceanie Indyjskim w tzw. pasie tropikalnym, co sprawia, że temperatura wody nie spada tu poniżej 24 stopni Celsjusza. Wewnątrz wyspy, która od południowego zachodu poprzecinana jest strukturą wulkaniczną, znajduje się też las deszczowy. Dzięki klimatowi opalanie na wybrzeżu jest możliwe cały rok.

Językiem urzędowym na Mauritiusie jest angielski, ale większość wyspiarzy posługuje się na co dzień kreolskim. Dogadasz się też po francusku. Z powodu bogatej historii kolonialnej i imigracji chińskich sił roboczych 1,2 miliona mieszkańców tworzy kolorową mieszkankę ludności ze zróżnicowanymi grupami etnicznymi i godną naśladowania tolerancją.

Noclegi na Mauritiusie

Mauritius słynie z przepięknych baz hotelowych na południowo-zachodnich lagunach, jak np. Heritage Le Telfair Gols & Spa Resort, który został urządzony w pełnym smaku stylu kolonialnym XIX wieku. Położone przy bajkowych, piaszczystych plażach resorty tworzą całe kompleksy i często otoczone są przepięknymi ogrodami.

Jeśli po przeczytaniu tego artykułu czujesz, że taki bieg musi się pojawić wśród Twoich najbliższych wyzwań biegowych, przeczytaj także ten artykuł: Przepis na górską życiówkę [PLAN TRENINGOWY] - dzięki niemu na górskiej trasie niewiele będzie Cię w stanie zaskoczyć.

RW 07-08/2018

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij