[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.2

Historia biegania w Polsce. Początki i rozwój biegów masowych

Żywa świnia, kanapa albo stół - takie nagrody wygrywali pierwsi polscy długodystansowcy, a słowo "maratończyk" pachniało dekadencją na równi z Coca-Colą i Disneyem. W tych warunkach w 1980 r. w Warszawie odbył się maraton większy od nowojorskiego i berlińskiego.

Maraton Pokoju / fot. East News

Wizerunek maratończyka tworzyły w latach 60. nie relacje telewizyjne, ale radiowe. Bosonogi Bikila Abebe rozpalał wyobraźnię. Biegacz z Afryki wpisywał się w socjalistyczną optykę walki z Zachodem. To ten niepozorny Etiopczyk był idolem Dustina Hoffmana z pamiętnego filmu „Maratończyk". Dziś jest idolem innej legendy biegów, Haile Gebrselassie, który również rozpalał emocje kibiców.

Masowe bieganie w Polsce zawdzięczamy Amerykanom. To właśnie oni jako pierwsi podchwycili ideę „biegu po zdrowie" i organizacji masowych imprez. „Jogging" stał się już w latach 70. XX wieku bardzo popularny. Oczywiście, prym wiodły duże metropolie, a biegacze najbezpieczniej mogli czuć się w nowojorskim Central Parku.

„Wisła się pali!"

W Polsce w latach 70. zaczęły pojawiać się nieśmiało pierwsze masowe imprezy. W prasie drukowano artykuły o dobroczynnym wpływie biegania na zdrowie. Do kraju napływało coraz więcej informacji o zachodnich maratonach. Wiosną 1978 roku z inicjatywy gnieźnieńskich działaczy Szkolnego Związku Sportowego zrodziła się myśl zorganizowania masowej imprezy biegowej dostępnej dla wszystkich.

„Były to czasy, kiedy pod adresem biegnących dla zdrowia dorosłych kierowano uwagi: nie męcz się, ojczulku, wariat, Wisła się pali!" - wspomina jeden z organizatorów imprezy. Organizatorzy z obawą oczekiwali na zgłoszenia do pierwszego biegu. Z pomocą w propagowaniu biegu przyszli dziennikarze: Andrzej Martynkin - „Sztandar Młodych", Tadeusz Radkowski - „Sport", Janusz Kalinowski - „Kurier Polski".

Do propagowania kolejnych edycji biegu dołączyli gnieźnieńscy dziennikarze: Krzysztof Łukasik, Jarosław Walerczak, Janusz Michałowski, Radosław Kossakowski. Do nich doszli Zbigniew Cendrowski, Jerzy Bednarz, Lech Gołyński i Przemek Walewski. W kronikach znajduje się przeszło 260 artykułów. Takiego dossier mogliby pozazdrościć organizatorzy niejednej obecnej imprezy.

Na miejsce pierwszego startu wybrano Ostrów Lednicki, skąd w 1000 roku Otton III pieszo wędrował do grobu św. Wojciecha w pierwszej stolicy Polski - Gnieźnie. Wystartowało kilkudziesięciu pionierów biegania. Od pierwszego biegu wszyscy jego uczestnicy wyznają zasadę: „Jeśli stanąłeś na starcie wraz z innymi, to już wygrałeś, choćbyś przybiegł na metę ostatni". Gdy debiutowałem w tej imprezie w 1986 roku, to biegłem już w tłumie kilkuset zawodników. W dwudziestu ośmiu biegach (1978-2005) udział wzięło 5160 „lechitów", zaledwie 95 nie ukończyło biegów.

fot. Forum

Świniak dla zwycięzcy

Jeszcze pod koniec lat 70. prowadzono dwie odrębne klasyfikacje: dla zawodowców (zawodników zrzeszonych w klubach) i amatorów. Już wtedy zaznaczył się trend do gadżetów, jakimi obdarowywani byli zwycięzcy w kategoriach generalnych i wiekowych: kryształowe (a potem blaszane) puchary, nagrody rzeczowe. Tutaj organizatorzy przechodzili samych siebie.

Zwycięzcy dostawali 30 lat temu np. żywą świnię, kanapę lub stół. Trudno było zapakować takie trofeum do plecaka i wsiąść w pociąg powrotny do domu. Potem, w latach 80. i 90., zaczęły królować kołdry, koce, śpiwory i sprzęt AGD. 40-letni Andrzej Krzyścin, jeden z najlepszych polskich maratończyków, wspomina, że wabikiem dla asów asfaltowych szos był kolorowy telewizor.

Większość biegających obecnie 50-60-latków zaczynała swoją przygodę z bieganiem 30 lat temu. Niektórzy chcieli sprawdzić swoje siły, inni założyli się z kumplami. Niejeden musiał ukrywać swoje hobby przed żoną. „Mówiłem żonie, że jadę w delegację" - zdradza tajniki swojego kamuflażu Zbyszek, jeden z „cichociemnych".

„Ubierałem się w garnitur, do teczki wkładałem termos i kanapki, a po drodze od kolegi odbierałem torbę z butami do biegania i strojem startowym. Tak kombinowałem przez dwa sezony. Bieganie było dla mnie jak narkotyk. Potem żona, jak się dowiedziała, nie robiła mi awantur. Powiedziała, że bieganie jest lepsze niż kumple po pracy".

Marian Kapitańczyk chciał się sprawdzić, zobaczyć, czy forma nabyta w czasie żołnierskich zapraw nie uleciała. „Byłem ciekawy, czy dam radę przebiec dystans 12,5 kilometra. Miałem 26 lat, byłem po wojsku i wydawało mi się, że mam wystarczająco dobrą kondycję. Od tego czasu datuję moją, trwającą do dziś, przygodę z bieganiem" - wspomina weteran biegowych tras, wielokrotny mistrz Polski.

„Nie da się ukryć, poczułem ducha rywalizacji. Bieganie zawsze było dla mnie sensem życia. Uczyłem dzieciaki biegania i sam biegałem" - dodaje inny weteran, 60-letni Tadeusz Rutkowski, który potrafi „sprawdzić" 20-letnich młokosów, finiszując na dystansie 10 km nawet kilka minut przed nimi. Najpopularniejsze były biegi na dystansach 10 km, 20 km i 15 km. Organizatorzy imprez często nie mieli doświadczenia w „branży" i wytyczali trasy o nietypowych długościach, bo tak akurat pasowało. Potem przyszła moda na półmaratony i maratony.

Trening "na czuja"

Marian Kapitańczyk ma na swoim koncie prawie 700 biegów i prawie... 30 kilogramów medali. Sam dla siebie był „królikiem doświadczalnym". „Dwadzieścia lat temu nikt z nas nie słyszał o specjalistycznych treningach, zakresach czy ćwiczeniach komplementarnych" - opowiada mi podczas treningu na poznańskiej Malcie.

Biegniemy tzw. Swarzędz, czyli pętelkę liczącą 25 kilometrów. „Biegało się równo. Każdy trening wyglądał podobnie, a o jego skuteczności świadczyć miały hektolitry przelanego potu. Im więcej, tym lepiej. Nie istniały płyny izotoniczne, suplementy, odnowa biologiczna. Biegało się w trampkach. Nikt też nie przejmował się dietą. Ot, schabowy z ziemniakami i tyle".

fot. Forum

Przełomową metodą treningową, która trafiła również do maratonów, była tzw. metoda biegu ciągłego, którą z powodzeniem realizował australijski trener i były olimpijczyk Ron Clarke. Przedtem trenowano metodą interwałową, do której potrzebny był stadion i szczegółowy plan treningowy. To zniechęcało amatorów.

Amatorzy na start!

Rywalizacja maratończyków w Polsce w sposób regularny odbywała się od 1924 roku. Jednak początkowo maratony dostępne były tylko dla zawodowców, nie organizowano imprez dostępnych dla biegaczy amatorów. 96-letni Henryk Braun, nestor polskich biegaczy, trenował w poznańskiej Warcie. Startował obok Kusocińskiego i Nojego, choć w dzisiejszych czasach zaliczono by go do amatorów.

Ma na swoim koncie niezliczoną liczbę biegów. „Nie biegałem tylko w czasie okupacji" - wspomina pan Henryk przy filiżance kawy. „Każdy, kto biegał, ten uciekał, a do takiego się strzelało". Żona pana Henia zadeklarowała, że zacznie biegać, jak skończy 60 lat. I słowa dotrzymała. Początek masowego biegania maratonów w Polsce zaczął się w 1979 r., kiedy to odbył się I Maraton Pokoju w Warszawie.

Na pomysł zorganizowania maratonu dla amatorów wpadło w końcu lat 70. minionego stulecia dwóch ludzi: trener polskich długodystansowców i pierwszy dyrektor Maratonu Zbigniew Zaremba oraz redaktor naczelny pisma „ITD", pomysłodawca całego przedsięwzięcia, Józef Węgrzyn. Zajęli się oni stroną organizacyjną imprezy, czyli przede wszystkim przekonaniem władz partyjnych, że zebranie w jednym miejscu dwóch tysięcy ludzi w krótkich spodenkach i ich bieg przez miasto nie zakończy się zamieszkami.

Maraton Pokoju miał pierwotnie odbyć się w roku 1978, jednak dopiero w rok później udało się zrealizować projekt. Głównym propagatorem idei startu w maratonie był Tomek Hopfer - niegdyś znakomity biegacz (mistrz Polski w sztafecie 4x400 metrów), a wówczas już znany dziennikarz TVP. Hopfer swoim zachowaniem pokazywał telewidzom w całej Polsce, co to znaczy uprawiać sport. Jego akcja „Bieg po zdrowie" do dziś wspominana jest przez nieco starszych biegaczy.

Maraton krótszy o pół kilometra

Dzięki staraniom Tomasza Hopfera Maraton Pokoju stał się imprezą, która miała być celem każdego biegacza amatora. 30 września 1979 roku na starcie Maratonu Pokoju stanęło ponad 2000 zawodników z całej Polski. Wystartowali sprzed bramy Stadionu Dziesięciolecia, który jeszcze nie był „Bazarem Europa". Na starcie wspólnie z zawodowcami stanęli także amatorzy.

Maraton Pokoju był pierwszym w historii naszego kraju otwartym biegiem maratońskim. „Debiut maratonu wypadł bardzo okazale. Czas uzyskany przez dwóch pierwszych zawodników na mecie był o ponad półtorej minuty lepszy od ówczesnego rekordu Polski, który należał do Jerzego Grosa. Późniejszy pomiar trasy pokazał jednak, że była ona o co najmniej 500 metrów za krótka" - wspominają dziś w swojej „historii biegu" organizatorzy maratonu w Warszawie.

Tomasz Hopfer, dziennikarz sportowy, współtwórca Maratonu Pokoju (Warszawskiego) fot. Forum

Rekord nie został uznany, jednak nikt nie kwestionował frekwencyjnego sukcesu imprezy. Rok później na starcie II Maratonu Pokoju stanęło 2,5 tysiąca biegaczy. Do mety dotarło 2295 zawodników. W tym samym roku w maratonie w Berlinie wystartowało 363 biegaczy, zaś drugą edycję maratonu nowojorskiego w 1971 roku ukończyło 245 osób, w tym 5 kobiet.

Jeszcze w roku 1981 w warszawskim maratonie do mety dotarło 2015 maratończyków, ale był to łabędzi śpiew. Od początku lat 90. zeszłego wieku nazwa Maraton Pokoju została zastąpiona określeniem Maraton Warszawski. Zaangażowanie Tomka Hopfera było motorem napędowym dla wielu biegaczy i organizatorów. Gdy zmarł na zawał serca w 1982 r., w wieku niespełna 47 lat, popularność masowego biegania spadła.

Po stanie wojennym zaczynano od nowa organizować biegi, powołując się na ideę Tomka. Od 1983 roku na Ursynowie organizowane są zawody lekkoatletyczne - Memoriał im. Tomasza Hopfera. Co roku organizowany jest ogólnopolski - bieg uliczny im. Tomasza Hopfera w Janowcu Wielkopolskim. Coroczny przełajowy Bieg Jesienny im. Tomasza Hopfera rozgrywany jest również w Parzymiechach.

Powrót do metod partyzanckich

W 2002 r. Maraton Warszawski miał się nie odbyć z powodów organizacyjnych. Reanimacją imprezy zajęli się wówczas sami biegacze. Wspólnymi siłami doprowadzili do tego, że maraton mimo wszystko się odbył. Tzw. partyzancki maraton w 2002 roku ukończyło 307 osób. Rok później było to już 1070 zawodników, zaś ostatni, 27. Maraton Warszawski, ukończyło 1689 biegaczy z całego świata. W 2005 roku Maraton Warszawski po raz pierwszy odbył się w ramach Warszawskiego Festiwalu Biegowego. Była to pierwsza tego typu impreza w Polsce.

Ale to nie Warszawa jest obecnie stolicą polskiego maratonu. W 2000 r. przełom w masowym bieganiu zrobił Hansaplast Poznań Maraton. Pokaźny budżet tytularnego sponsora pozwolił na profesjonalną oprawę i przyciągnięcie prawie tysiąca biegaczy. W tym czasie bieg w Warszawie przeżywał kryzys i nawet po odzyskaniu formy długo nie mógł dogonić imprezy w stolicy Wielkopolski.

Nową kartę w historii zapisał 6. Poznań Maraton. To był najliczniejszy maraton w historii polskich maratonów. Na metę przybiegło 2398 zawodników z kilkunastu krajów. Warszawski maraton został pokonany. W 2005 roku stracił miano „największego w historii" na rzecz poznańskiego biegu. „Liczymy, że wkrótce przyciągniemy na start 3 tysiące biegaczy" - zapewniał wówczas Janusz Rajewski, szef poznańskiego maratonu (w 2015 roku imprezę ukończyło 6251 zawodników).

Zobacz: Statystyki największych biegów w Polsce w 2015 roku

„Z roku na rok bieganie staje się w Polsce coraz bardziej popularne" - cieszy się Henryk Paskal, były maratończyk i organizator największego w Polsce półmaratonu w Pile, który w tym roku odbędzie się po raz osiemnasty. „Na przykładzie naszej imprezy widać, że co roku 100-200 biegaczy decyduje się na debiut na dystansie półmaratonu. Rośnie też świadomość biegaczy. Są coraz lepiej przygotowani, nie biegają już na wariata. Pokonanie dystansu półmaratonu jest często sprawdzianem przed zmierzeniem się z 42 km 195 m".

Samotność długodystansowca

Wiosną każdego roku wraz z bocianami pojawiają się na trasach treningowych biegacze, którzy woleli przeczekać zimę w zaciszu fitnessowych sal i siłowni. Twardziele nie odpuszczali biegania na dworze. Tym bardziej że zima tego roku była wyjątkowo łaskawa dla biegaczy. Ci, którzy połknęli bakcyla biegania, doskonale wiedzą, dlaczego warto trenować i stanąć na trasie wymarzonego biegu.

„Emocje towarzyszące przerywaniu wstęgi zawsze są takie same. I wtedy, i przed przeszło 20 lat, i dziś. Wciąż jest tak samo. Gdy wygrywam, nie liczy się nic, co było wcześniej. Treningi, kontuzje, zmęczenie. Wszystko odchodzi w zapomnienie" - podsumowuje popularny „Maryś". „Pozostaje radość, radość wygrywania. Życzę każdemu biegaczowi, by doświadczył takiego uczucia. To mobilizuje do pracy, do wkładania maksymalnego wysiłku i koncentracji w te wszystkie szare, często samotne dni".

TOMASZ HOPFER  (ur. 24 kwietnia 1935 w Warszawie, zm. 10 grudnia 1982 w Warszawie). Dziennikarz sportowy, popularny komentator TVP i prezenter zorganizowanego przez Mariusza Waltera w drugiej połowie lat 70. bloku rozrywkowo- publicystycznego „Studio 2" (wraz z Bożeną Walter, Tadeuszem Sznukiem i Edwardem Mikołajczykiem). Redaktor naczelny redakcji sportowej TVP. Lekkoatleta, średniodystansowiec. W latach 50. członek kadry narodowej, dwukrotny mistrz Polski (1955, 1958 w sztafecie 4x400 metrów).

Po zakończeniu kariery poświęcił się propagowaniu czynnego uprawiania sportu. Inicjator telewizyjnej akcji „Bieg po zdrowie", współtwórca Maratonu Warszawskiego (początkowo pod nazwą Maraton Pokoju). Realizator filmów dokumentalnych „Przeżyjmy to jeszcze raz" i „Droga na Mundial ‘78". Absolwent Szkoły Głównej Handlowej (1956, wtedy SGPiS). W czasie stanu wojennego internowany w Ostrowie Wielkopolskim. Po wyrzuceniu z telewizji pracował jako taksówkarz. Zmarł po ciężkiej chorobie na zawał serca.  

Więcej fascynujących opowieści o historii biegania w Polsce i na świecie przeczytasz w tych artykułach:

RW 01/2008

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij