[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Kilithon: rekordowy maraton Polaka na Dachu Afryki

Michał Gawron wpadł na szalony pomysł. A potem go zrealizował. Dzięki temu możemy poszczycić się tym, że Polak zorganizował najwyżej położony maraton w historii. Zobacz, jak wyglądała droga do realizacji absolutnie szalonego przedsięwzięcia, jakim jest Kilimanjaro Extreme Marathon - czyli w skrócie Kilithon.

Kilithon: rekordowy maraton Polaka na Dachu Afryki Kilimandżaro - góra w Tanzanii, przy granicy z Kenią. Jest najwyższą górą Afryki i jednym z najwyższych samotnych masywów świata. Jej trzy szczyty zostały utworzone przez wulkany. Są nimi: Uhuru na wulkanie Kibo (Kilimandżaro) – 5895 m n.p.m., Mawenzi – 5150 m, Shira – 3940 m. (fot. Piotr Dymus)

Na stronie Księgi Rekordów Guinnessa przy znakomitej większości rekordów umieszczony jest link: „Zgłoś pobicie”. Przy najwyżej położonym maratonie świata, rozgrywającym się na Mount Evereście, takowego nie ma.

„Najpewniej nie przewidzieli, że jest jakakolwiek szansa na poprawienie tego osiągnięcia” – mówi Polak, który właśnie czeka na potwierdzenie, że akurat jemu ten niewiarygodny wyczyn się udał.

W tym przypadku podniósł pułap aż o 486 metrów. Jak tego dokonał? Znalazł inne miejsce, gdzie wystartować można jeszcze wyżej, i właśnie tam zorganizował maraton. To miejsce to Kilimandżaro, najwyższa góra Afryki i jednocześnie najwyższa wolnostojąca góra świata.

5895 metrów dumy

Wszystko odbyło się w grudniu zeszłego roku, z należnym poważnemu przedsięwzięciu profesjonalizmem. Startowało 11 zawodników, pojechało kilku niestartujących uczestników wyprawy, a na miejscu pracowało prawie 80 osób obsługi. Była profesjonalna opieka medyczna i fotograficzna. W ekipie znalazły się też gwiazdy biegów górskich – na przykład zwycięzca Baikal Ice Marathon i najszybszy zagraniczny zawodnik Tenzing Hillary Everest Marathon Piotr Hercog, który Kilithon też wygrał. Była również klasyczna dmuchana brama maratonu – coś, co w tego typu ekstremalnych przedsięwzięciach jest niespotykane.

REKLAMA

REKLAMA

Kilithon: rekordowy maraton Polaka na Dachu Afryki Nocleg w kamienistej strefie Kilimandżaro przypominał nocowanie na Marsie. Tuż przed szczytem namioty przysypał śnieg. To wtedy Michał Gawron zwątpił w swoje zamiary. (fot. Piotr Dymus)

„Na co dzień jestem menedżerem. Realizuję duże, poważne i wymagające projekty. Maraton na Kilimandżaro, czyli #Kilithon, przygotowywałem właśnie w ten sposób. Z dokładnością i profesjonalizmem. A ta brama to był mój punkt honoru – śmieje się Michał Gawron, przedsiębiorca, zapalony żeglarz, podróżnik i biegacz. – Jeszcze ważniejsze było bezpieczeństwo uczestników i to, żeby jednorazowa przygoda zamieniła się w imprezę cykliczną. No i wszystko się udało. Dlatego w drugiej części tego roku organizujemy kolejny maraton na Kilimandżaro. Będzie też półmaraton i rozgrywane najwyżej na świecie mistrzostwa w rowerowym downhillu”.

Zamieszanie na Mt. Evereście

Michał Gawron chwali się, ale nie przechwala. Stoją za nim fakty. 42-kilometrowy bieg na Dach Afryki to najwyżej położony maraton świata. Jego start znajduje się na wysokości 5895 m n.p.m. Ludziom z Guinnessa nie pozostaje nic innego, jak to potwierdzić, a organizatorom maratonu na Evereście (start w Everest Base Camp, 5363 m n.p.m.) znaleźć nowy sposób na reklamowanie swego biegu.

„Znam ludzi, którzy pracują przy tym maratonie i wiem, że jest tam teraz spore zamieszanie – mówi Michał Gawron, który właśnie na Mt. Everest wpadł na pomysł, aby zorganizować bieg na Kilimandżaro. – W 2016 roku wziąłem udział w tamtym biegu. To była fantastyczna przygoda, ale większość startujących narzekała, że impreza trwa zbyt długo. Jeden dzień biegu, a trzy tygodnie podróży, wliczając prawie dwutygodniowe wspinanie się na górę. Wtedy do mnie dotarło, że Kilimandżaro byłoby pod tym względem przyjaźniejsze”.

REKLAMA

Kilithon: rekordowy maraton Polaka na Dachu Afryki Wspinaczka na górę trwała pięć dni. To mało czasu, by organizm przyzwyczaił się wysokości. (fot. Piotr Dymus)

Od tej refleksji się zaczęło. A potem zaczęła ona kiełkować w konkretny plan, w wielkie przedsięwzięcie. Michał Gawron miał już za sobą trekking po świętej górze Tanzańczyków. Zdobył ją na piechotę, zwykłą wspinaczką, ale także biegiem – w ciągu jednej doby. Zakochał się w tym miejscu. Kiedy jednak ujawnił się z pomysłem, by zorganizować tam oficjalny maraton, wszyscy przekonywali go, że to się nie uda. Że władze Narodowych Parków Tanzanii nie zgodzą się na taką imprezę. Wtedy przedsiębiorczy Ślązak postanowił, że dopnie swego. Rozpoczął wielomiesięczna walkę o zdobycie pozwolenia.

Zgoda wiceprezydenta

„Nawiązałem kontakt z przewodnikiem i jednocześnie właścicielem firmy trekkingowej, który na miejscu organizował wyprawy na Kilimandżaro. Pomysł zawładnął wyobraźnią Hamadiego Gao. Razem zaczęliśmy starać się o pozwolenie. Jednak kolejne instancje odsyłały nas z prośbą coraz wyżej. Nikt nie wiedział, czy może wydać takie pozwolenie. Po wielu miesiącach starań zatrzymaliśmy się na wiceprezydencie. On wydał zgodę” – opowiada Michał Gawron.

Władze parku wyznaczyły termin biegu na grudzień – kiedy żaden turysta na tę górę się nie wspina ze względu na pogodę. Tanzańczycy bali się organizacji tak trudnego maratonu. Nie rozumieli pomysłu, do którego byli bardzo sceptycznie nastawieni, nie wiedzieli, czego się spodziewać. Ale Michał Gawron postanowił udowodnić im, iż jest godzien zaufania. Zadbał o wszystko. Zaprosił też wyśmienitego zawodnika Piotra Hercoga, wybitnego fotografa ultramaratonów Piotra Dymusa i dziennikarzy z „National Geographic”. W grupie znaleźli się też lekarz i szefowa Polskiej Misji Medycznej, którzy przypadkiem usłyszeli o śmiałym projekcie Polaka.

REKLAMA

REKLAMA

Kilithon: rekordowy maraton Polaka na Dachu Afryki Organizator wyprawy nie odpoczywał. To był pierwszy raz. Wszystko było nowe. Wszystkiego trzeba było przypilnować. (fot. Piotr Dymus)

„Mieliśmy fantastyczny zespół. Towarzyszyło nam też około osiemdziesięciu osób obsługi – opowiada Michał Gawron. – Tanzania jest ubogim krajem i władze parku stawiają wymogi zatrudniania dużej ilości osób, które wspomagają wyprawy. Później okazało się, że to kilkudziesięcioosobowe wsparcie było nam bardzo potrzebne” – wspomina.

Jak to przy pionierskich projektach bywa, nie obyło się bez problemów. Gdy spali w obozie na wysokości 4700 metrów, przysypał ich śnieg. Michał Gawron wyszedł z namiotu i naszły go myśli, że to jednak szaleństwo, że może przesadził. Ale gdy zobaczył entuzjazm uczestników wyprawy, nabrał przekonania, że wszystko będzie dobrze, że się uda. Uspokajająco działało też opanowanie miejscowych przewodników. Oni wiedzieli, że to nic niezwykłego o tej porze. Wiedzieli też pewnie, że kolejną trudnością okaże się niewystarczająca aklimatyzacja. No i, oczywiście, okazała.

Dmuchana duma

„Do Base Camp na Mount Everest wchodzi się prawie dwa tygodnie, więc jest czas na znacznie lepszą aklimatyzację. Jest czas się przyzwyczaić. Nasz trekking na szczyt Kilimandżaro był zdecydowanie krótszy, bo trwał tylko pięć dni i wielu z nas odczuwało negatywne konsekwencje szybkiej zmiany dużej wysokości” – opowiada katowiczanin.

REKLAMA

Kilithon: rekordowy maraton Polaka na Dachu Afryki Po pokonaniu pierwszego tysiąca metrów można było biec, bo wyżej podczas maratonu na Kilimandżaro można tylko truchtać. (fot. Piotr Dymus)

Jeden z zawodników źle się poczuł i ze względów bezpieczeństwo spędził całą noc przed biegiem pod tlenem. Zadbali o niego lekarze. Ale mimo tych przeszkód pobiegli wszyscy uczestnicy. Byli bardzo zdeterminowani. W końcu mieli stać się pionierami. Wystartowali przez tę wielką, ogromną, jak na tamte warunki, dmuchaną bramę. Dumę organizatorów, która w kontraście z dzikim, księżycowym pejzażem Uhuru Peak (najwyższego szczytu Kilimandżaro) prezentowała się szczególnie imponująco, szczególnie okazale.

Z lodowca w tropiki

Dla większości biegaczy pierwsza część biegu – tak do wysokości 4500 metrów – to był trucht. Bo kręci się w głowie, bo łapie zadyszka, bo serce wali jak młotem. Na górze panuje klimat typowo lodowcowy. Ziąb, bieg w kurtkach i zalegający śnieg w górnych partiach szczytu. Druga strefa Kilimandżaro to przestrzeń księżycowa i wulkaniczna, pełna żwiru i kamieni z drzewami powykręcanymi wiatrem – gdzie ma się wrażenie, jakby biegło się po obcej planecie. A ta najniższa to tropiki.

„Temperatury dochodzące do trzydziestu stopni, duża wilgotność, las tropikalny, małpy, komary i malaria” – mówi Michał Gawron.

On sam z jedną z organizatorek, biegaczką Anną Pontus, zamykał stawkę. Pilnowali, by wszyscy dobiegli na metę, by nikomu nic się nie stało. Ale nie żałuje, bo odniósł zupełnie inny sukces – nie sportowy, ale organizacyjny. A po wszystkim cała grupa pojechała na trzydniowe safari.

REKLAMA

REKLAMA

Kilithon: rekordowy maraton Polaka na Dachu Afryki Władze tanzańskich parków narodowych pozwoliły zorganizować bieg w grudniu, kiedy jest tam najgorsza pogoda. (fot. Piotr Dymus)

„Tak to sobie wyobrażam, tegoroczny maraton i półmaraton. Jako przedsięwzięcie sportowe, ale i podróżnicze. Być w Tanzanii i nie pojechać na safari?” – uśmiecha się. Sprawa jest więc przypieczętowana. Możemy być dumni, bo Polak będzie organizował najwyżej na świecie położony maraton. Można się będzie już niedługo zapisywać na oficjalnej stronie biegu kiliextrememarathon.com. Termin: wrzesień 2018 roku.

„Pierwszy bieg był rekonesansem, próbą. Chciałem się przekonać, że wszystko nam się uda. Dlatego pocztą pantoflową zebraliśmy zaufany zespół. Tym razem ruszamy szeroko” – mówi o swoim najnowszym i ulubionym przedsięwzięciu biznesowym menedżer z Katowic.

Ucieczka w ultra

A któż to jest? Kto nam zafundował taką dumę i przyjemność? Wypadałoby odpowiedzieć na to pytanie, ale może być to o tyle trudne, że Michał Gawron nie lubi mówić o sobie. Woli o swoich projektach i przedsięwzięciach. Dlatego gdy córka poprosi go, żeby poopowiadał o podróżach w szkole, idzie chętnie. Ale gdy na maratonie ktoś ma ochotę na pogaduchy, to raczej ucieka do swojego „świata”. Między innymi dlatego poszedł w ultra – bo tam stawka się rozciąga i każdy może zmagać się sam ze swoimi myślami i słabościami.

REKLAMA

Kilithon: rekordowy maraton Polaka na Dachu Afryki Kilimandżaro oferuje takie widoki, że trudno się skupić na biegu. Na szczęście w drodze na szczyt była chwila, by się rozejrzeć. (fot. Piotr Dymus)

Sukcesów, o których może opowiadać dzieciom w szkole, jest dużo. Wystarczy choćby wspomnieć żeglarską wyprawę na Morze Rossa. 12 lutego 2015 roku polski jacht Selma Expeditions dopłynął na żaglach do krańca południowych mórz i oceanów – do Zatoki Wielorybów, docierając tym samym najdalej w głąb lądu Antarktydy, bijąc rekord Guinnessa i rekord świata. Michał Gawron był członkiem załogi i tym samym stał się posiadaczem pierwszego rekordu Guinnessa.

Michał Gawron to też biznesmen, menedżer, odpowiedzialny za sferę finansów dużych projektów deweloperskich w Polsce. Ale jego największą pasją jest teraz bieganie i wspinaczka górska. Przebiegł już wiele maratonów i zupełnie egzotycznych biegów ultra. Przynajmniej jeden tydzień w miesiącu spędza na podróżach. Czy to w ogóle możliwe w przypadku aktywnego życia biznesowego?

Prezes w bluzie

„Oczywiście, moi pracownicy, kontrahenci i klienci wiedzą, że telekonferencje prowadzone ze mną czasami odbywają się przez telefon satelitarny w bardzo różnych okolicznościach. Bywa, że w trakcie biegu – opowiada. – Nie noszę już krawata, rzadko zakładam garnitur. Moi współpracownicy zaakceptowali taki styl, mówią: »On po prostu już tak ma«. Niejednokrotnie zdarzało się, że prosto z biegu czy wyprawy pędziłem bezpośrednio na spotkania biznesowe w Warszawie. Raz nawet bez gruntownej toalety. Zabrakło czasu przy transferach lotniczych” – wspomina z uśmiechem.

REKLAMA

REKLAMA

Kilithon: rekordowy maraton Polaka na Dachu Afryki A po wszystkim odpoczynek. No i zasłużone oczekiwanie na widowiskowe safari. (fot. Piotr Dymus)

Aż trudno uwierzyć, że ten facet zaczynał bieganie od kilkukilometrowych przebieżek. Że z drugiej wrócił taksówką, bo rozbolało go wszystko – łącznie z końcówkami uszu. Dziś to zupełnie inny człowiek. Można powiedzieć, że chłop ze stali. Rozważny i odważny, parafrazując tytuł znanego filmu. Udowodnił to, wbiegając samotnie na Kilimandżaro w ciągu doby. Zrobił to za drugim razem, bo przy pierwszym podejściu na 500 metrów przed szczytem uznał, że nie zdąży i jeśli nie przerwie próby, może tu zostać już na zawsze.

„Udowodniłem wtedy rodzinie i najbliższym, że potrafię zachować rozsądek, więc są teraz spokojniejsi, gdy mnie nie ma – opowiada. – Ale zrobiłem też wrażenie na szefie parku narodowego Kilimandżaro, bo uznał moją determinację. Dostrzegł, że nawet ta nieudana próba mnie cieszy, że ta góra i bieganie wyzwalają u mnie jak najlepsze emocje. Pewnie dlatego też spogląda teraz na moją działalność tak przychylnie”.

Bo tak rzeczywiście jest. Zgoda na szeroką działalność na terenie parku jest przejawem wielkiego zaufania od zachowawczego zarządu Parków Narodowych Tanzanii oraz lokalnej administracji rządowej. Tak więc będzie tam maraton, „połówka”, wyścigi rowerowe (downhill), w planie też zawody paralotniarskie. Wszystko to za sprawą determinacji Michała Gawrona.

REKLAMA

Kilithon: rekordowy maraton Polaka na Dachu Afryki Tak wyglądała wielka, dmuchana brama, którą obsługa wniosła na szczyt Kilimandżaro. Postawienie jej tam było sporym wyzwaniem, ale przyniosło też wiele radości i satysfakcji uczestnikom biegu. W takich miejscach linię startu zaznacza się symbolicznie, a tutaj wykwitła brama, którą mógłby się poszczycić niejeden z ulicznych biegów w kraju. (fot. Piotr Dymus)

„To będzie najprawdopodobniej mój ulubiony biznes. Mam wielką satysfakcję, że się udało, że dopiąłem swego, choć wielu mówiło, że się nie uda. Taką mam naturę. Jeśli słyszę coś takiego, to prę do przodu na przekór. No i będę miał w domu wymówkę. Przecież od teraz jeżdżę do Tanzanii służbowo!”.

Michał Gawron - wizytówka

Organizator Kilithonu, żeglarz, podróżnik i biegacz, ale także przedsiębiorca z Katowic. Zaczął biegać całkiem niedawno, ale szybko odnalazł formę. Pewnie dlatego, że jako dziecko trenował pływanie i judo, co przygotowało organizm do wysiłku. Najpierw były starty uliczne – półmaratony i maratony. Ale gdy okazało się, że jest na nich tłoczno i mnóstwo ludzi lubi sobie porozmawiać w trakcie biegu, przerzucił się na ultra. Łączy je z pasją do podróżowania, więc nie brakuje w jego dorobku egzotycznych wypraw biegowych. Oto one:

  • maraton po zamarzniętym jeziorze Bajkał – Baikal Ice Marathon (2016)
  • 100-kilometrowy ultramaraton po wulkanie w Patagonii – Vulcano Race (2016)
  • dziewiąte miejsce w 60-kilometrowym ultramaratonie na Mt. Everest (2016)
  • IronMan na mistrzostwach Europy we Frankfurcie (2017)
  • biegu po Saharze na dystansie 250 km – Marathon de Sables (2017)
  • wbiegnięcie na Kilimandżaro i zbiegnięcie z niego bez aklimatyzacji poniżej 20 godzin (2017)

RW 03-04/2018

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij