[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Lekkoatletyczne MŚ w Berlinie 2009: Cud nad Sprewą

Gdy zostałem poproszony przez redakcję RW o relację z mistrzostw świata w Berlinie, sądziłem, że będzie to kilka refleksji człowieka z wewnątrz – głównie o tym, jak organizatorzy w mieście będącym jedną z biegowych stolic świata wspaniale pokażą sól lekkiej atletyki, czyli bieganie. Pewnie tak by się stało, ale rzeczywistość napisała inny - wspaniały - scenariusz.

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Berlinie 2009: cud nad Sprewą Tyczkarki Monika Pyrek i Anna Rogowska zdobyły swoje medale, bo tego dnia skakały najwyżej. I o to chodzi w konkursach na mistrzostwach świata – tu nie liczą się osobiste rekordy, tylko dyspozycja dnia. (fot. East News)

Ten scenariusz napisali właściwie reprezentanci Polski, zdobywając rekordową w historii liczbę medali. Aż osiem! Takich rezultatów nie spodziewał się absolutnie nikt, łącznie z piszącym te słowa, który niewątpliwie jest niepoprawnym optymistą.

W związku z wyżej opisaną sytuacją tekst będzie głównie o polskiej lekkiej atletyce i jej wspaniałych sukcesach. Będzie oczywiście również o bieganiu, ale za momencik. Wszyscy zadają sobie pewnie pytanie, gdzie tkwi przyczyna tak wielkiego sukcesu polskiej lekkiej atletyki. Przyczyn na pewno jest kilka – zarówno tych racjonalnych, jak i kompletnie irracjonalnych. Postaram się je wymienić.

Zacznę od przyczyny najbardziej irracjonalnej, ale jakże ważnej – zarówno w sporcie, jak i w życiu. Szczęście! Dopisywało ono wszystkim reprezentantom Polski. Najłatwiej powiedzieć, że szczęście sprzyja lepszym, i to prawda najczystsza.

Myślę jednak, że to nasze szczęście pojawiło się wraz ze zmianą władz w polskiej lekkiej atletyce. Wraz z odejściem pani Ireny Szewińskiej zmianie uległy podstawowe relacje międzyludzkie. Pryncypialność zastąpił dialog. I to ten dialog między zawodnikami, trenerami i włodarzami związku wygenerował taką niesamowitą ilość szczęścia, wspaniale wykorzystaną przez zawodników. Nawet udało nam się wygrać protest, na mocy którego dopuszczono do startu w finale biegu na 800 m Marcina Lewandowskiego. Nie przypominam sobie takiego przypadku w latach ostatnich.

REKLAMA

REKLAMA

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Berlinie 2009: cud nad Sprewą Anita Włodarczyk jest pierwszą Polką od czasów Władysława Kozakiewicza z aktualnym rekordem świata. Mamy nadzieję, że wynik 77,96 m zostanie przez nią poprawiony i granica 80 metrów wkrótce pęknie. (fot. East News)

Druga bardzo ważna przyczyna sukcesu, a właściwie echa, jakim ten sukces się odbił, to bliskość czasowa i przestrzenna miejsca, w którym mistrzostwa były rozgrywane – czyli Berlina. Z dnia na dzień można było obserwować zwiększającą się liczbę przedstawicieli wszystkich polskich mediów, kibiców i co również nie było bez znaczenia – rodzin i bliskich naszych zawodników. Już teraz możemy się cieszyć, że Londyn też jest bardzo blisko.

Przejdźmy do przyczyn merytorycznych, czyli umiejętności naszych zawodników i ich trenerów. Rzuty to dzisiaj absolutna wizytówka naszej lekkiej atletyki. Genialny miks wspaniale uzdolnionych pod względem fizycznym i mentalnym zawodniczek i zawodników oraz ich wspaniałych trenerów.

Włodarczyk – Cybulski. Ona – silna charakterologicznie dziewczyna, on – geniusz rzutu młotem z diabelsko trudnym charakterem. Głęboko wierzę, że dzięki mądrości ludzi stojących obok nich ten układ będzie jednak trwał jeszcze bardzo długo.

Majewski, Małachowski – Olszewski, Suski. Specjalnie ująłem ich czterech razem, bo tak ich widzę. Wzajemnie uzupełniająca się mieszanka siły, odwagi, spokoju, wiedzy, geniuszu organizacyjnego i charakteru.

Ziółkowski – Kaliszewski są jak okręt, który przeżył już tyle burz, że teraz będzie płynął na pewno w dobrym kierunku.

REKLAMA

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Berlinie 2009: cud nad Sprewą Piotr Małachowski musiał nieco spasować w treningach z powodu kontuzji palca. Nie wiadomo, czy trenując bez tej przymusowej przerwy, dałby sobie odebrać złoto Niemcowi Hardingowi. Ale przecież istniało duże prawdopodobieństwo, że do Berlina nie pojedzie w ogóle. (fot. East News)

Skok o tyczce. W tej kwestii mogę być nieobiektywny, jednak postaram się spojrzeć na tę konkurencję chłodno i obiektywnie. Podstawowa przyczyna sukcesu Ani i Moniki to ich całkowicie odmienne, aczkolwiek bardzo silne charaktery i niewiarygodny upór. Nie byłoby tych sukcesów, gdyby nie ich trenerzy, Jacek Torliński i Wiaczesław Kaliniczenko, różniący się między sobą tak jak ich zawodniczki, jednak równie silni i uparci. Praca tych dwóch zespołów mocnych indywidualistów na pewno przyniesie nam jeszcze wiele radości.

Wielobój i medal Kamili Chudzik to dowód absolutnego geniuszu trenerskiego Sławomira Nowaka i nie mam co do tego żadnych wątpliwości.  Obserwując ich wspólną pracę, jestem przekonany, że medal w Londynie jest bardzo realny.

I na koniec ten najbardziej niespodziewany medal – Sylwestra Bednarka w skoku wzwyż. Ten medal musiał przyjść. Musiał, bo mamy w tej konkurencji cudowne tradycje i mieliśmy w ostatnich latach grupę bardzo zdolnych i świetnie zapowiadających się zawodników, z których najlepszy okazał się Sylwek. Teraz jemu i jego trenerowi Lechowi Krakowiakowi należy życzyć wszystkiego najlepszego oraz bardzo długiej obecności w światowej czołówce.

REKLAMA

REKLAMA

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Berlinie 2009: cud nad Sprewą Tomasz Majewski nie obronił pierwszego miejsca z igrzysk w Pekinie i musiał zadowolić się srebrem. Dla niego była to porażka, czego zresztą wcale nie ukrywał. (fot. PAP)

Co łączy te wszystkie opisane wyżej sukcesy? Jaki element pracy treningowej? Jaki brakujący klocek w tej układance sukcesu? Odpowiedź jest bardzo prosta – bieganie! Bieganie obecne tutaj w kilku postaciach. Jako podstawowy element treningu lekkoatletów, choć w wyżej opisanych konkurencjach przybierający różne formy, które kiedyś chętnie opisałbym szczegółowo. Bieganie, konkurencje biegowe to również ten brakujący klocek w polskim sukcesie podczas mistrzostw świata w Berlinie.

Natychmiast pojawia się pytanie, czy możemy również osiągać sukcesy w konkurencjach biegowych. Moim zdaniem możemy tam, gdzie biegowi towarzyszy coś jeszcze, czyli na przykład w biegach płotkarskich, przeszkodach i sztafetach. Tych konkurencji i reprezentujących nas w nich zawodników nie możemy na pewno odpuszczać. Wręcz przeciwnie – musimy się skoncentrować, by w pełni wykorzystać tkwiący tam potencjał.

Jeżeli chodzi o te konkurencje, które są najważniejsze dla miesięcznika, na którego łamach ten artykuł się ukazuje, musimy nadal wykonywać katorżniczą pracę upowszechniania biegania. To zjawisko w Polsce idzie w dobrą stronę, ale jest jeszcze szmat drogi do przebiegnięcia.

REKLAMA

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Berlinie 2009: cud nad Sprewą Sensacja na skoczni. Sylwester Bednarek przyjechał do Berlina bez minimum, do finału zakwalifikował się z 12. wynikiem, ale w najważniejszym dniu skakał po brąz jak natchniony. (fot. East News)

Przez lata dla PZLA bieganie masowe nie istniało jako coś związanego z przedmiotem działalności związku. Mam nadzieję, że ten absurdalny błąd zostanie naprawiony przez aktualne władze, bowiem bieganie masowe to przede wszystkim zdrowie.

Nie zapominajmy też o tym, że biegacze to przecież potencjalni zawodnicy. Uważam również, że im więcej ludzi będzie biegać, to tym więcej będziemy mieli sympatyków i kibiców lekkiej atletyki, rozumiejących wysiłek lekkoatletów. Ich zwiększająca się liczba to woda na młyn dla naszej dyscypliny i jej rozwoju.

Wróćmy jeszcze do Berlina i biegania. Fantastycznym pomysłem było rozgrywanie maratonu i chodu w centrum miasta, z metą przy Bramie Brandenburskiej. To bardzo ożywczy i fajny pomysł. To kolejne kilkadziesiąt tysięcy sympatyków mogących z bardzo bliska śledzić wysiłek lekkoatletów. Zwieńczeniem pomysłu był masowy, sobotni bieg na 10 kilometrów, który dostarczył uczestnikom niewiarygodnych wrażeń. Pozwolił im poczuć się pełnoprawnymi uczestnikami najważniejszej i największej imprezy lekkoatletycznej na ziemi. Genialny pomysł organizatorów, a jednocześnie tak prosty.

REKLAMA

REKLAMA

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Berlinie 2009: cud nad Sprewą Kamila Chudzik nie lubi 800 m, ale właśnie tu ma największe rezerwy. Na szczęście jej trenerem jest jeden z najlepszy specjalistów od tego dystansu na świecie - Sławek Nowak. (fot. East News)

Co jeszcze z tego, co dotyczy biegania, zapamiętam z tych mistrzostw? Na pewno renesans biegów średnich i długich w Stanach Zjednoczonych. Już nie tylko naturalizowany, wspaniały Bernard Lagat, ale cała grupa zawodniczek i zawodników w finałach. Dzięki temu nadal wierzę, że i my mamy szansę, szczególnie na średnich dystansach. Kluczem jest jednak wspomniana wyżej masowość biegania.

Zapamiętam również smutny przypadek zwyciężczyni biegu na 800 metrów – Caster Semenyi z RPA. Bez względu na to, jak się zakończy ta cała historia z wątpliwościami dotyczącymi płci zawodniczki, jednego już możemy być pewni – opiekunowie Caster przez swoją pazerność na pewno wyrządzili jej wielką krzywdę. Dla dobra Caster wszelkie niejasności w tej kwestii powinny zostać wyjaśnione jeszcze przed mistrzostwami.

Muszę także wspomnieć o geniuszu Usaina Bolta. Moc płynąca z ciała tego człowieka jest niewiarygodna. To, czego dokonał w trakcie mistrzostw, przeszło już do historii nie tylko światowej lekkiej atletyki, lecz również całego sportu. Na mnie piorunujące wrażenie zrobił na dystansie 200 m. Wtedy właśnie widać było wyraźnie jego walkę z samym sobą, jest dla mnie zdecydowanie bardziej ludzki niż podczas biegu na 100 m.

REKLAMA

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Berlinie 2009: cud nad Sprewą Kosmiczny rekord Jamajczyka Usaina Bolta na setkę był ozdobą MŚ w Berlinie. Teraz już bez obawy o kpiny można powiedzieć, że widziało się istotę z innej planety. (fot. East News)

Jego wyniki są szokujące i o tym mówią wszyscy, lecz dla mnie najważniejsza jest pozytywna energia, którą emanuje Jamajczyk. To najpiękniejsza rzecz, jaka mogła przytrafić się światowej lekkiej atletyce. I niech nic tego nie zburzy.

Drugim biegaczem, który triumfował na dwóch dystansach, był Etiopczyk Kenenisa Bekele. On również dokonał rzeczy historycznej – jako pierwszy podczas mistrzostw świata zwyciężył na dystansie zarówno 10 000 m, jak i 5000 m. Przed nim próbowali tego najwięksi biegacze, z jego rodakiem Haile Gebrselassie na czele.

Kenenisa zaimponował również skromnością. Pytany, czy nie jest mu przykro, że to Usain Bolt, a nie on jest bardziej w centrum uwagi, odpowiadał, iż zdecydowanie nie i podkreślał fakt, jak ważny dla promocji lekkiej atletyki jest taki fenomen, jak Bolt. Niepozbawiony ambicji ani poczucia humoru Bekele zaproponował fenomenalnemu sprinterowi pojedynek na dystansie 800 m.

Mnie osobiście jednak najwięcej cudownych emocji dostarczyli (kolejność subiektywna) Monika, Anita, Ania, Kamila, Szymon, Tomek, Piotr i Sylwester. Dla wszystkich was niski ukłon i podziękowania!!!

RW 09-10/2009

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij