REKLAMA

Maraton Nowojorski: 6 powodów, dla których (nie) warto w nim pobiec

Maraton Nowojorski. Start w tym słynnym biegu maratońskim to marzenie milionów biegaczy z całego świata. Ale czy naprawdę warto wylewać pot, krew i łzy, żeby w nim pewnego dnia pobiec? Przedstawiamy obiektywne i subiektywne powody, dla których każdy powinien się nad tym przez chwilę zastanowić.

6 powodów, dla których (nie) warto pobiec Maraton Nowojorski Rodale Images
rys. Rodale Images

Maraton w Nowym Jorku może odstraszyć biegaczy. Jest lodowaty, drogi, linia startu daleko, ma mnóstwo wzniesień. Jednak w ubiegłym roku przyciągnął 42 000 biegaczy z różnych części świata. Pozostałych 130 000 musiało się obejść smakiem, gdyż odmówiono im zapisu. Oto 5 powodów przeciw i jeden za uczestnictwem w tym maratonie. I wyjaśniamy, dlaczego ten jeden powód przeważa.

REKLAMA

REKLAMA

6 powodów, dla których (nie) warto pobiec Maraton Nowojorski Rodale Images
rys. Rodale Images

Nie biegnij, bo... trudno się zapisać

Najlepsze biegi świata stają się coraz wybredniejsze. Jako że liczba biegaczy wciąż rośnie, a ulice nadal mają ten sam rozmiar, miejsca wyczerpują się w zawrotnym tempie. Lecz w Nowym Jorku nie wystarczy być superszybkim, trzeba też mieć szczęście.

Jest pięć sposobów na to, by pobiec w maratonie. Pierwszy – być członkiem NYRR (New York Road Runners) i brać udział w innych corocznych imprezach w mieście. Kolejny to zaproszenie od sponsorów. Trzeci – być bardzo szybkim, co oznacza dla mężczyzny między 19. i 39. rokiem życia udowodniony czas poniżej 2:55 w innym maratonie. Czwarty – nieźle zapłacić odpowiednim biurom turystycznym (pakiet nie sprzedaje się poniżej 3000 dolarów). Piąty i najpopularniejszy sposób to wybór drogą losowania, jednak na wielu chętnych przypada niewiele miejsc.

Wprawdzie organizatorzy nie podają tego do wiadomości, ale według szacunków Runner’s World w 2009 było aż 130 000 osób na 20 000 miejsc. Tylko niepełnosprawni sportowcy mogą zapisać się do losowania z pewnością sukcesu. Pocieszeniem może być to, że organizacja nagradza cierpliwych pechowców. Kto się zapisze i nie zostanie wylosowany w ciągu dwóch kolejnych lat, automatycznie dostaje miejsce w trzecim roku.

REKLAMA

6 powodów, dla których (nie) warto pobiec Maraton Nowojorski Rodale Images
rys. Rodale Images

Nie biegnij, bo... Nowy Jork jest diablo drogi

Nowy Jork jest drogim miastem. A w tygodniu, w którym odbywa się maraton, staje się jeszcze droższy. Wyspa Manhattan staje się wprost niedostępna do przeciętnego zjadacza chleba. Ceny pokoi w hotelach 3- i 4-gwiazdkowych wzrastają nawet dwukrotnie. Plany B, które zazwyczaj już są obarczone ryzykiem, stają się jeszcze bardziej ryzykowne. Wynajęcie mieszkania może stać się bardziej ekonomiczną alternatywą w jakimkolwiek dużym mieście. Istnieje jednak ryzyko oszustwa. Nawet na popularnych stronach internetowych z ofertami noclegów w czasie maratonu nie brakuje kanciarzy i nawet uczciwych ogłoszeniodawców ogarnia szaleństwo. Zdjęcia zamieszczone na stronie nie zawsze odpowiadają rzeczywistości, a wymagana zaliczka jest często zapowiedzią zwykłego rozboju.

Zamieszkanie daleko od Manhattanu zawsze wychodzi taniej, jednak ceną za to ekonomiczne rozwiązanie jest znaczne oddalenie od startu i mety. Niezależnie od tego, jaki adres wybierzemy, i tak będziemy narzekać, gdyż nowojorski transport w dniu maratonu poddany jest ograniczeniom, a niektóre linie wręcz mogą być wstrzymane. Jeśli chcesz zaoszczędzić na tym wyjeździe, bo „Stany są tanie”, uważaj! Koszty życia w Nowym Jorku bardziej odpowiadają kosztom życia w europejskich stolicach niż amerykańskim standardom.

REKLAMA

REKLAMA

6 powodów, dla których (nie) warto pobiec Maraton Nowojorski Rodale Images
rys. Rodale Images

Nie biegnij, bo... masz daleko na start

Dla 5000 biegaczy, którzy zdołają ukończyć nowojorski maraton poniżej 3:30, czas biegu może okazać się krótszy niż czas potrzebny na dotarcie do linii startu. Nie ma na świecie drugiej tak skomplikowanej z logistycznego punktu widzenia imprezy sportowej. Garstka osób znajdzie zakwaterowanie niedaleko mostu, z którego startuje maraton, nieliczni załapią się na transport VIP, ale reszta ma utrudnione zadanie. Most Verrazano-Narrows łączy dystrykt Staten Island z Brooklynem i skomunikowany jest z Manhattanem przez prom. Patrząc na mapę, nie wydaje się to tak skomplikowane. Nic bardziej mylnego! W dniu startu w Nowym Jorku zmieniony zostaje ruch uliczny, jakby oczekiwał nowego ataku terrorystycznego. Droga „naziemna” jest zablokowana, pozostaje droga morska. W niedzielę maratonu ani pociągi, ani metro nie kursują tak jak zwykle.

Jeśli ktoś postanowi zakwaterować się blisko mety, w Central Parku, będzie musiał zmierzyć się z następującym wyzwaniem: najpierw podróż z centrum na południowy kraniec Manhattanu metrem, taksówką lub autobusem (może to zająć 45 minut, a nawet godzinę), później na stacji promowej trzeba liczyć czas oczekiwania na prom na Staten Island, potem trwająca 20 minut przeprawa i 10 minut w kolejce do autobusu, który zabierze biegacza z przystani do mostu Verrazano-Narrows. I tam, w wąziutkich uliczkach Staten Island, można jeszcze trafić na korek. To kolejne 30 minut. I tak oto upływają nam dwie i pół godziny na podróży pociągami, statkami, taksówkami, autobusami.

Ryzykownym posunięciem byłoby dotrzeć na miejsce w momencie startu, grozi to bowiem nieodnalezieniem odpowiedniego miejsca startowego (każdy otrzymuje wyznaczoną przestrzeń do startu). Należałoby więc wkalkulować w plan dodatkową godzinę – tak dla bezpieczeństwa. Te 3 godziny i 30 minut sprawią, że wczesnoporanna kawa zdąży wyparować z żołądka biegacza. Każdy biegacz powinien wziąć pod uwagę swoje zwyczaje żywieniowe, by zapobiec nieprzewidzianym przystankom podczas biegu. Najlepszym rozwiązaniem jest zabranie ze sobą lunchu i spożycie go podczas podróży.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

REKLAMA

6 powodów, dla których (nie) warto pobiec Maraton Nowojorski Rodale Images
rys. Rodale Images

Nie biegnij, bo... trasa jest zdradziecko trudna

Nie ma łatwych maratonów. W tzw. Grupie Big Five – czyli grupie pięciu największych maratonów świata – istnieje podział. Berlin, Chicago i Londyn wiodą po płaskim terenie z łagodną temperaturą. Boston uważany jest za ciężki, a Nowy Jork jest zazwyczaj określany jako „średni”. To nieprawda. Boston gra w otwarte karty, podczas gdy Wielkie Jabłko ukrywa swoją truciznę.

Maraton w Bostonie ma swoje wzniesienia i spadki, o których wszyscy wiedzą i są przestrzegani przed krytycznymi punktami. W Nowym Jorku natomiast nierówności są mniej widoczne, a zatem bardziej zdradliwe. Już na 2. kilometrze zejście z mostu Verrazano kusi nas, by nieroztropnie zmarnować paliwo. Następnie kolej na Brooklyn, z alejami, które wydają się całkiem równe. Nie są, i w połowie drogi zaczynasz to odczuwać.

Na moście Pułaskiego pojawia się pierwsze znaczące wzniesienie. Na 25. kilometrze jest kolejny, jeszcze trudniejszy, most. Zakryty Queensboro łączy Queens z Manhattanem. Nagle biegacz przechodzi z ciszy w wibrującą Pierwszą Aleję – i tak aż do 31. kilometra. Ale to jeszcze nie koniec przeklętych mostów. Na 32. km most alei Willis wychodzi z Manhattanu, przechodząc w Bronx.
Na Manhattan powraca się przez most alei Madison.

Tu zaczyna się prawdziwy sprawdzian, który u niejednego biegacza wywołuje nie chwile, a długie minuty zwątpienia: Piąta Aleja to najcięższe wzniesienie maratonu. Wejście do Central Parku na 39. kilometrze również nie ułatwia życia: tu czeka kolejne męczące wzniesienie. I tylko widok linii mety w oddali kompensuje cały wysiłek włożony w przebiegnięcie trasy.

REKLAMA

REKLAMA

6 powodów, dla których (nie) warto pobiec Maraton Nowojorski Rodale Images
rys. Rodale Images

Nie biegnij, bo... czeka Cię długi finisz

Myślisz, że już ukończyłeś bieg? Nic bardziej mylnego. 42 000 maratończyków dociera do Central Parku – parku z alejkami przystosowanymi na kilkadziesiąt osób. Przekroczywszy linię mety, biegacz zachęcany jest do marszu, by oddalić się od zamieszania. Problem polega na tym, że równocześnie oddala się od rodziny, przyjaciół i stacji metra. I tylko sportowcy z określonymi numerami mogą wydostać się poszczególnymi wyjściami.

Jeśli tylko ktoś przystanie lub przysiądzie na chwilę, od razu usłyszy pytanie: „Czy dobrze się czujesz?”. Jeśli odpowie: „Nie”, do razu zostanie przewieziony na sygnale do szpitala. Odpowiedź „Tak” oznacza, że trzeba kontynuować marsz. 10 czy 15 przecznic dalej biegaczowi udaje się w końcu ukończyć wyścig – dociera do alei Central Park West.

Tu rozpoczyna się kolejny wyścig – z powrotem do hotelu. Nawet jeśli komuś uda się złapać taksówkę, nie oznacza to kresu zmagań. Korki! Chaos w ruchu ulicznym na Manhattanie to efekt zamknięcia wielu ulic. Przejażdżka metrem też będzie kiepskim pomysłem. Z koli pociągi, które w niedziele i tak rzadko kursują, obładowane są maratończykami, osobami towarzyszącymi i turystami. Dlatego z Central Parku najlepiej wydostać się na piechotę.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

REKLAMA

6 powodów, dla których (nie) warto pobiec Maraton Nowojorski Rodale Images
rys. Rodale Images

1 powód, dla którego musisz pobiec Maraton Nowojorski

Runner's World nie kłamie. Maraton nowojorski ma piekielne zapisy, zaporowe zakwaterowanie, odległą linię startu, nieludzki przebieg i irytujący koniec. To wszystko prawda. To świetne powody, by wybrać jakikolwiek inny międzynarodowy maraton. Buenos Aires jest niedrogi, Chicago nietrudny, Berlin idealny, Paryż piękny, Poznań, Warszawa czy Wrocław bliskie.

Jednak dla kogoś, kto lubi maratony, New York Marathon jest maratonem „A”. Miasto tak dobrze przyjęło maraton, że stał się on najważniejszym punktem w jego kalendarzu wydarzeń sportowych. I to w miejscu, gdzie tak ważny jest baseball, na ringu o pasy mistrzów walczą giganci boksu, grają koszykarze New York Knicks i organizowane jest tenisowe US Open.

Maraton Nowojorski powinien być Maratonem Ziemi. Jeśli świat posiada stolicę, z pewnością jest nią Nowy Jork. Różnorodność miasta jest świetnie odzwierciedlona w maratonie. W 2009 roku samych tylko Włochów było 3220. Poza tym: 1751 Holendrów, 638 Japończyków, 359 Brazylijczyków i 120 Polaków.

Pokonując 42,195 kilometrów trasy atleci „przebiegają” przez historię muzyki. Słychać dziesiątki zespołów rockowych, jazzowych, muzyki funk, rumby, samby, klasycznej. Oczywiście nie biorąc pod uwagę muzyki, którą oferują ze swych okien okoliczni mieszkańcy. A co najważniejsze, na ulicach są 4 miliony kibiców mocno zaciskających kciuki. Z jakichś powodów uważają oni, że przebiegający obok nich maratończyk jest bardziej interesujący niż Haile Gebrselassie. I wspierają go silniej niż mogłaby to zrobić jego rodzona matka. I właśnie dlatego musisz pobiec ten maraton!

RW 09-10/2010

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA