[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Pokonać Jungfrau Marathon

Mówią, że maraton górski pod Jungfrau ma najpiękniejszą trasę na świecie. I chyba mają rację - biegnąc, kontemplujesz jedną z najbardziej zapierających dech w piersiach alpejskich scenerii. Do tego różnica wzniesień rzędu 1800 metrów i krystalicznie czyste, górskie powietrze. Witaj w Interlaken.

fot. Andy Mettler

Pewnego dnia, podczas przeglądania zdjęć z rozmaitych imprez biegowych, napotkałem charakterystyczną fotkę z biegaczami na morenie lodowca w okolicy Interlaken. Chwilę później wiedziałem już, co będę robił na początku września... Jungfrau Marathon 2007 miał się stać moim górskim debiutem. A więc zaczynamy od początku...

Biegi górskie to zupełnie inna historia niż nabijanie kolejnych kilometrów po płaskim jak stół asfalcie. To jedyne w swoim rodzaju uczucie, kiedy noga nie podaje, serce - bijąc jak oszalałe - zaraz wyskoczy gardłem, a każde 250 metrów ciągnie się jak ser w fondue.

W wigilię biegu

Położone w samym centrum Szwajcarii Interlaken od rana żyje biegiem. Na latarniach wiszą podobizny zwycięzców poprzednich edycji, atmosferę biegowego święta podgrzewa międzynarodowy tłum biegaczy w okolicy startu oraz biura zawodów. Są wśród nich uczestnicy wielu biegowych klasyków, wystarczy spojrzeć na koszulki: Osaka Marathon, New York Marathon czy też marokański Maraton Piasków.

Cóż, jeżeli dobrze pójdzie, to już niebawem przywdzieję podobnego T-shirta z logiem JM 2007. Tymczasem ja, wykorzystując ostatnie przedbiegowe godziny, wyleguję się w łóżku w małym, stuletnim hoteliku. Na DSF-ie Robert Kubica wykręca kosmiczne czasy, na ścianie naprzeciwko wisi koszulka z przypiętym numerem startowym, a ja czuję, jak dopada mnie nerwówka...

Zapach Ben Gaya o poranku

Niezależnie od mojego samopoczucia, prognoza pogody nie zapowiadała potencjalnej tragedii. Bezchmurne niebo, 15 stopni Celsjusza. Zważywszy, że meta znajduje się na wysokości 2100 metrów, a Interlaken położone jest jakieś 1500 metrów niżej, oznacza to kilkustopniowy spadek temperatury i warunki prawie cieplarniane.

Pozostaje tylko zameldować się na mecie biegu, co sprowadza się do przebiegnięcia 25 kilometrów po względnie płaskim terenie (300 metrów do góry), a następnie pokonania 1500- -metrowej różnicy wzniesień rozłożonej na 16 km. To podobnie jak wejście z Czarnego Stawu na Rysy i to dwukrotne!

Przy tym zapowiada się wizualna uczta, no i zobaczę z bliska ścianę Eigeru - obiekt marzeń alpinistów z całego świata. To będzie dobry dzień, myślę sobie, truchtając w miejscu, wciągając opary Ben Gaya na starcie "najpiękniejszego maratonu świata".

Up, up, up!

Plan jest prosty - oszczędzić jak najwięcej sił na drugą połowę spotkania z Jungfrau. Czuję się zmęczony, kilkudniowe "spacery" po Alpach parę dni przed biegiem to nie był najlepszy pomysł, na kolanie, które pobolewa, opaska...

Muszę się hamować, żeby nie biec szybciej niż 5:45 na kilometr. Pierwsze 10 kilometrów wokół Interlaken mija szybko. Droga do Lauterbrunnen, gdzie trasa osiąga półmetek, biegnie szutrową alejką, głęboko wciętą doliną; pokonuję pomniejsze podbiegi w podobnym tempie. Lauterbrunnen to śliczna, mała wioska, nad którą góruje potężny skalny mur z wodospadem Staubach, którego szum towarzyszy mi przez następne kilometry. Tu niespodzianka - spotykam pierwszego Polaka - Lidkę Walczak, z którą wspólnie, niezbyt nerwowo przekraczamy półmetek, pstrykamy sobie pamiątkowe zdjęcia i biegniemy dalej.

Widząc ludzi wspinających się stromym szlakiem prowadzącym do Wengen, uśmiecham się do siebie na myśl o tym, co nas czeka. Do tego odzywa się kolano... Iść czy biec? - oto jest pytanie. Moje wątpliwości rozwieją się już za chwilę, w miejscu, w którym trasa wznosi się do góry niczym notowania Google'a podczas internetowego boomu na nowojorskiej giełdzie.

1 2 3
STRONA 1 z 3

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij