[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Rajdy przygodowe: wyzwanie dla najsilniejszych

Kochasz bieganie, ale po cichu marzysz o flircie z inną dyscypliną? Rajdy przygodowe to kombinacja kilku sportów (od biegania nie uciekniesz). Ich uczestnicy przez dziesiątki, a niekiedy setki kilometrów ścigają się pieszo, na rowerze, kajakiem i na rolkach...

Rajdy przygodowe Michał Sójka

Historia rajdów przygodowych na świecie sięga lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. W Polsce, co ciekawe, rajdy pojawiły się za sprawą narciarza - Andrzeja Bachledy-Curusia. Realizacją zadania zajął się krakowski Compass, znany wówczas z organizacji Pucharu Świata w biegach na orientację. Tak w roku 1999 narodził się największy w Polsce rajd przygodowy, który w tym roku odbędzie się po raz dziewiąty. Przez minione trzy lata rajd znany był jako The North Face Adventure Trophy, a najnowszym sponsorem tytularnym rajdu został Zamberlan – włoski producent butów trekkingowych.  

Impreza Compassu była prawdziwym gigant rajdowym - do wyboru mieliśmy dwa warianty trasy: Masters i Amator. Nawet ta przewrotnie nazwana amatorską liczyła około 250 km, a Masters nawet ponad 350 km! Na krótszej trasie walczyły dwuosobowe zespoły, w drugim przypadku rywalizowały między sobą czwórki (w tym obowiązkowo jedna kobieta!).

Na opinię największej zasłużyła sobie ósma edycja rajdu - trasa Masters liczyła wtedy aż 370 kilometrów i wiodła przez tereny Tatr, Podhala i Pienin. Zwycięski zespół Salomon Navigator pokonał ją w czasie niespełna 56 godzin. W skład najszybszej ekipy weszli: Justyna Frączek, Sławek Łabuziński, Paweł Moszkowicz oraz Andrzej Ulidowski.

Andrzej wspomina: "To był ciężki rajd. Dość powiedzieć, że jego trasa była najdłuższą w historii polskich rajdów, poza tym już na samym początku trzeba było nieźle się wytężyć". Tym mocnym uderzeniem, z którym już na samym początku musieli zmierzyć się startujący, okazał się morderczy, trekkingowy etap po polskich Tatrach. Zawodnicy zaliczyli większość szczytów od Kasprowego Wierchu na zachód. Do tego doszły dwa biegi na orientację na Magurze Witowskiej i Gubałówce - łącznie jakieś 70 km marszobiegu, co najlepszemu zespołowi zajęło około 18 godzin.

REKLAMA

REKLAMA

Z punktu widzenia zaprawionego w maratonach biegacza, 70 km w 18 godzin to nie jest nic wielkiego, jednak jeżeli dodamy różnicę wzniesień i włączymy nocny bieg na orientację, wyzwanie robi się tym większe. I cały czas trzeba pamiętać, że do mety jeszcze 300 kilometrów. Przedstawiamy relację z rajdu z 2007 roku.

Strategia zwycięzców

Dwie najlepsze czwórki, Speleo Salomon i Salomon Navigator, pokonywały ten pierwszy etap łeb w łeb i cały czas chodziło o to, by urwać się przeciwnikom. "Szliśmy na 90% swoich możliwości, nie było przelewek - wspomina jedyna kobieta w zespole, Justyna. - W pewnym momencie zgasiliśmy czołówki i biegliśmy po ciemku przez podmokły teren. Zespół, który był za nami, nie był pewien, w którą stronę pobiegliśmy, i nagle zrobiło się 100-200 metrów przewagi."

Tak rozpoczęła się trwająca ponad 30 godzin samotna ucieczka teamu Navigator, który jako pierwszy zameldował się na mecie. Naiwni ci, którzy myślą, że podczas rajdu jest dużo czasu na sen. Członkowie Navigatora mieli wszystko zaplanowane: "Pierwszej nocy nie zamierzaliśmy spać. O piątej rano wsiedliśmy na rowery i pierwszy kolarski etap (60 km) skutecznie nas rozbudził. Drugiej nocy mieliśmy kryzys, przewaga zaczynała topnieć, ekipa Speleo deptała nam po piętach. Położyliśmy się na kilkanaście minut, zaszaleliśmy!".

W opinii startujących, w krytycznych momentach nawet krótsza, kilkuminutowa przerwa pozwala na lekką regenerację i zresetowanie umysłu. Trochę się też w ten sposób oszukuje organizm, że już spał i jest wypoczęty.

"Może warto coś takiego zrobić i potem przyspieszyć, niż wlec się i popełniać błędy w nawigacji" - mówi Andrzej. - Tym bardziej że dookoła trasy nie stoją ludzie, kilometry nie są znaczone i nie chodzi o to, żeby biegać po krzakach, tylko żeby znajdować punkty kontrolne".

REKLAMA

O tym, jak ważna jest świeżość umysłu, przekonała się jedna z ekip startujących w 2001 roku w Bieszczadach. Zespół, który walczył o pierwsze miejsce, po dwóch ciężkich dobach na trasie zaczął popełniać proste błędy w nawigacji. Nie pomógł nawet specjalista od nawigacji, wielokrotny mistrz Polski w biegach na orientację, który wchodził w skład pechowego teamu.

Zbyt długie szukanie jednego z punktów kontrolnych zakończyło się utratą wiary, rozłamem i w konsekwencji nieukończeniem rajdu. Najpierw zawiódł umysł, potem do kompletu wysiadły psychika i morale. Takich problemów nie mieli jednak ubiegłoroczni triumfatorzy rajdu, którzy w wyśmienitych humorach wpadli na metę pod Gubałówką.

Maraton to sprint

Uliczny czy przełajowy bieg i rajd przygodowy to dwa zupełnie różne światy. Przy trwającym 40-50 godzin rajdzie trzygodzinny maraton wydaje się być sprintem. Niekoniecznie jednak prostszym w realizacji. Dla Grzegorza Wamberskiego bieganie i rajdy to lata doświadczeń.

"To zupełnie inny poziom wysiłku. Większość rajdu odbywa się w szybkim marszu, a więc intensywność jest nieporównywalnie mniejsza. Być może nawet pod względem fizycznym maraton jest trudniejszy niż ten rajd. Tu dochodzi jednak aspekt psychiczny, umiejętność radzenia sobie w stanach długotrwałego stresu i wyczerpania" - zaznacza.

Rajd to prawdziwy sprawdzian umiejętności współpracy w grupie - za ukończony uznaje się go tylko wtedy, gdy cała ekipa dotrze na metę. Tymczasem skład grupy tworzą jednostki, które zawodzą. I tym najsłabszym ogniwem wcale nie są kobiety. Wszystkie startujące panie są świetnie przygotowane i zdarza się, że to one dyktują tempo i rządzą zespołem. W zeszłym roku w Szaflarach na 10 kilometrów przed końcem trasy Masters z rajdu wycofał się niemiecko-fiński zespół Montrail Leppin.

REKLAMA

REKLAMA

Trzy czwarte ekipy czuło się zupełnie dobrze, jednak czwarty zawodnik był zupełnie wyczerpany, drżał i majaczył. Po kilku godzinach snu i aplikacji węglowodanów wszystko przeszło. I pomyśleć, że do pokonania pozostał im tylko wjazd rowerem na Gubałówkę i zjazd na metę po drugiej stronie zbocza... Zawodnicy zgodnie przyznają, że podczas drugiej doby zmagań ciężko jest nie ulec monotonii i przez cały czas utrzymywać skupienie.

W sytuacji kryzysowej człowiek myśli o najprostszych potrzebach - kąpieli czy śnie. "Ja na przykład myślę, co fajnego można byłoby zjeść" - śmieje się Andrzej. - Kiedyś, w chwilach słabości, zdarzało się nam wstępować do schroniska na zupę czy pierogi. Raz wpadliśmy do sklepu i prosiliśmy o zrobienie kanapek. Pani sklepowa była tak miła, że zrobiła nam jeszcze herbatę!". Jedno jest pewne: podczas rajdu nie można myśleć o dezercji. Jeśli dopuszczasz takie myśli, to znaczy, że nie chcesz go ukończyć.

Wygrywa doświadczenie

Początki są trudne - trzeba zapłacić frycowe, żeby potem znać różne niuanse: czy to logistyczne, czy to sprzętowe, czy nawigacyjne. Mimo że starsi wiekiem zawodnicy są często mniej sprawni niż ich młodsi koledzy, wiedzą, co mogą osiągnąć, są lepiej przygotowani na psychiczne wyzwania rajdu.

Bywa, że mające olbrzymi potencjał młode wilki nie potrafią zapanować nad emocjami i częściej popełniają strategiczne błędy. W najlepszych zespołach świata, jak choćby teamie Nike, który wygrał mistrzostwa świata w 2007 roku, trzon stanowiły osoby powyżej trzydziestki. Ta impreza pokazała zresztą, że można być świetnie przygotowanym, ale ulec naporowi złej pogody.

O zwycięstwie zdecydował deszcz, który padał przez dwie doby. Przy temperaturze 7 stopni C ciężko się napiera, dlatego szkockie zawody ukończyło zaledwie dwanaście z dwudziestu kilku ekip. Zespół, który miał walczyć o pierwsze miejsce z Nike - Balance Vector - skończył na szóstym miejscu, ponieważ jeden z jego członków (czołowych zawodników świata!) dostał hipotermii. Jedyna polska ekipa, Salomon Speleo, skończyła zawody na 10. miejscu.

REKLAMA

Ukończyć, czyli wygrać

Ból i zmęczenie chodzą parami. Jak je pokonasz, wygrywasz. A z rajdami jak z bieganiem - po kilku tygodniach regeneracji przychodzi ochota na następny sprawdzian. Ambicja podpowiada: rusz jeszcze mocniej! "Ale ostrożnie z takim planowaniem! - ostrzegają Justyna i Andrzej. - Nie oszukujmy się, nie jest to bieg po zdrowie. Zawsze coś się zużywa, zawsze może się zdarzyć jakaś kontuzja".

Podobnie jak w biegach długodystansowych, trzeba znać swoje możliwości, wiedzieć, co się chce i co można osiągnąć. No i trzymać się mocno, aż do samego końca. Zwycięzcy zgodnie przyznają:

"To nie jest tak, że my jesteśmy niezniszczalni. Ale z doświadczenia wiemy, że można pokonać zmęczenie, znaleźć granicę i przesunąć ją trochę dalej. Zawsze będzie zimno, głodno i do domu daleko, i każdy będzie marzył o prysznicu, łóżku i obiedzie. Sęk w tym, że po zakończeniu rajdu ten prysznic czy obiad smakuje dużo, dużo lepiej!".

Staw czoła przygodzie

Dystans 350 kilometrów to dla Ciebie zbyt wiele? Na pierwszy raz spróbuj krótszego dystansu. Adventure Racing Cup to największy cykl rajdów przygodowych w Polsce. Rywalizacja przebiega w dwóch kategoriach, PROFI i OPEN, zapewnia emocje sportowe zarówno doświadczonym, jak i początkującym w tym sporcie zawodnikom. Dwuosobowe zespoły mogą sprawdzić swe siły, pokonując wieloetapową trasę pieszo, rowerem, kajakiem. To seria czterech dość krótkich rajdów przewidzianych na jeden intensywny dzień: 45-120 kilometrów w zależności od kategorii. Krótkie zawody pozwolą Ci poznać smaczek tej ciekawej dyscypliny!

Jak się przygotować do rajdu przygodowego?

  • zadbaj o nawigację i przećwicz obsługę mapy i kompasu w terenie
  • przeproś się z rowerem i w miarę możliwości poćwicz na kajaku
  • pierwszy rajd potraktuj jako dłuższą, ambitniejszą wycieczkę
  • nie próbuj biec cały czas; to pierwszy krok, żeby szybko opaść z sił
  • przejrzyj fora internetowe, poczytaj relacje tych, którzy ukończyli zmagania
  • dbaj o poziom cukrów i elektrolitów we krwi, w razie zmęczenia po prostu odpocznij
  • spakuj dodatkową bieliznę i plastry – z otarciami nie dotrzesz zbyt daleko
  • zbuduj dobry i zgrany zespół – udana współpraca to klucz do sukcesu

RW 02/2008

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij