[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Runmageddon Global: pot, łzy i wielka przygoda

Biegną przez Saharę w Runmageddonie Global naszpikowani elektroniką sportową, a tu z jaskiń wychodzą nomadzi i ciekawie przyglądają się sportowcom. To na Adamie zrobiło największe wrażenie. Ewelina przywiozła sobie z namiotu na Saharze korespondencyjną przyjaźń. A Krzysztof z Kaukazu zapamiętał nieprzespane – z emocji – noce. Wszyscy mają za sobą starty w Runmageddonach – najpopularniejszym w Polsce cyklu biegów przeszkodowych, który jako Runmageddon Global rusza teraz na podbój świata.

Runmageddon Global: pot, łzy i wielka przygoda Padłeś? Powstań! Ten znany slogan reklamowy to jedno z głównych dewiz uczestników Runmageddonu Global (fot. Sandra Biegun)

Runmageddon Global Ewelina nazywa „wakacjami życia”. Dotąd odbyły się cztery edycje – dwie na Kaukazie i dwie na Saharze. Kolejna już wiosną przyszłego roku - na runmageddończyków czeka Sahara.

Biegowe weekendy Krzysztofa

„Żeby tylko było pod górę” – myśli Krzysztof Jaciw (rocznik 1980) podczas Runmageddonu Global na Kaukazie. Bo po tym, jak rozwalił kolano, upadając na zbiegu w połowie pierwszego etapu, pod górę jest mu łatwiej. W ogóle zazdrości tym, co zbiegają jak elfy, bo oni z Marcinem, znajomym przedsiębiorcą, to raczej jak orki.

Niedawno w ogóle nie lubił biegać. W szkole grał w piłkę ręczną – kawał chłopa, 193 cm i jakieś sto kilo wagi, miał nawet powołanie do Gwardii Opole. Fizycznie był silny: zanim wyszedł na trening, musiał przerzucić trociny albo słomę, od dziecka pracował w gospodarstwie.

Ale już w szkole zaczął robić biznes – sklepik szkolny. Na studiach (politechnika) założył kafejkę internetową, dodał do niej lokal gastronomiczny. Z kafejki powstała firma komputerowa i-systems, w której zatrudnia dziś kilkadziesiąt osób; gastronomię też rozwinął w restaurację „Dobre jadło”.

Do stycznia ubiegłego roku dorobił się 12 kilogramów dodatkowo, czteroletniego syna i dziesięcioletniej córki, która trenuje akrobatykę. I postanowił pokazać córce, że zrobi… szpagat.

„Poszedłem najpierw do boksu crossfitowego, ale tam się włącza męskie ego, robi się za dużo, za ciężko, z nieprawidłową techniką. Zacząłem chodzić na zajęcia indywidualne z trenerem. I pewnie zrobiłbym ten szpagat, gdyby dziewczyny z mojej pracy w lutym nie rzuciły hasła: Runmageddon – opowiada Krzysztof. – Pomyślałem, że taki firmowy start będzie fajny, świetna integracja, chłopaki i dziewczyny w drużynie. Tyle że chłopaki się nie garnęli, więc padło na mnie. I trzeba było zmienić cel treningów”.

REKLAMA

REKLAMA

Runmageddon Global: pot, łzy i wielka przygoda Start Runmageddonu Global na Saharze. Droga do mety jest w większości kamienista, ale czasem grzęźnie się w piasku (fot. Sandra Biegun)

Startują w Runmageddon Silesia w 24 osoby, na 6-kilometrowej trasie Rekruta. Krzysztofowi podoba się atmosfera, wspólne pokonywanie przeszkód, ale dopiero kiedy następnego dnia czuje DOMS-y, powszechnie zwane zakwasami, „przypomina sobie”, że bardzo lubi ten stan.

„Jestem ekstrawertykiem, więc nie lubię biegania. A tu trochę błota, trochę przeszkód, skakanie po drzewach, jak w dzieciństwie” – mówi.

Z kolegą Marcinem, także biznesmenem, jadą jeszcze do Gdańska i Krakowa, ale szukają większego wyzwania. Dawaj, spróbujemy Kaukazu, 50 km w trzy dni, damy radę! 15 września lądują w Gruzji. Biegowi patronuje ambasador Gruzji, Krzysztofowi udziela się podniosły nastrój, a że zbliża się 100-lecie niepodległości, przepisuje się na dystans 100 km.

„To była jedna z cenniejszych lekcji życia. Pierwszego dnia po 10 kilometrach poleciałem z górki w dół, kolano mi uciekło i nie mogłem schodzić. Na szczęście kolejne 8 kilometrów było pod górę. W nocy walczyłem ze sobą: co zrobić?! Ludzie się bawią w namiotach, śmiechy, śpiewy, a ja dostałem od kogoś roler i próbowałem rozluźnić mięśnie. Nie mogłem usnąć, do trzeciej oglądałem seriale na telefonie, a o piątej pobudka. Jeden lekarz dał mi środki rozluźniające i jakoś ruszyłem następnego dnia. To był dynamiczny marsz, nadrabiałem na podejściach. Dotarłem do końca pół godziny przed limitem – opowiada. – Nie nacieszyłem się przez ten stres Gruzją, tym jedzeniem, nalewkami, górami”.

Zimą jedzie z rodziną do Nowej Zelandii i Australii. Ale po powrocie czuje, że nie daruje sobie Runmageddonu na Saharze. „Tym razem mocno trenowałem od stycznia. W poniedziałek była ogólnorozwojówka, we wtorek siła, w środę bieganie, w czwartek siła, piątek wolny, a w sobotę i niedzielę biegi od 15 do 24 kilometrów" – opowiada.

REKLAMA

Runmageddon Global: pot, łzy i wielka przygoda Rytualne zdjęcie z tabliczką na końcu etapu. Odpowiednie hasło każdy z uczestników Runmageddon Global wybiera samemu (fot. Sandra Biegun)

Systematyczne treningi przynoszą nadspodziewanie dobre rezultaty. "I na Saharze szczęka mi opadła, jak pierwszego dnia dobiegłem na 14. miejscu, i to aż na dystansie 35 kilometrów, chociaż w życiu tyle nie przebiegłem. Na kolejnych etapach to samo. Najlepszy był trzeci dzień, góry Atlas, a ja góry uwielbiam. Poznałem kupę znajomych, to było jak na obozach sportowych w przeszłości. Wszyscy inni, ale łączy nas sport. Poznałem Julitę Kotecką i Pawła Nerka, gwiazdy Instagramu. Oni budują swój biznes i chętnie słuchali rad biznesowych. A mnie ktoś wytłumaczył, jak patrzeć na tętno”.

Krzysztof wrócił do swojej wagi z lat szkolnych. Ale zupełnie zmienił tryb życia. „Teraz planuję weekendy pod bieganie. Na Kaukazie poznałem Mirka Bienieckiego, szefa Biegu Rzeźnika. I właśnie tam z Marcinem jedziemy” – tłumaczy.

Kilogramy Adama

Adam Ryszczyk, rocznik 1983, 188 cm, 115 kg (dziś), przeszłość koszykarska w liceum. Od studiów przez ponad dekadę zero sportu, kariera doradcy inwestycyjnego w branży finansów i nieruchomości. W Runmageddon wciągnęła go koleżanka z pracy - pierwsze zawody (Rekrut, 6 km, 30 przeszkód) zalicza dwa lata temu we Wrocławiu, ledwo mieści się w 2,5-godzinnym limicie. Dochodzi do wniosku, że 135 kg to przesada i trzeba się porządnie ruszyć. Patrzy w lustro i widzi „spaślaka i grubasa”. Zaczyna biegać, ale waga nie chce spadać.

„Dopiero jak się zapisałem na Saharę, waga poszła 30 kilogramów w dół. Bo się za siebie wziąłem – opowiada. – Poszedłem w CrossFit, ale zaczęły mnie boleć kolana. Więc zmieniłem to na zajęcia z trenerem trzy razy w tygodniu plus dieta pudełkowa, 2 tysiące kalorii. Kiedy jednak wieczorem wracałem na chatę, zaczynałem podjadać. Dlatego, żeby się czymś zająć, zacząłem wychodzić potruchtać” - wspomina Adam.

REKLAMA

REKLAMA

Runmageddon Global: pot, łzy i wielka przygoda Ta drabinka to stosunkowo łatwa przeszkoda - kolejne pręty są nieruchome. Ale podczas Runmageddonu Global na Saharze albo na Kaukazie da w kość (fot. Sandra Biegun)

Na saharyjski Runmageddon Global jest zapisany na 50 kilometrów, ale w samolocie nowi znajomi skutecznie przekonują go, żeby przepisał się na setkę. 

„Pierwszego dnia było do pokonania 35 kilometrów, a ja nigdy takiego dystansu nie biegłem. Kamienista pustynia, nie miałem siły, na jednym podejściu chciałem się poddać. Rafał »Słoniu« i Łukasz, z którymi wtedy szedłem, jakoś mnie podciągnęli – mówi Adam. – Było ciężko. Pomyślałem, że jeśli chcę być z tymi ludźmi, to muszę się za siebie wziąć. Jeszcze w Maroku siedzieliśmy ze »Słoniem« na werandzie i zapisaliśmy się na Kaukaz”.

Teraz trenuje na serio. O szóstej rano trening siłowy. Potem do pracy, ale żadnego zostawania po godzinach. Popołudniami bieganie. I na Kaukazie biega bez problemów.

„Ta przestrzeń robi wrażenie, wbiegliśmy na 2100 metrów nad poziomem morza i nagle pojawia się Kazbeg, jak na wyciągnięcie ręki. To jest zwiedzanie przez bieganie” - tłumaczy.

Wraca i zaraz zapisuje się na kolejną Saharę. Jest już wciągnięty w trening, co przynosi niespodziewane efekty: „W grudniu poznałem dziewczynę. Wcześniej biegała, ale namówiłem ją już na Runmageddon w Polsce. Mówi, że za rok będzie gotowa na wspólny wyjazd”.

Adam jeszcze mocniej wiąże się z runmoageddonową rodziną - najpierw zostaje wolontariuszem podczas zawodów, a później wysyła CV do Runmageddonu i zostaje wicedyrektorem kaukaskiej edycji Runmageddon Global.

Wyżej niż Rysy

„Runmageddon Global nie jest dla każdego. To zawody dla ludzi o specyficznym zestawie cech – mówi prezes i twórca Runmageddonu Jaro Bieniecki, który w 2017 roku wygrał plebiscyt Herosi RW w kategorii Wizjoner. – Trzeba lubić przygody, ostry fizyczny wycisk, mieć odwagę i otwartość na kontakt z dziką przyrodą. Trzeba lubić spanie w namiocie z innymi wariatami, którzy chcą poświęcić tydzień życia na gonienie marzeń po bezdrożach. I jeszcze mieć na to niemałe fundusze”.

REKLAMA

Runmageddon Global: pot, łzy i wielka przygoda Runmageddon Global wyzwala emocje, których niektórzy uczestnicy nawet u siebie nie podejrzewają (fot. Sandra Biegun)

Bieniecki planuje przyciągnięcie spragnionych ekstremalnych przeżyć biegaczy z całej Europy. „W dotychczasowych biegach startowało po kilkadziesiąt osób. Przyciągając biegaczy z zagranicy, możemy robić eventy na 300, a może i 700 biegaczy” - zapewnia.

A misją Runmageddonu jest przełamywanie barier mentalnych i sięganie po rzeczy z pozoru nie do zdobycia.

„To elitarna przygoda sportowa – dodaje Karina Cywińska z Runmageddonu. – Samodzielnie trudno pobiegać po Saharze i Kaukazie, a Runmageddon Global daje taką możliwość. Łączy ludzi uprawiających różne sporty: biegaczy, crossfitowców albo tych, którzy trenują na siłowni. Teraz na Kaukazie będziemy wbiegać jeszcze wyżej niż na poprzedniej edycji, prawie na trzy tysiące metrów”.

Bo Runmageddon to nie tylko sport, ale przygoda i nieustanne przekraczanie granic własnej wyobraźni.

„Szukamy na eventy miejsc nieoczywistych, egzotycznych. Kaukaz dla większości Polaków to turystyczna terra incognita, a stanowi niecodzienne wyzwanie dla biegaczy. W Polsce nie można biegać na takich wysokościach, a tutaj dużo tras jest poprowadzonych wyżej niż Rysy” – dodaje Karina.

Łzy Eweliny

„Byłam puchatym dzieckiem” – zaczyna Ewelina Zielińska (rocznik 1990) i aż trudno w to uwierzyć, patrząc na wystrzałową blondynkę, trenerkę personalną z Gliwic. W szkole nie lubiła sportu – raczej malowała, tworzyła, chciała iść na na Akademię Sztuk Pieknych na dekorację wnętrz, ale postanowiła po maturze przez rok popracować w firmie rodziców. Ale kiedy jej mama zapisała się na fitness, zaczęła chodzić razem z nią na zajęcia, potem zrobiła kurs trenera personalnego, potem kolejne kursy instruktorskie i została zawodową trenerką. Tak wciągnęła się w swój obecny zawód.

REKLAMA

REKLAMA

Runmageddon Global: pot, łzy i wielka przygoda Czasem nie trzeba wcale budować przeszkód na trasie Runmageddonu Global. Przeszkoda naturalna - stroma, piaszczysta wydma - pokonana! (fot. Sandra Biegun)

„Na jednym z kursów dowiedziałam się o Runmageddonie. I postanowiłam w nim wystartować, bo bieganie jest dla mnie nudne, a takie interwały, błoto, zabawa, moc, pomaganie innym są super. Zwłaszcza że czasem to ja przerzucam facetów przez ściankę” – opowiada Ewelina.

Kiedy w zeszłe wakacje dowiedziała się o kaukaskiej edycji, napisała do kilku firm, czy ją zasponsorują. Konto na Instagramie z 15 tysiącami followersów zrobiło wrażenie – zasponsorowali.

„To był mój pierwszy bieg górski w życiu. Ktoś ze znajomych pożyczył mi śpiwór, ktoś kurtkę, dzień przed wyjazdem kupiłam sobie górskie buty biegowe. Uwielbiam podróże i uwielbiam wychodzić ze strefy komfortu, więc czułam, że to będzie przygoda życia” – wspomina Ewelina.

Na lotnisku, kiedy grupa się spotyka przed wylotem na Runmageddon Global, czuje się dziwnie. Wszystkie dziewczyny ubrane na sportowo, a ona jedna w szpilkach i w sukience. Bo dziewczyny do pracy chodzą w garsonkach, a ona w dresie, więc tym razem chce wyglądać inaczej.

Na miejscu zaskakuje ją brak tlenu w powietrzu i wieczorne zimno. Ale i tak daje się przekonać nowym znajomym, że 50 kilometrów to zawracanie głowy i ma biec setkę. Wieczorami ludzie siedzą po kilkanaście osób w namiotach, bawią się i wspólnie ogrzewają. W nocy temperatura spada do minus ośmiu stopni.

„Nie mogłam spać z zimna – opowiada Ewelina. – A teraz to najbardziej wspominam. Że dałam radę, czyli mam mocny charakter”.

Z biegania na całe życie zapamięta dwa momenty. Jak wspina się na stromą górkę, kompletnie odwodniona (bo picie skończyło się 20 km wcześniej), w pełnym słońcu. I w dole widzi strumień.

„Napiłam się z niego jak smok, nie zwracając uwagi, co to za woda” – wspomina.

REKLAMA

Runmageddon Global: pot, łzy i wielka przygoda Obozowisko namiotowe to wieczorami strefa integracji uczestników Runmageddonu Global (fot. Sandra Biegun)

I drugi moment – jak wbiega na metę.

„Poryczałam się. Sama na środku, ktoś mnie przytulił, to mu płakałam w ramionach, potem poszłam z płaczem do namiotu. To były emocje nie do opisania” – dodaje.

Pół roku później jedzie na Saharę, znów dzięki sponsorowi. Tym razem na lotnisku znajduje bratnią duszę – Kamilę ze Szczecina, blondynkę jak ona. Tym razem ona przekonuje nową przyjaciółkę do przepisania się z 50 na 120 kilometrów. Biegnie jej się lekko, bo obiecuje Kamili, że jej z tym dystansem nie zostawi. I nie zapomni nigdy finiszu na koniec drugiego dnia.

„Na koniec trzeba było przejść odcinek z ciężkim workiem na ramionach. Nie wiem, ile ważył, wtedy to były dla mnie wszystkie kilogramy świata, a odcinek był najdłuższy na świecie” - opowiada.

Pobiegła szybciej, żeby dotrzeć do mety, wrócić i pomóc Kamili z jej workiem. Ale sędziowie powiedzieli, że nie może go za nią przenieść. Więc ona szła z workiem, a z Eweliny wylazła trenerka. Ryczała: „Dasz radę, zaraz się napijesz, świetnie wyglądasz z tym workiem, dawaj!”.

„Ja na co dzień motywuję ludzi. I chcę, żeby czasem ktoś na mnie krzyknął, że dam radę. A to jest na Runmageddonie – podsumowuje Ewelina. – On mnie motywuje, żeby być lepszą wersją siebie”.

Sahara nawet za darmo

Kolejny Runmageddon Global odbędzie się w dniach 20-26 marca 2020 r. na Saharze. Dostępne są cztery formuły: 60 albo 120 km (podzielone na 4 etapy) – w wariancie z przeszkodami lub bez. Ultrasi, którzy rezygnują z przeszkód, będą mieli doliczone dodatkowe minuty, więc na mecie powstaje jedna klasyfikacja. Na event można pojechać nawet… za darmo. Trzeba tylko zostać ambasadorem biegu (może nim być ktoś, kto już był na Globalu) i zebrać drużynę złożoną z 5 osób (plus ambasador). Szczegóły na global.runmageddon.pl. 

RW 07-08/2019

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij