Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie

Okazuje się, że ludzki organizm napędzają nie tylko węglowodany i elektrolity. Tysiąclecia eksperymentowania przez sportowców z jedzeniem, napojami i innymi substancjami to fascynująca saga okraszona winem, opium, surowymi jajkami, strychniną i jeszcze większą ilością wina... Zobacz, co musiały znosić żołądki i kubki smakowe zawodników, zanim wymyślono izotoniki i żele energetyczne.

Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie Wesley Merritt
rys. Wesley Merritt

Bodaj najstarszy przekaz dotyczący zawodów związanych z bieganiem pochodzi ze starożytnego Egiptu. W ramach własnej koronacji w roku 1279 p.n.e. późniejszy Ramzes II wykonywał pokazowy bieg przed poddanymi, żeby zaprezentować swoją tężyznę fizyczną. Dokładny opis znajdziemy w książce Thora Gotaasa pt. „Bieganie – od zawodów w antyku do współczesnych miejskich maratonów”. Jako że nie istniały wtedy ani napoje izotoniczne, ani żele energetyczne czy zagęszczone shoty z buraka, Ramzes sięgał po napoje alkoholowe.

30 lat później miłośnik wina, Ramzes II, musiał powtórzyć swój pokaz krzepy, a potem kontynuował tradycję co kilka lat. Ludzie nie spoglądali życzliwie na władcę, który nie prezentował wysokiej wydolności. Wierzono, że taki rodzaj ceremonii odnawia jego siły. I faktycznie, faraon powtarzał ten pokaz do momentu, gdy dożył dziewięćdziesięciu lat. Można jedynie spekulować, czy za każdym razem prezentował wyborną formę.

Współcześni biegacze mogą jedynie objadać się brokułami – mocne alkohole i beaujolais muszą, niestety, odstawić. Żywienie jest pod ścisłą kontrolą, a ilość wchłanianych kalorii jest bardzo dokładnie planowana. Nauka o sporcie, w wydaniu jakie dzisiaj znamy, jest względnie młodą dziedziną, natomiast zawody sportowe pojawiały się w historii ludzkości regularnie – świadczą o tym choćby malowidła naskalne z epoki kamienia. Sposoby atletów z przeszłości na poprawę wyników i osiągnięć, bez wsparcia nowoczesnej nauki o żywieniu, to bardzo ciekawa i pouczająca historia.

Antyczny hedonizm

Relacja między bieganiem i alkoholem sięga tak samo daleko wstecz, jak same dzieje sportu. „Historia Ramzesa II i jego »magicznego napoju« wiąże się z wiarą w medyczną skuteczność alkoholu w zwalczaniu zmęczenia i bólu” – wyjaśnia Vanessa Heggie, historyk medycyny z uniwersytetu w Birmingham.

Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie Wesley Merritt
Egipski faraon Ramzes II musiał udowodnić, że nadaje się  na przywódcę własnego narodu, dlatego wykonywał pokazowy bieg przed poddanymi. Wspomagał się przy tym swoim ulubionym trunkiem, czyli winem (rys. Wesley Merritt)

Dla legendarnego zapaśnika Milona z Krotonu, który w latach 532-516 p.n.e. pięć razy z rzędu wygrywał igrzyska olimpijskie, a w sumie odniósł tych zwycięstw sześć, zmęczenie nie odgrywało najpewniej zbyt wielkiej roli. Według podań spożywał każdego dnia 9 kilogramów mięsa, 9 kilogramów chleba i wypijał 10 litrów wina. W momencie gdy Milon – który znany był również z tego, że potrafił unieść na ramionach dorosłego byka – położył się na swojego przeciwnika, walka uznawana była za zakończoną. Wszystko zależało najpewniej również od tego, ile swoich dziennych racji spożył, w momencie gdy pojedynek się rozpoczynał.

W celu poprawienia swoich osiągnięć greccy atleci objadali się do syta mięsem, które dla zwykłych śmiertelników nie było akurat w tamtych czasach podstawowym produktem spożywczym. Eksperymentowali także z ziołami leczniczymi. „Pili również winne eliksiry, łykali halucynogeny i jedli serca zwierząt oraz ich jądra” – relacjonuje amerykańska dziennikarka Sally Jenkins.

Historia dopingu w sporcie sięga równie daleko wstecz. Antyczni olimpijczycy byli oczywiście wyczynowcami, konkurowali zatem nie tylko o drzewka oliwne, ale i o nagrody pieniężne. Wszystko, co pozwalało wypracować jakąkolwiek przewagę, było wielce pożądane. Samo słowo „doping” wywodzi się od niderlandzkiego wyrażenia „doop”, które etymologicznie oznacza „gęsty sos”. W antycznej Grecji wybierano najczęściej opium. Trzeba pamiętać, że nie było wtedy mowy o żadnym oszustwie ani manipulacji.

„Pomijając same oszustwa związane z obstawianiem pieniędzy, większość występków, które dzisiaj jednoznacznie uznano by za niegodziwe, w ówczesnej epoce były w pełni akceptowane” – opowiada Jenkins. Jeźdźcy podawali zaprzęganym do swoich rydwanów koniom nawet wino z miodem, żeby dawały z siebie jeszcze więcej.

Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie Wesley Merritt
Grecki zapaśnik Milon z Krotonu dźwigał nie tylko byki - równie chętnie wznosił w górę dzbany z winem (rys. Wesley Merritt)

W klasycznej fazie antyku odżywianie wśród sportowców było nieco bardziej zrównoważone. Według analizy kości rzymscy gladiatorzy stosowali dietę w przeważającej części wegetariańską – od zbóż, przez fasolę i jęczmień, po produkty mleczne. Teksty antyczne wspominają o korzyściach płynących ze spożywania fasoli szczególnie dla sportowców, którzy nie zapowiadali się dobrze – fasola pozwalała im w łatwy sposób zbudować masę mięśniową.

Gladiatorzy stali się również orędownikami napojów z dodatkiem popiołu roślinnego – byli przekonani o tym, że pozwalał im zregenerować siły po walce i wspomagał rozbudowę masy kostnej. Teksty historyczne potwierdzają również, że gladiatorzy przyjmowali halucynogeny i stymulanty – przykładowo strychninę, która w większych ilościach jest śmiertelna, ale w małych dawkach pobudza i niweluje zmęczenie.

„W czasach antycznych przy produkcji chleba szeroko stosowano nasiona maku, w związku z tym rzymscy i greccy atleci mieli we krwi duże ilości morfiny” – pisze Else Marie Bartels w czasopiśmie „Journal of Nutrition Science and Research”.

Dozwolony doping

Niestety, z długiego okresu od końca Cesarstwa Rzymskiego do XIX w. nie ma żadnych przekazów o zwyczajach żywieniowych w sporcie. Dopiero wraz z rozwojem chodu rekreacyjnego na długie dystanse w czasach wiktoriańskich zaczyna robić się ciekawie. Zawody tego typu, które odbywały się na absurdalnie długich dystansach i były poprzednikiem zarówno chodu sportowego, jak i ultramaratonów, stały się w latach 70. i 80. XIX wieku niesłychanie popularne – przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Niemczech. W Anglii określano je mianem „wobbles” (od czasownika wobble – podrygiwać, zataczać się), w ich trakcie pity był bowiem alkohol, przyjmowano różnego rodzaju stymulanty i wspomagacze.

Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie Wesley Merritt
Rzymscy gladiatorzy byli entuzjastami środków halucynogennych. Ciekawe, jak na arenie wyglądały wtedy lwy i tygrysy... (rys. Wesley Merritt)

„Zastrzyki ze strychniną, nalewki z roztworem kokainy i alkohol zaliczały się wtedy do normalnych praktyk lekarskich przeciwdziałającym zmęczeniu i bólowi – relacjonuje historyk medycyny Vanessa Heggie. - Gdy sportowiec w trakcie zawodów odczuwał ból lub zmęczenie, miał możliwość stosowania medykamentów tak jak wszyscy inni".

"Stwierdzenie, że niektóre z tych środków są stymulantami i, co za tym idzie, ich stosowanie jest niezgodne z duchem współzawodnictwa, ukonstytuowało się w sporcie bardzo późno, bo dopiero w XX wieku. Spożywanie alkoholu dla poprawy formy, zdrowia oraz na wzmocnienie postrzegane było jako coś zupełnie normalnego – wyjaśnia dalej Heggie. – Szczególnie brandy i szampan były rutynowo stosowane w sporcie. Mimo to, w niektórych poradnikach sportowych z tamtych czasów wspomina się o tym, że w trakcie przygotowania do zawodów powinno się trochę mniej pić i palić”.

Niektórzy sportowcy już wtedy celowali w tym, żeby w jakiś sposób uzyskać przewagę nad innymi. Znany amerykański chodziarz Edward Payson Weston w roku 1876, w czasie 24-godzinnych zawodów na dystansie 115 mil, rywalizował z Brytyjczykiem Williamem Perkinsem i wspomagał się żuciem liści koki. Działają nieco słabiej niż czysta kokaina, są jednak silnym stymulantem, co już wówczas wywoływało pewne kontrowersje. Drugim ulubionym środkiem Westona (wg niego bardziej efektywnym niż liście kokainy) był ekstrakt mięsny, w 1908 r. lepiej znany jako OXO. 

Przykład innego chodziarza, Abrahama Wooda, rywalizującego z Kapitanem Barclayem, mówi nam o tym, że stosowano również laudanum (zawierające opiaty) – pozwalało ono powstrzymać senność przez 24 godziny. Mniej więcej w tym samym czasie francuscy kolarze i zawodnicy uprawiający lacrosse ochoczo popijali mieszankę ekstraktu z liści koki i czerwonego wina. Napój ten ceniony był również przez królową Wiktorię i papieża Leona XIII.

Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie Wesley Merritt
W trakcie pierwszego maratonu w Bostonie w 1897 roku woda traktowana była jeszcze  podejrzliwie. Uczestnikom podawano napoje alkoholowe wszelkiej maści (rys. Wesley Merritt)

„Liście koki i kokaina były szeroko stosowane, dlatego że tłumiły poczucie zmęczenia i głodu wywołane długotrwałym wysiłkiem fizycznym” – pisze Thomas H. Murray w swoim eseju „The Coercive Power of Drugs in Sports”.

Tak samo jak w czasach współczesnych, w XIX wieku pojawiały się pewne trendy żywieniowe, mimo że znacznie różniły się od dzisiejszych. Najbardziej znany chodziarz rekreacyjny Robert Barclay Allardice (Kapitan Barclay) odżywiał się w praktyce wyłącznie mięsem, tylko sporadycznie uzupełniając dietę chlebem czy herbatnikami, i wypijał w ciągu dnia ponad litr piwa. Z warzyw całkiem zrezygnował – były dla niego zbyt wodniste. Z kolei dieta innego słynnego chodziarza, Waltera George’a, składała się głównie z chleba, sera i piwa.

Z wynalezieniem roweru i pojawieniem się wyścigów kolarskich pedestrianizm gwałtownie stracił na atrakcyjności. Na popularności zyskała zaś nitrogliceryna, wykorzystywana do stymulacji serca – uważano, że poprawia ona również wydolność oddechową. Działaniem pobocznym okazały się jednak halucynacje. Pewnego razu amerykański mistrz kolarski „Major” Taylor zrezygnował nawet z kontynuowania wyścigu w Nowym Jorku; mówiąc: „Nie mogę jechać dalej. Widzę faceta z nożem, który mnie śledzi”.

Na łamach dziennika „New York Times” napisano wówczas: „Rywalizacja, w której zawodnicy tracą zmysły i męczą się tak, że na ich twarzach rysuje się prawdziwa tortura, to nie sport, tylko brutalność w czystej postaci. Można odnieść wrażenie, że niektórzy kolarze momentami całkowicie tracili kontakt z rzeczywistością”.

W 1897 roku, gdy miał miejsce pierwszy Maraton Bostoński, picie wody przez uczestniczących w rywalizacji sportowej zawodników jeszcze potępiano. „Trenerzy odradzali nadmierne picie wody w trakcie treningu i zakazali jej całkowicie w czasie zawodów. Wierzyli, że obniża wydolność” – mówi Heggie.

Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie Wesley Merritt
W trakcie maratonu olimpijskiego w 1908 roku znajdujący się długo na prowadzeniu Charles Hefferon zrobił sobie przerwę  na kieliszek szampana. To był fatalny w skutkach błąd! (rys. Wesley Merritt)

Zamiast wyznaczonych bufetów – tak jak wygląda to dzisiaj – 15 uczestników wspomagali pomocnicy na rowerach lub w samochodach i podawali zawodnikom kieliszki z whiskey, brandy albo innymi miksturami własnego wyrobu. Zapoczątkowany w 1985 r. Marathon du Médoc, z licznymi degustacjami wina na trasie, duchem przypomina tradycyjny maraton.

Na początku XX wieku zawodnicy sięgali jednak po znacznie mocniejsze napoje niż Cabernet Sauvignon – mikstury zawierały częściowo heroinę i kokainę. Obie te substancje znajdowały bardzo szerokie zastosowanie aż do lat 20. XX wieku.

Olimpijski nektar

W czasie pierwszych igrzysk olimpijskich ery nowoczesnej w Atenach (1896 r.) Grek Spyridon Louis wygrywa maraton z czasem 2:58:50. Przed startem, o godzinie 11, każdy z uczestników dostał mleko i prawie litr piwa. Louis sześć kilometrów przed metą wypił jeszcze lampkę koniaku.

Maraton olimpijski z 1904 r. w St. Louis (USA) był bardzo odkrywczy z perspektywy nauki o sporcie. Przy temperaturze w granicach 32 °C na trasie znajdowały się tylko dwie strefy bufetowe. Na 29. kilometrze będący na prowadzeniu Thomas Hicks poprosił o wodę i dostał mokrą gąbkę oraz białko z jajka. Kilka kilometrów później, gdy był na skraju zapaści, podano mu dwa całe jajka, łyk brandy i dawkę strychniny. Na dwóch ostatnich kilometrach pagórkowatej trasy dostał dwa dodatkowe jajka i dwie lampki brandy – po jednej na każdy pagórek. Wygrał bieg, ale później był tak fizycznie i duchowo wyczerpany, że nie był w stanie odebrać medalu.

„Hicks stracił 4,5 kilograma na wadze i nie wziął już nigdy udziału w żadnym maratonie” – napisał „Los Angeles Times” w 2010 roku.

Niepewne zwycięstwo Hicksa miało swoje następstwa. „Szokujący stan fizyczny, w jakim zawodnik skończył bieg w 1904 r., spowodował, że organizatorzy olimpiady w Londynie w 1908 r. wprowadzili ścisłe reguły i wytyczne dotyczące stref bufetowych – mówi Heggie. – Zostali zasponsorowani przez OXO, producenta kostek rosołowych. Oprócz wody były termosy z gorącym OXO i zimne OXO z tonikiem”.

Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie Wesley Merritt
Trucizny, eliksiry, surowe serca zwierząt, kokaina, a nawet OXO – sportowcy próbowali już wszystkiego (rys. Wesley Merritt)

Rozwój maratonu przybrał nieco dramatyczny obrót. Mimo OXO i toniku, tylko 27 z 55 uczestników ukończyło bieg. Panował 35-stopniowy upał, a trasa została wydłużona o więcej niż milę – do dystansu, który przetrwał do dzisiaj: 42,195 km. Dzięki swojemu zwycięstwu z rekordem w Maratonie Bostońskim Kanadyjczyk Tom Longboat był faworytem. Mimo to Longboat na 28. kilometrze ze względu na zmęczenie i odwodnienie mógł już jedynie iść. Dla wzmocnienia wypił jeszcze kieliszek szampana, ale 3 kilometry dalej miał zapaść i wycofał się.

Charles Hefferon z Południowej Afryki miał na 38. kilometrze czterominutową przewagę, i wydawało się, że jest pewny złota. Ale tak samo sięgnął po szampana, co kosztowało go zwycięstwo: Hefferon musiał zwolnić tempo biegu ze względu na bóle brzucha i został wyprzedzony przez dwóch biegaczy.

Zastosowanie używek w wyczynowym sporcie jeszcze się wtedy nie skończyło, ale powoli coś się zmieniało. Jeszcze w Paryżu w 1924 r. wierzono, że braki w nawodnieniu lepiej uzupełniać alkoholem niż wodą. Z tego względu w strefach bufetowych podawano zawodnikom lampki z winem. W latach 20. coraz więcej sportowców zaczęło rezygnować ze stosowania heroiny i kokainy – środki te wydawane były już tylko na receptę. Natomiast w 1928 r. międzynarodowy związek lekkoatletyczny ustanowił pierwsze reguły antydopingowe.

Medycyna sportowa jako samodzielna dyscyplina ukształtowała się w latach 20. XX wieku, ale niektórych przydatnych odkryć dokonano już wcześniej. Chodzi tutaj między innymi o przełom naukowy z czasów końca XIX wieku.

„Mówimy o odkryciu wpływu węglowodanów na wydolność ludzkiego organizmu – wyjaśnia Heggie. – Jeszcze na początku XIX wieku wielu naukowców i trenerów myślało, że głównym dostarczycielem energii jest białko. Pomysł, że organizm czerpie energię z węglowodanów, akceptowano bardzo powoli”.

Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie Wesley Merritt
Jeszcze w trakcie olimpiady w Paryżu w 1924 r. wierzono, że braki w nawodnieniu lepiej uzupełniać alkoholem niż zwykłą wodą. Myśleli tak przede wszystkim francuscy atleci. (rys. Wesley Merritt)

Już w 1865 roku dwóch niemieckich naukowców, Adolf Fick i Johannes Wisclicenus, zakwestionowało stare przekonania. Przy wspinaczce na szczyt góry Faulhorn (2681 m n.p.m.) w Szwajcarii jako źródłami energii posłużyli się jedynie węglowodanami i tłuszczem.

„Dyskusje toczyły się już do początków XX w. Białko zawsze miało swoich orędowników, jednak od lat 20. XX wieku ukazywało się coraz więcej rozpraw naukowych dotyczących tak zwanego carboloadingu i znaczenia zbyt niskiego poziomu cukru we krwi” – mówi Heggie.

W latach 30. kontynuowano opracowania dotyczące wymiennego stosowania tłuszczów i węglowodanów, co w rezultacie doprowadziło do badań naukowych na temat glukozy i glikogenów, a następnie wykreowało stan wiedzy, która znana jest nam współcześnie.

Odkrycie węgli

W zakresie wiedzy o przyjmowaniu płynów również dokonał się znaczący postęp. Kluczową rolę odegrało oczywiście wojsko, jako że w trakcie II wojny światowej brytyjska armia chciała jak najlepiej przygotować swoich żołnierzy na trudne pustynne warunki. „W latach 50. negatywne nastawienia do wykorzystania wody, jak i pozytywne w stosunku do alkoholu zaczęły ulegać zmianie” – mówi Heggie.

W 1965 r. Dwayne Douglas, coach uniwersyteckiej drużyny futbolowej Florida Gators, poprosił naukowca Roberta Cade’a o ustalenie, dlaczego w upale zawodnicy tak szybko się męczą. Cade przeprowadził badania, a następnie zmieszał wodę z sodem, cukrem, potasem oraz fosforanami. Zawodnicy skarżyli się jednak na kiepski smak przygotowanego napoju. Żona Cade’a zasugerowała dodanie soku z cytryny.

To był strzał w dziesiątkę. Po wypiciu specyfiku młodzi sportowcy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczęli grać zdecydowanie lepiej i w 1967 r. zwyciężyli po raz pierwszy w uniwersyteckiej rywalizacji Orange Bowl. Wkrótce posypały się zamówienia na napój o nazwie Gatorade.

Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie Wesley Merritt
Naukowiec Robert Cade  wymyślił Gatorade - napój dla drużyny futbolu amerykańskiego Florida Gators. W skład specyfiku  wchodzą: woda, sód, cukier, potas, fosforany oraz sok  z cytryny. (rys. Wesley Merritt)

Kolejny ważny krok miał miejsce w 1983 roku, gdy kanadyjski maratończyk Brian Maxwell, należący do kadry olimpijskiej swojego kraju (na olimpiadę w Moskwie w 1980 roku ostatecznie nie pojechał w związku z bojkotem imprezy przez państwa zachodnie), przeżył w trakcie biegu dramatyczną zapaść. Miał przypuszczenia, że problem związany był z bardzo niskim poziomem cukru we krwi i wspólnie z żoną Jennifer (badaczką żywienia i wyczynową biegaczką) spróbowali opracować metodę, która podobnym sytuacjom by zapobiegała.

Owocem ich badań okazało się to, co później nazwano batonem PowerBar. Dekadę później amerykański koncern GU wprowadził małe, szybko działające produkty energetyczne składające się głównie z węglowodanów pod lepką i ciągnącą się postacią – tak narodził się sportowy żel energetyczny.

Odżywianie w sporcie przebyło bardzo długą drogę. Możemy jedynie podziękować nauce za to, że po ukończeniu maratonu popijamy elektrolity i podjadamy odżywki zamiast pić brandy. Jeśli ktoś mimo to z rozrzewnieniem spogląda w przeszłość i tęskni za czasami, gdy piwo było głównym składnikiem diety sportowca, a w strefie bufetowej można było wypić lampkę szampana, polecamy imprezy podobne do Marathon du Médoc – są one ukłonem dla minionych czasów.

Nie możemy również zapominać o Hansie-Gunnarze Lijlenwallu. Szwedzki pięcioboista nowoczesny jako pierwszy sportowiec wyczynowy został zdyskwalifikowany – na olimpiadzie w Meksyku w 1968 r. Stracił swój brązowy medal, gdy stwierdzono, że „nadmiernie spożywał alkohol”. Szwed twierdził, że wypił jedynie dwa piwa, by w trakcie strzelania nie drżała mu ręka.

Hans-Gunnar medalu już niestety nie odzyska, ale entuzjaści maratonu w Médoc mogą spać spokojnie, bowiem alkohol został w międzyczasie ponownie zdjęty z listy zakazanych substancji. W takim razie na zdrowie!

Wino, nuggetsy i kokaina, czyli historia żywienia w sporcie Wesley Merritt
Szwedzki pięcioboista nowoczesny Hans-Gunnar Liljenwall pożegnał się ze swoim medalem olimpijskim z powodu dwóch wypitych piw (rys. Wesley Merritt)

Krótka historia odżywiania w sporcie

Lata 1279-1249 p.n.e. Zakrapiane winem biegi Ramzesa II potwierdzały, że jest zdolny do bycia przywódcą państwa.

Lata 532-516 p.n.e. Grecki zapaśnik Milon z Krotonu pije 10 litrów wina dziennie, inni mu współcześni preferują surowe zwierzęce jądra.

Około roku 100 n.e. Greccy jeźdźcy rydwanów poili swoje konie alkoholem.

Lata 1870-1880 Pionierzy chodu stosują brandy, szampana, kokę, strychninę i kokainę na poprawę swojej wydolności.

Koniec XIX wieku Kolarze raczą się liśćmi koki z winem.

Rok 1897 W czasie pierwszego Maratonu Bostońskiego nie ma wody, jest za to alkohol.

Rok 1904 Thomas Hicks, zwycięzca maratonu, jest tak zakręcony po brandy i strychninie, że nie może odebrać medalu.

Rok 1908 Maraton olimpijski przypomina raczej wieczór kawalerski.

Rok 1928 IAAF wprowadza przepisy antydopingowe.

Rok 1965 Na Florydzie pojawiają się pierwsze napoje dla sportowców.

Rok 1968 Hans-Gunnar Liljenwall zdyskwalifikowany za wypicie 2 piw.

Rok 1994 Na rynku pojawiają się pierwsze żele energetyczne.

Nietypowe strategie żywieniowe

Wielu współczesnych sportowców, mimo powszechnie znanych zasad żywienia w sporcie, dość nieortodoksyjnie podchodzi do tematu...

  • Christine Ohuruogu, mistrzyni olimpijska na 400 metrów, uwielbia tzw. english breakfast w pełnym wydaniu. Do tego dorzuca szejki!

  • Usain Bolt W trakcie igrzysk w 2008 r. Bolt wymykał się z wioski olimpijskiej i zajadał nuggetsami z McDonald's. „Zjadałem średnio sto w czasie 24 godzin” – pisze w swojej autobiografii.

  • Sally Gunnel, triumfatorka biegu olimpijskiego na 400 metrów przez płotki, zdradza: „Moją słabością są chińskie dania na wynos”.

  • Mo Farah: „Bardzo lubię płatki Frosties. Może za bardzo” – zdradza czterokrotny mistrz olimpijski.

Zobacz także: Krótka historia suplementów diety dla biegaczy

RW 11-12/2021

REKLAMA
}