Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

4 prawa biegowe [felieton Jacka Fedorowicza]

Są prawa, które działają w świecie biegów i które są równie niewzruszone jak prawo Archimedesa, prawo Pascala, Newtona czy innego Ohma. Kilka z nich odkryłem osobiście.

Prawo I: „Jeżeli zawsze rozwiązujesz sznurowadła przed zdjęciem butów i zawiązujesz je za każdym razem po włożeniu butów, prędzej czy później sznurowadła rozwiążą Ci się podczas ważnego biegu, takiego, w którym zależy Ci na każdej sekundzie i podczas którego zatrzymanie w celu zawiązania sznurowadeł koszmarnie zepsuje Ci wynik”.

Komentarz: jestem pewien, że wszyscy, którzy za każdym razem rozwiązują i zawiązują, powiedzą teraz zgodnym chórem, że tak trzeba, bo inaczej niszczy się buty, a dodatkowo zapewnią, że ich kokardki są zawsze mocne, starannie wykonane, same sznurowadła zaś wzięte z butów New Balance, czyli „parówkowate”, wymyślone specjalnie, by zapobiec samorozwiązywaniu. Niestety. Prawa Rozwiązanego Sznurowadła nie obejdzie nikt i każdy, kto dziś zapewnia, że jego to nie dotyczy, w najbliższym czasie boleśnie przekona się, jak bardzo się mylił.

Moja porada: nie należy rozwiązywać i zawiązywać butów w ogóle. Należy mieć je zawsze w stanie zawiązanym. Mam w szafie kilka par, wciąż używanych, które są mocno zawiązane od kilku lat i nigdy nie były rozwiązywane. (Wróć! Były, ale tylko do prania – do biegania są zawiązane na stałe). Zawiązane na tyle ciasno, że wkłada się je dość ciężko, ale się wkłada. Podczas biegu nie piją, ale i nie spadają; o najdrobniejszej nawet obawie, że spadną, nie ma mowy. Może dlatego, że od lat mam płaskostopie, a wielokrotnie kontuzjowane palce są powykręcane i działają od środka jak haki? Nie sądzę.

Owszem, zgodzę się, że wkładanie butów bez rozwiązywania nadmiernie zużywa i w efekcie niszczy wszystko to, co jest dla stopy włazem do buta od strony pięty. Ale ani jedna para moich butów nie zniszczyła się w tym miejscu wcześniej niż w innych miejscach. Ostatecznie całe zastępy konstruktorów bucianych pracują nad tym, by buty biegowe nie były zbyt trwałe, bo firmy by nie zarabiały. Nie chcę się narzucać, ale ewentualność zawiązywania butów biegowych na stałe poddaję Czytelnikom pod rozwagę.

Prawo II: „Jeżeli na trasie Twych treningów znajdzie się wał przeciwpowodziowy albo ścieżka leśna/polna niewydeptana, ale wyjeżdżona przez auta, rowery lub traktory, co tworzy najczęściej dwie wąskie ścieżki z trawą pośrodku, pamiętaj, że – biegnąc lewą koleiną – prawa będzie Ci się zawsze wydawała równiejsza, szersza, mniej trawiasta, ale będzie tak tylko do czasu gdy nie przeskoczysz na tę prawą. Wtedy lepsza zacznie Ci się wydawać lewa”.

Komentarz: tu jest tak, jak z jazdą samochodem na dwupasmówce w korku. Namęczysz się, namigasz, naklniesz, przepchniesz z lewego pasa na prawy, którym wszyscy jadą szybciej i od momentu, kiedy już się przepchałeś i jedziesz pasem prawym, szybciej zaczyna jechać lewy. Oczywiście tylko do chwili, gdy się na niego nie przepchniesz. Nie zdarza się, żeby było inaczej. Nigdy.

Moja porada: nie biegać po wałach i lasach. Lepiej po ścieżkach rowerowych, które nam ostatnio w wielkich ilościach zafundowała UE na obrzeżach praktycznie wszystkich już miast i miasteczek. Nawierzchnia jest na nich jednolicie równiutka (wciąż jeszcze) i bardzo rzadko można tam spotkać rowerzystę.

Prawo III: „Jeżeli w jakiejś osadzie, osiedlu, wsi są ogrodzone, zamknięte szczelnie posesje, bronione przez złe psy, to raz na jakiś czas jakaś posesja przez nieuwagę nie zostaje domknięta, a zły pies wybiega poza swój teren i gryzie pierwszego napotkanego człowieka. Ten człowiek zawsze akurat biegnie, i zawsze to jesteś Ty”.

Komentarz: zbyteczny.

Moja porada: dwa ręczne miotacze gazu pieprzowego zatknięte za spodenki w pasie. Nie w kieszeniach, bo można nie zdążyć z ich wydobyciem.

Prawo IV: „Jeżeli na treningu, po dwugodzinnym biegu, nagle wpadniesz w dołek i skręcisz sobie boleśnie nogę w kostce, Twoją pierwszą myślą nie będzie: OCH! CÓŻ ZA NIESZCZĘŚCIE!, lecz: CUDOWNIE! MOGĘ NIE BIEC DALEJ I PRZEZ NASTĘPNE DNI TEŻ NIE BĘDĘ MUSIAŁ, BO MI LEKARZ KATEGORYCZNIE ZABRONI I WRESZCIE TROCHĘ ODPOCZNĘ OD BIEGANIA!”.

Komentarz: to prawo obowiązuje dopiero po siedemdziesiątce.

Moja porada: nie mam zielonego pojęcia, co z tym zrobić. Może jednak generalnie trzeba trochę odpuścić na starość?

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze czerwiec 2014.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij