[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

600 km samotnego biegu przez Islandię

Szymon Makuch w 11 dni przebiegł w pojedynkę Islandię z północy na południe i wrócił do Polski o 7 kilogramów chudszy, ale bogatszy o bezcenne doświadczenia i wrażenia. Tego niezwykłego wyzwania podjął się, by sprawdzić swoją ultramaratońską formę przed jeszcze bardziej ekstremalnym projektem, ale przede wszystkim dla 15-letniego Kacpra Turaczyka - chłopca, któremu ciężka choroba nie pozwala nawet na lekką przebieżkę.

600 km samotnego biegu przez Islandię Szymon przebiegł na Islandii dystans równy 16 maratonom na batonach, owsiance i zupkach chińskich (fot. archiwum prywatne)

Biegacz amator nie przebiegnie Islandii w kilkanaście dni. Ba, nie pomyśli nawet, by wyruszyć w taką 600-kilometrową trasę. Chyba że ma dużą motywację, hart ducha i doświadczenie w biegach ultra. Tak jak Szymon Makuch, 31-letni ultramaratończyk z Krakowa.

Zaczynał od maratonów po asfalcie i długo utrzymywał, że 42,195 km to jego optymalny dystans. „Ultramaratony? Po co tak się męczyć?” – zastanawiał się. Po raz pierwszy królewski dystans ukończył w 2013 roku, właśnie w Reykjaviku, z czasem 4:01. Później startował m.in. w Cracovia Maratonie oraz Maratonie Warszawskim.

Zmienił zdanie pięć lat później, kiedy koleżanka namówiła go na Bieg Rzeźnika. Para pokonała 80 kilometrów w nieco ponad 12 godzin, przy temperaturze przekraczającej 20 stopni Celsjusza. Do mety dotarła na jedenastym miejscu.

Przez Islandię dla Kacpra

A gdyby tak przebiec Islandię z północy na południe? – zastanawiał się. Polubił tę wyspę wiele lat temu i do dziś uważa ją za jeden z najpiękniejszych krajów na świecie. Wyznaczył trasę, podzielił się pomysłem z rodziną, a potem zaczął treningi i przygotowania logistyczne.

REKLAMA

REKLAMA

600 km samotnego biegu przez Islandię Szymon do biegu na Islandii przygotowywał się przez pół roku, głównie w ukochanym Lasku Wolskim w Krakowie (fot. Konrad Woźniak)

Mimo dużego zapału, cały czas czegoś mu brakowało. Olśniło go pewnego dnia na jednym z krakowskich przystanków autobusowych.

„Zadzwoniłem do pani Elżbiety Turaczyk, z którą współpracowałem przy okazji Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie. »Mam chorego na postępujący zanik mięśni – dystrofię Duchenne’a, 15-letniego syna Kacpra«. Powiedziałem, że przebiegnę dla niego Islandię. Usłyszałem tylko: »Super«. Pani Ela chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co planuję” – śmieje się Szymon.

20 km bez kropli wody

Biegacz zgłosił swój pomysł do Romana Graczyka z krakowskiego Stowarzyszenia „Krzysiek Pomaga Pomagać” i uruchomił zbiórkę pieniędzy dla Kacpra w internecie. Potem wystartował z treningami. Do biegu przygotowywał się pół roku, głównie w Krakowie – w ukochanym Lasku Wolskim. Zaczynał od 60 kilometrów biegu tygodniowo, skończył na 150 kilometrach w ostatnim tygodniu przed wylotem do Reykjaviku.

Podkreśla, że trenował w wysokich temperaturach, by sprawdzić maksymalne możliwości organizmu. Na jeden z takich treningów w upale celowo nie zabrał wody.

REKLAMA

600 km samotnego biegu przez Islandię Szymon zakochał się w Islandii wiele lat temu. Urzekły go krajobrazy, bliskość gór i natura na wyciągnięcie ręki (fot. archiwum prywatne)

„Chciałem dowiedzieć się, jak mój organizm reaguje na brak wody. Bez płynów wytrzymałem aż 20 kilometrów w bardzo trudnych warunkach” – wspomina Szymon.

Podczas treningów miał na sobie plecak ważący około 12 kilogramów – mniej więcej tyle, ile z całym sprzętem, odzieżą i jedzeniem miał nosić na plecach podczas islandzkiego biegu. Do biegania dołączył też ćwiczenia wytrzymałościowe oraz siłownię.  

Ból jest częścią wyprawy

Bieg dla Kacpra Szymon rozpoczął 1 lipca w Rifstandze – najbardziej wysuniętej na północ lądowej części Islandii. Pierwszego dnia pokonał aż 80 kilometrów. I od razu poważnie nadwerężył stopę.

„Dobiegłem do wyznaczonego punktu, kanionu Ásbyrgi, i padłem z wyczerpania. Rano zamroczyło mnie z bólu. Miałem też pierwszy kryzys psychiczny – zdałem sobie bowiem sprawę, że przede mną jeszcze 520 kilometrów, a ja już jestem kontuzjowany… – opowiada. – W czasie tych jedenastu dni mocno zaprzyjaźniłem się z ketonalem i ukochanym paracetamolem. Nie poddawałem się, bo wiedziałem, że ból jest częścią mojej wyprawy”.

REKLAMA

REKLAMA

600 km samotnego biegu przez Islandię Co rozpraszało Szymona podczas biegu? Głównie ból, ale też takie oszałamiające widoki (fot. archiwum prywatne)

7 kilogramów w 11 dni

Szymon poświęcał na bieg od siedmiu do ośmiu godzin dziennie. Żartował, że idzie do pracy na „dniówkę”, tyle że pobiegać. Jednego dnia pokonywał średnio 55-60 kilometrów w tempie ok. 6:50 min/ km na drodze asfaltowej i ok. 7:12-8:00 min/km na szutrowej.

„To było niesamowite uczucie: widziałem swój własny postęp jako malutką kropkę na mapie, która z dnia na dzień przesuwała się coraz bardziej na południe” – mówi biegacz.

Szymon wypracował konkretny rytm biegu: zaczynał od kilometrowego marszu na rozgrzewkę, potem przyspieszał, biegł przez 25 kilometrów bez przerwy i zatrzymywał się na posiłek. Następnie dwukrotnie pokonywał odcinek 10-kilometrowy, a kalorie uzupełniał już podczas biegu. Ostatnie 5 kilometrów biegł dużo wolniej, żeby wyciszyć organizm.

Czym odżywiał się na trasie? Dzienne zapotrzebowanie jego organizmu na energię podczas biegu wynosiło ok. 6 tysięcy kalorii. Szymon dostarczał organizmowi o wiele mniej, ok. 2-2,5 tysiąca kalorii, dlatego wrócił do Polski aż o 7 kilogramów chudszy.

REKLAMA

600 km samotnego biegu przez Islandię Islandia ma najczystszą wodę na świecie. Jej smaku prosto z wodospadu albo lodowca nie da się z niczym porównać (fot. archiwum prywatne)

Jego jadłospis był mocno ograniczony – każdą porcję owsianki, suplementy, baton energetyczny czy butelkę wody musiał przecież nieść na plecach. Do plecaka zabrał liofilizowaną żywność, czekoladę, zupki chińskie i dużo batonów. Jego jedynym suplementem był napój izotoniczny w proszku – nie zabrał ze sobą nawet magnezu.

„Dzień zaczynałem od śniadania, czyli owsianki z czekoladą i Snickersów. Po takiej przekąsce mogłem przebiec 25 kilometrów. Podczas biegu jadłem głównie batony energetyczne, a na kolację liofilizat albo podwójną porcję zupki chińskiej. Moje przekąski były pyszne, a ja czułem się po nich świetnie” – śmieje się Szymon.

Zapasy jedzenia uzupełniał w napotkanych na trasie sklepach. Ale gdy wbiegł w islandzki interior, sklepy się skończyły. Wodę pił z lodowców albo rzek. Pewnego dnia cieków jednak zabrakło. Szymon przyznaje, że był to krytyczny moment biegu.

„Choć mapa pokazywała rzekę, po dotarciu na miejsce okazało się, że to tylko wyschnięty rów. Miałem za sobą 28 kilometrów, a nie mogłem zaspokoić pragnienia" - wspomina biegacz.

REKLAMA

REKLAMA

600 km samotnego biegu przez Islandię Krytyczny moment wyprawy – świadomość, że po pokonaniu trudnych 28 km nie ma czym zaspokoić pragnienia (fot. archiwum prywatne)

Ostatkiem sił dotarł do miejsca, w którym planował rozbić obóz i w pobliżu którego miał znajdować się staw. "Owszem, był, ale podobnie jak rzeka – suchy. Na szczęście znalazłem jedno koryto, z którego płynęła woda. Byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi” - przyznaje.

Ostatnie 2 kilometry

Zgodnie z założeniem „jeden maraton to jeden rok z życia Kacpra”, Szymon miał przebiec królewski dystans piętnaście razy w jedenaście dni, co da łączną sumę ponad 600 kilometrów. Po dotarciu na metę, na półwysep Dyrhólaey, okazało się, że przebiegł o jeden maraton więcej, czyli w sumie szesnaście.

„W ostatni dzień biegu trwała walka między bólem a euforią – do tej pory wynik jest nierozstrzygnięty. Na ostatnich kilometrach wrzeszczałem, przeklinałem i wyzywałem siebie kilkukrotnie. To werbalne karcenie się sprawiło, że ani razu się nie zatrzymałem. Biegłem, mimo że zarówno umysł, jak i ciało zgodnie mówiły mi, że muszę się zatrzymać. Nie mogłem, bo nie biegłem przecież dla siebie, a dla Kacpra. To dla niego codziennie pokonywałem po kilkadziesiąt kilometrów, brodząc w lodowatych rzekach i ślizgając się po zboczach lodowców” – przyznaje Szymon.

REKLAMA

600 km samotnego biegu przez Islandię Szymon na bieg przez pustkowia Islandii poświęcał od siedmiu do ośmiu godzin dziennie (fot. archiwum prywatne)

Najtrudniejsze były ostatnie 2 kilometry. „Wyczerpany biegłem pod górę, aż wreszcie dotarłem na miejsce, z którego dalej biec się nie dało. To był koniec. W pierwszej chwili poczułem wielką radość, a zaraz później ogromne zmęczenie, które momentalnie mnie ścięło. Upadłem na ziemię. Fale oceanu, które uderzały o  skalisty brzeg, i porywisty wiatr ucichły na moment. Ten moment zapamiętam do końca życia” – przyznaje Szymon.

Samotnie przez Pamir Highway

Bieg dla Kacpra Szymon rozpoczął 1 lipca. Zbiórkę Szymona wsparło 289 osób na łączną kwotę prawie 29 tysięcy złotych. Biegacz spotkał się z jej beneficjentem niedługo po powrocie z Islandii.

„Kacper pogratulował mi wyczynu, powiedział, że bardzo cieszy się z tego sukcesu. Podczas spotkania pokazałem mu zdjęcia z biegu, wręczyłem symboliczny kawałek islandzkiej lawy. To był bardzo miły dzień. W takich chwilach naprawdę można poczuć, że warto pomagać” – wspomina wzruszony Szymon i zapewnia, że nie zamierza zakończyć biegowej działalności charytatywnej. Przeciwnie, dopiero się rozkręca.

REKLAMA

REKLAMA

600 km samotnego biegu przez Islandię Samotnym biegiem przez Islandię Szymon udowodnił sobie, że może pokonać największy ból i ograniczenia organizmu (fot. archiwum prywatne)

Plany na najbliższy sezon? Samotny bieg przez Pamir Highway w Tadżykistanie. I pierwsza w historii próba pokonania tej trasy bez dodatkowego wsparcia.

„Wyruszam we wrześniu. Pamir Highway to niezwykle piękny i trudny szlak, którego ma swój początek w Tadżykistanie, a kończy się w Kirgistanie w mieście Osz. Trasa, którą zamierzam przebiec, ma ponad 1100 kilometrów i blisko 22 tysiące metrów przewyższenia. To o 14 tysięcy więcej niż w Islandii!”.

Bieg przez Pamir Highway również będzie miał charakter charytatywny. „Tym razem, wraz ze Stowarzyszeniem »Krzysiek Pomaga Pomagać«, chcemy zebrać fundusze na niezwykle kosztowną, ale dającą duże nadzieje rehabilitację dla Łukasza Daty – maratończyka, który doznał rozległego udaru mózgu. To będzie Tadżykistan dla Daty!” – mówi Szymon.

I zdradza, że do Tadżykistanu zamierza zabrać mniejszy o 10 litrów plecak. Pamir Highway na batonach i zupkach chińskich? Za wytrwałość Szymona i powrót do zdrowia Łukasza Runner’s World mocno trzyma kciuki.

REKLAMA

600 km samotnego biegu przez Islandię (fot. archiwum prywatne)

Z północy na południe

Każdego dnia Szymon dobiegał do wcześniej wyznaczonego na mapie punktu. Dzięki nadajnikowi SPOT bliscy mogli na bieżąco śledzić jego położenie i w razie konieczności wezwać pomoc.

3 lipca - Kanion Asbyrgi i wodospad Detifoss

4 lipca - Jezioro Myvatn oraz gorące źrodła termalne

5 -7 lipca - Droga F26

8 lipca - Park Narodowy Vatnajökull

9-10 lipca - Landmannalaugar – Tęczowe Góry

11 lipca - Park Narodowy Thorsmork

12 lipca - Wodospad Skogafoss, półwysep Dyrhólaey

RW 03-04/2020

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij