[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
2.9

Adam Kornacki: Po maratonie czułem się jak koń po westernie

Adam Kornacki, kiedy nie występuje na wizji i nie siada za kierownicą żadnego samochodu, to zakłada buty biegowe. Wcześniej zapyta jeszcze żonę, czy może. Trening daje mu energię do opieki nad 4 dzieci i wytrzymania szalonego tempa życia dziennikarza motoryzacyjnego.

Adam Kornacki Adam Kornacki / fot. Tomasz Woźny

Kiedy startowałem w wyścigach samochodowych, robiłem trening kondycyjno-koordynacyjno-wytrzymałościowy; wtedy jednak intensywnie m.in. maszerowałem na bieżni 8 km/h. Mniej obciążałem stawy, ale wymagało to więcej czasu.

Bieganie okazało się jak włączenie turbodoładowania. Nieważne, czy biegnę, czy jadę samochodem wyścigowym – staram się robić to jak najszybciej, na miarę możliwości. Zwykle biegam sam, ale zawsze mierzę czas, spoglądam na zegarek, słucham podpowiedzi wirtualnego trenera w słuchawkach – ile do mety, jaki czas na kilometr. Walka ze sobą i czasem to dla mnie coś fantastycznego.

Urwać czas na trening

Zdarza się, że wracam zmęczony po kilkunastu godzinach pracy nad kolejnym odcinkiem programu do TVN Turbo. Nic się nie chce – to najgorsza faza, ale jak już wyjdę z domu, pracuję na treningu równo, jak dobrze naoliwiony silnik. Druga sprawa to obowiązki rodzinne.

Przychodzę do domu i mówię żonie, że „idę biegać". Po jej minie widzę, czy jest to pomysł kompletnie szalony. Wtedy patrzy na mnie jak na idiotę, a jej wyraz twarzy mówi: „Stary, co ty, jaja sobie robisz?", bo mamy do ogarnięcia czwórkę dzieci, albo mówi: „Dobra, dobra, zrób to i tamto i leć”.

Pędzić po torze

Mogłoby się wydawać, że skoro startowałem w wyścigach samochodowych, bardziej będzie pociągać mnie w bieganiu prędkość, ale okazało się, że szybkość i długi dystans idą w parze. Zwykle w Polsce wyścigi samochodowe trwały do 3 godzin, ale 6 razy startowałem w 24-godzinnym wyścigu w Dubaju, na wzór słynnego Le Mans.

Zmienialiśmy się z 4 lub 5 kierowcami za kółkiem. Samochód pędził po torze dobę, zmieniane były klocki hamulcowe i opony. Potworny wysiłek i koncentracja. Taki wyścig to dla mnie największa adrenalina i satysfakcja – przy nim maraton wydaje się krótkim dystansem.

Rozbić ścianę

Przed startem w Orlen Marathonie przez pół roku trenowałem po 3-4 razy w tygodniu. Czułem się trochę przetrenowany, ale wybiegany. Do 30 km – wszystko super. Na moście siekierkowskim nogi jak skała: odcięcie totalne. Trzymało mnie do 39. km. Motywował mnie kumpel z pracy, jadący obok na rowerze. Nie przeszedłem do marszu. Dobiegłem w 4:43.

Byłem spompowany jak koń po westernie. Dopiero wtedy przekonałem się, gdzie są moje granice. Chciałem przebiec dla samego siebie, udowodnić, że mogę wrócić do formy po operacji kolana i strzaskaniu stawu na deskorolce przed laty i po tylu wyścigach samochodowych. Zrobiłem to! Euforia na mecie, dzieciaki, znajomi.

Ledwo stałem, ale medal nosiłem dumny na szyi aż do wieczora. O zmierzchu wziąłem najmłodszego syna do wózka i poszliśmy na spacer, choć powłóczyłem nogami jak dziadek. Dzięki temu normalnie chodziłem następnego dnia w pracy, bo kręciliśmy kolejny program.

Zachować moc

Często pytają mnie, jakie gadżety lubię w samochodach. Odpowiadam, że lubię... schowki, żeby poukładać dzieciom płyty i zabawki. Podobnie odpowiadam znajomym, którzy pytają, po co mi to bieganie.

A no po to, żeby w przeciwieństwie do rówieśników móc swobodnie zawiązać buty, mieć siłę, żeby opiekować się 4 dzieci, kopnąć w oponę testowanego samochodu i do tego zatrzymać starzenie się organizmu.  

Adam Kornacki - 39 lat, dziennikarz TVN Turbo, kierowca rajdowy, pasjonat motoryzacji. Prowadzi programy m.in. „Zakup kontrolowany" i „MOTO-ON”.

RW 07/2014

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij