REKLAMA

Adam Kszczot: Sportowiec musi być egoistą

Wszyscy miewaliśmy sny o mistrzostwie. Zdobywaliśmy w nich medale, biliśmy rekordy i zachwycaliśmy świat. Ale czy wiemy, kim trzeba się stać, by znaleźć się na podium? Ile naprawdę bylibyśmy w stanie poświęcić, by zostać najlepszymi? Na te i inne pytania odpowiedział nam Adam Kszczot.

Adam Kszczot fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

K.W.: Ile zarabiasz rocznie?

A.K.: Nie mogę powiedzieć, ile, bo by mnie fiskus ścigał… A tak poważnie, właśnie czekam na odpowiedź z urzędu skarbowego, ile dokładnie muszę zapłacić podatku od nagrody – 20 tysięcy dolarów – za srebrny medal mistrzostw świata w Sopocie. To była jednorazowa wygrana.

REKLAMA

K.W.: W sumie niewiele. To Cię nie frustruje?

Pozytywne emocje mam w pamięci. Nie potrzebuję medali na ścianie, by je przywoływać.

A.K.: No, czasem. Jak się ludzie podniecają piłką nożną, gdzie zarobki miesięczne są wielokrotnie wyższe niż nagroda za medal, to mnie jasny szlag trafia. To jest wysoce niesprawiedliwe w stosunku do ludzi, którzy trenują sumiennie na poziomie mistrzowskim każdą inną dyscyplinę. Jestem na przykład pewien, że gdyby połowa z pieniędzy piłkarskich poszła na szkolenie juniorów w Polsce, mielibyśmy wielkie sukcesy w lekkiej atletyce. A w bieganiu dochodzisz do końca wieku juniora i musisz zdecydować – czy godnie żyć i iść do pracy, czy ryzykować i trenować za swoje pieniądze.

Ja też z początku chodziłem za sponsorami i udawało mi się przeżyć, mieszkając w bursie za 500-700 zł miesięcznie. Potem przyszła grupa Orlen i większe wsparcie. Mnie i Marcinowi Lewandowskiemu po prostu się udało. A wracając do piłki nożnej. Skoro jest sportem komercyjnym z takimi nakładami sponsorów, to jaka jest sprawiedliwość w tym, że dotacje publiczne idą w większości na szkolenie trampkarzy, a nie juniorów z innych dyscyplin?

K.W.: Pozwalasz sobie na ekstrawagancję? Szalone zakupy?

A.K.: Aż tak dobrze nie jest, bym sobie kupował nowy samochód, ale czasem, gdy mam potężną chandrę, kupuję dziwne rzeczy. Ostatnio na przykład zestaw narzędzi i 30 metrów moskitiery. To mi się akurat przydało: mam dwa koty, które mi stale uciekają.

Uzależniony od wygrywania

Adam zamierza wygrać jeszcze parę zawodów. Nie zaprzecza.

Adam Kszczot – zawsze 800 metrów

Rekord życiowy: 1.43.30 (2. wynik w historii Polski)

2007 Mistrzostwa Europy Juniorów (Hengelo) – 3. miejsce

2009 Młodzieżowe Mistrzostwa Europy (Kowno) – 1. miejsce

2010 Halowe Mistrzostwa Świata (Ad-Dauha) – 3. miejsce

2010 Mistrzostwa Europy (Barcelona) – 3. miejsce

2011 Halowe Mistrzostwa Europy (Paryż) – 1. miejsce

2011 Młodzieżowe Mistrzostwa Europy (Ostrawa) – 1. miejsce

2013 Halowe Mistrzostwa Europy (Göteborg) – 1. miejsce

2014 Halowe Mistrzostwa Świata (Sopot) – 2. miejsce

2014 Mistrzostwa Europy (Zurych) – 1. miejsce

Zbigniew Król  - trener "egoisty"

Nawet największy indywidualista potrzebuje kogoś, kto wskaże kierunek. Szkoleniowiec kadry narodowej jest drugim (po Stanisławie Jaszczaku) trenerem Adama i jednym z najbardziej doświadczonych szkoleniowców w Polsce. W jego stajni, w drugiej części swoich karier, trenowali między innymi rekordziści Polski: Piotr Gładki (półmaraton), Paweł Czapiewski (800 m), Lidia Chojecka (1500, 3000 i 5000 m). Obecnie w grupie trenera Króla oprócz Adama biegają: Wioletta Frankiewicz (3000 m z przeszkodami), Katarzyna Broniatowska (1500 m) oraz Renata Pliś (1500 m).

Mistrzowie egocentryzmu

Najlepsi nie zawsze są najgrzeczniejsi.

• Steve Ovett. Mistrz olimpijski na 800 m (1980 Moskwa) Brytyjski miler nie lubił mediów, a media jego. Mówiono, że jest skryty, zamknięty w sobie i opryskliwy. W czasach największych sukcesów miał przydomek Mr. Nasty (ang. Pan Złośliwy). Po drugiej stronie bieguna stał jego odwieczny rywal, ówczesny rekordzista świata na 800 m, hołubiony przez prasę Sebastian Coe – Mr. Nice (Pan Miły).

Alberto Salazar. Potrójny zwycięzca maratonu w Nowym Jorku (1980, 1981, 1982) Jak sam przyznaje, stawał się nie do zniesienia na zawodach. Uznawano go za pewnego siebie aroganta. Trenował na granicy ryzyka i był przekonany o swojej sile, co przyczyniło się do wielu kontuzji i wczesnego zakończenia kariery. Amerykanin jest teraz trenerem m.in. Mo Faraha i Galena Ruppa.

Gabriela Szabo. Mistrzyni olimpijska (2000 Ateny) i mistrzyni świata (1997, 1999, 2001) Drobna, ładna, ale wredna. Rumuńska gwiazda biegów średnich i długich miała opinię samolubnej. W czasie treningów potrafiła robić dantejskie sceny, gdy uwaga nie była skupiona na niej. Z lekceważeniem wypowiadała się o swoich rywalkach, w tym o rodaczce Violecie Szekely, która według jej słów "była zbyt brzydka, by zapraszano ją na mityngi".

RW 08/2014

1 2 3
STRONA 3 z 3

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA