[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.5

Adam Kszczot: Zaprogramowany na medal

Srebro na 800 metrów podczas sierpniowych mistrzostw świata w Pekinie jest jednym z największych sukcesów w historii polskiego sportu. Jednak Adama Kszczota, świeżo upieczonego wicemistrza świata, jego wielki sukces nie zaskoczył ani trochę. Zdradził nam, jak od kuchni wyglądał jego występ.

Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/Running Creatives)

Dostać się na mistrzostwa świata to jedno. Być przygotowanym na trzy życiowe starty to jeszcze inna bajka. Zaprezentować absolutny szczyt formy w finałowej rozgrywce to tajemnica najlepszych z najlepszych.

Bieganie to sport dla indywidualistów. Na wyczynowym poziomie egocentryzm i alienacja są wpisane w koszty. Trenuje wielu, niewielu udaje się dostać na imprezy mistrzowskie. Fizyczne predyspozycje czy tak zwany talent ma zaskakująco dużo sportowców. Ale to mistrzowie łączą fizyczność z mocną psychiką i potrafią w mózgu załadować mistrzowski program, który pomaga im przetrwać zarówno morderczy trening, jak i stres w dniu próby.

Biegi średnie są pod wieloma względami trudniej trenowalne niż biegi długie. Dystans 800 metrów, jak mało który, łączy w sobie wytrzymałość, siłę i szybkość. Tlenu brakuje już po minucie sprintu. O pozycję trzeba walczyć łokciami. Najlepsi każde 100 metrów pokonują w około 13 sekund. Chwila nieuwagi i już po tobie.

REKLAMA

REKLAMA

Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/Running Creatives)

Nie ma czasu na błędy, myślenie wydaje się zbędne: trzeba raczej reagować niż analizować. Gdy w grę wchodzi nie jeden, a trzy mordercze biegi w krótkich odstępach czasu, talent przestaje być kluczowy, a o dyspozycji zawodnika decyduje perfekcyjne przygotowanie. A także realizacja programu na sukces w wykonaniu Adama Kszczota.

Eliminacje

Zgodnie z planem

W czasie sierpniowych mistrzostw świata w Pekinie zaplanowano trzy piętra eliminacji na 800 metrów. Najpierw sito 6 biegów kwalifikacyjnych, potem 3 półfinały, z których do ostatecznej rozgrywki dostało się tylko 8 zawodników. W Ptasim Gnieździe, bo tak nazywany jest gigantyczny olimpijski stadion w Pekinie, oglądaliśmy trójkę Polaków.

Jechali do Chin jako absolutna światowa czołówka w swojej konkurencji. Przez eliminacje nie przebrnął najpierw wicemistrz Europy z Zurychu Artur Kuciapski, w półfinale doświadczonemu halowemu mistrzowi Europy Marcinowi Lewandowskiemu zabrakło kilku setnych sekundy do premiowanego awansem miejsca. Tymczasem Adam już w pierwszym starcie zamienił deklarowaną pewność siebie na wygraną.

REKLAMA

Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/Running Creatives)

Przed zawodami otwarcie mówił, że jedzie do Pekinu po medal i nie zwracał uwagi na opinie, że jest zbyt pewny siebie. O dobry wynik na tym etapie mistrzostw spokojny był również trener Zbigniew Król, który w przeszłości prowadził innego medalistę MŚ na 800 m, obecnego rekordzistę Polski Pawła Czapiewskiego. Jak podkreśla, Kszczot trafił do niego w 2012 roku ze stajni łódzkiego szkoleniowca Stanisława Jaszczaka, już jako wybitny zawodnik.

„Adam ma opinię ciężkiego w prowadzeniu. Ale on jest po prostu bardzo wymagający, co w sumie lubię, bo zmusza mnie do głębszej analizy, znajdowania argumentów na poparcie konkretnych założeń treningowych” – twierdzi Król.

„W tym sezonie Adam wykonał gigantyczną pracę, między innymi na obozie klimatycznym w Nowym Meksyku. Poprawiliśmy to świetnym zgrupowaniem w Zakopanem, gdzie korzystał ze sztucznej hipoksji, śpiąc nawet na zaprogramowanej wysokości 3000 m. Nie narzucam mu ścisłego kilometrażu. On to chyba sam dokładnie liczy: na wiosnę to była objętość mniej więcej 350-400 km miesięcznie” - dodaje szkoleniowiec.

REKLAMA

REKLAMA

Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/Running Creatives)

„Ważniejsze były nasze działania kontrolne. Adam za moją namową kupił specjalne urządzenie do pomiaru mocy, sam pamiętał o częstych badaniach krwi, mierzyliśmy mu regularnie laktat (tzw. zakwaszenie – przyp. red.), wreszcie na kontrolnym sprawdzianie w Japonii pokonał 600 m w czasie 1:14” – wylicza trener wicemistrza świata.

Króla i Kszczota po nieudanym sezonie halowym, kiedy musieli w przeddzień mistrzostw Europy odwołać start z powodu grypy, nie interesowało klepanie pustych kilometrów. Skupiali się na dynamice i zwiększaniu tolerancji na zmęczenie, które w ich konkurencji może dosłownie ściąć z nóg. Adam potrafi biec przez 5 kilometrów z tętnem około 200 uderzeń na minutę.

Jednak ten fakt, sam w sobie, nie decyduje o jego wydolności na dystansie dwóch okrążeń stadionu. Program na sukces musi łączyć wiele zmiennych, bo opieranie się na jednej może być mylne.

REKLAMA

Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/Running Creatives)

Półfinał

Idealne wybory

Co ja mu pomogę, jak już stoi na starcie?” – trener Król przyznaje, że w czasie mistrzostw jego rola była ograniczona. Był pod wrażeniem odporności na stres, zdecydowania i taktyki, jaką wybierał ego podopieczny. W półfinale Kszczot dał popis umiejętności taktycznych i kompletnie zaskoczył przeciwników. Prowadził już po 150 m, a jego zdecydowanego ataku na 200 m do kreski nie wytrzymał między innymi mistrz świata, Etiopczyk Mohammed Aman, który odpadł z dalszej rywalizacji.

Polak jako pierwszy rzucił się na metę z wyciągniętą lewą ręką – gestem przypominającym lecącego Supermana. Po imprezie w chińskiej stolicy stało się to zresztą firmowym znakiem naszego reprezentanta.

„Prowadzenie biegu było ostatnią rzeczą, na jaką liczyłem w półfinale, ale musiałem szybko reagować na to, co się dzieje. Czułem, że pierwsze okrążenie było szybkie, ale też wiedziałem, że warto być z przodu i samemu decydować o tempie. Może niepotrzebnie rozluźniłem się na ostatniej setce, myśląc, że jest już »pozamiatane«, stąd małe różnice w rezultatach. Byłem pewien, że docierając do 600. metra biegu ekonomicznie, bez szarpania tempa, będę mógł wykorzystać swój atut. Wiedziałem, że gdy przyp***ę z 200 metrów, to chłopaki będą mieli problem, żeby mnie dogonić i na to odpowiedzieć” – śmieje się Adam.

REKLAMA

REKLAMA

Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/Running Creatives)

Kszczot, wspominając zawody w Pekinie, mówi, że zazwyczaj chciał działać według swoich żelaznych zasad, czyli niebiegania po drugim torze, wyprzedzania na prostych, łapania się na za kładkę (tuż za ramieniem zawodnika przed sobą). „Można wszystko perfekcyjnie przeanalizować, poukładać, ale najtrudniejsza jest realizacja. Na 800 metrów nie masz czasu na myślenie – a jeśli masz, to przegrywasz. Nawet gdy scenariusz się zmienia, nie można się wahać, bo to za dużo kosztuje”.

Z jednej strony Adam, wygrywając oba biegi eliminacyjne, zademonstrował pewność siebie. Z drugiej towarzyszył mu szalony stres, by plan w zmieniających się warunkach wykonać dobrze. Świadomość, że ma jedyną szansę, którą może zaprzepaścić, jak podczas kompletnie nieudanego finału na mistrzostwach świata w 2011 roku, jest jednak dużym obciążeniem.

Mocna psychika w sporcie wyczynowym wypływa z mocnego ciała. Osobą, która na co dzień pomaga niwelować gigantyczne napięcia i przeciwdziałać kontuzjom Kszczota, jest jego fizjoterapeuta Michał Robakowski. W Chinach postępowali według sprawdzonych schematów: uzupełnianie węglowodanów, krótkie rozbieganie, wejście do zbiornika z lodem, potem powrót do hotelu, posiłek i dopiero wtedy delikatny masaż na stole.

REKLAMA

Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/Running Creatives)

„Dbam o to, żeby obciążenia się nie nakładały. Niwelujemy niepotrzebne napięcia, uważając jednocześnie, żeby nie przesadzić i żeby Adam nie był za bardzo rozluźniony na następny bieg – mówi Robakowski. – Znamy się z Adamem bardzo dobrze, dzięki temu również łatwiej jest go rozluźnić i lepiej reaguje na zabiegi. Starałem się, by moje zdenerwowanie nie przenosiło się na niego. W końcu fizjoterapeuta jest też po trosze psychologiem. W czasie finału nie mogłem opanować drżenia nóg...”.

Finał: 1:46,08

Izolowanie umysłu

Najważniejsza lekkoatletyczna impreza na świecie. Finał z udziałem najszybszych. Ósemka zawodników, którzy mają zbliżone rekordy życiowe, są zmotywowani do walki, czują, że medal jest na wyciągnięcie ręki. Stojąc na swoich torach, jedni rozglądają się po stadionie, inni posyłają pozdrowienia do kamery. Adam ma nieobecny wyraz twarzy. Łapiąc się za lewy nadgarstek, przywołuje pozytywne emocje i uaktywnia program walki.

„Niektórzy mówią, że przed samym startem wyglądam tak, jakbym miał wszystkich pozabijać, wypruć flaki i pozostawić ich tak na tartanie. Tak się nastrajam bojowo. Na pewno się stresuję, ale zawsze mam myśl przewodnią: lepszy już nie będę. To, co wytrenowałem, zostaje. Teraz już pozostaje tego nie spier***ć”.

REKLAMA

REKLAMA

Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/Running Creatives)

Po wystrzale startera nikt nie kwapi się do dyktowania mocnego tempa. Wygląda to tak, jakby wszyscy oddali już pierwsze miejsce rekordziście świata i mistrzowi olimpijskiemu Davidowi Rudishy.

„Nic nie robili, jakby mu klaskali, wołając do tego: »Ale fajnie biegniesz, trzymamy za ciebie kciuki«. Ja nie nastawiałem się na walkę tylko o drugie, trzecie miejsce. Chociaż byłem zamknięty, atakowałem, gdy na ułamek sekundy Rudisha zostawił odrobinę miejsca po wewnętrznej stronie prostej. Nie udało się, dlatego na kolejny atak czekałem do ostatniej setki – relacjonuje Adam. – Dwie dziesiąte sekundy to różnica, jaką mieliśmy przy wbieganiu na finiszową prostą, bo tyle czasu zajęło mi, by zareagować na jego atak, i choć biegliśmy tym samym tempem, już nie udało się go dogonić”.

Adam przecina fotokomórkę jako drugi, ale gest radości jest jakby oszczędny, a radość przytłumiona. Wicemistrz świata wygląda na lekko zdezorientowanego. „Zapadła mi w pamięć mina trenera Króla, który do tego momentu zdawał się nosić wielki kamień na plecach. Podobnie jak ja, znał wartość naszego treningu, razem liczyliśmy na medal, ale dopiero gdy mieliśmy go w garści, zobaczyłem u niego coś jak szczęście pomieszane z ulgą”.

Filmik z finału MŚ na 800 m w Pekinie

 

REKLAMA

Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku Adam Kszczot na mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska/Running Creatives)

Fetowanie sukcesu

Reset

„Skończyły mi się zadania do wykonania i musiał nastąpić reset systemu. Ja naprawdę się cieszyłem: widziałem na zdjęciach, że wbiegam na metę z podniesioną ręką, więc chyba byłem szczęśliwy. Kiedy już byłem na mecie, pojawiła się myśl: »Jestem srebrnym medalistą mistrzostw świata... I co ja właściwie mam teraz zrobić?«. Dopiero jak zawołali mnie po biało-czerwoną flagę, to szczęście powoli zaczęło objawiać się na zewnątrz”.

Program na Rio

Program na sukces został zrealizowany. Następnego dnia nieustannie telefony, SMS-y, posty, mejle z gratulacjami. Paweł Czapiewski pisze nawet: „Od dziś chodzę bez czapki”. Dziesiątki wywiadów. Na piszczelu ślad po kolcach rywali, lekko spuchnięta skręcona kostka. Świadomość, że to już historia, ale została jeszcze końcówka sezonu.

„Już dwa dni po mistrzostwach byłem na siłowni i robiłem trening. Oczywiście, taki sukces to ogromny kopniak, motywacja, by jeszcze bardziej zapier***ć. Pewność siebie wzrosła? Tak, mam poczucie, że jednak »jestem gość«, że lata pracy procentują. Pierwszą część planu treningowego i zmian w moim treningu zrealizowaliśmy, teraz to będzie się liczyć w przyszłym roku olimpijskim” – mówi bez sentymentów Adam.

W ciągu dwóch tygodni po mistrzostwach Adam Kszczot wygrywa dwa najbardziej prestiżowe mityngi Diamentowej Ligi: w Zurychu i Brukseli. Rozgrywa je pod swoje dyktando, kontrolując przeciwników od startu do mety. W jednym z biegów deklasuje Davida Rudishę, swojego pogromcę z Pekinu. Nowy program na igrzyska olimpijskie został załadowany!

RW 10/2015

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij